Przecz z tym śmietniskiem!

Śmieci, śmieci, wszędzie śmieci. Wylewają się kaskadami z kubłów, zapełniają parki i lasy, rosną w stosy. Jedne rozłożą się w kilka miesięcy, inne będą potrzebowały tysiąca lat, albo nie zmienią się nigdy. A może by tak przestać wytwarzać odpady?

Jakiś czas temu trafiłam na ten kraniec internetu, w którym ludzie dzielą się swoimi przeżyciami związanymi z prowadzeniem gospodarstwa domowego w trybie "zero waste". Jak każdy przeciętniach przetarłam oczy ze zdumienia rzucając pod nosem stare japońskie zawołanie ludzi wątpiących: Niedasie!

Bea Johnson wraz z rodziną od kilku lat udowadnia, że jest to możliwe. Zasady, które rządzą w jej domu to 5xR: Refuse, Reduce, Reuse, Recycle, Rot, czyli odmawiaj (sobie?), redukuj (kupuj mniej), używaj ponownie, przetwarzaj i poddawaj gniciu. Rodzina Johnsonów więc większośc rzeczy stara się wytwarzać samemu, przetwarzać, kupować bez opakowania zewnętrznego. Mieszkańcy tego domu zastępują produkty, których nie da się kupić bez opakowania  innymi winalazkami. Bea podaje tu jako przykład lakier do włosów w sprayu, zamiast którego używa wody cytrynowej w butelce wielorazowego użytku z atomizerem.

practicideas.comwww.zerowastehome.com

Pomysłów na ponowne użycie najróżniejszych przedmiotów nie brakuje - nie tylko na stronie Zero Waste Home. Organizatorzy warsztatów dla dzieci od lat namawiają do robienia zabawek z przedmiotów, które dla większości z nas sa przede wszystkim odpadami. Puste butelki plastikowe, opakowania po rolkach papieru mogą bowiem stać się czymś zupełnie innym, gdy tylko użyjemy wyobraźni. Oczywiście największa przyjemność (teoretycznie) wynika z robienia przez dzieci takich zabawek, zainteresowanie gotowym arcydziełem jest znikome i spada z każda godziną. Po trzech dniach "śmieciowe" zabawki nadają sie głównie do zbierania kurzu albo do wyrzucenia. No właśnie.

Pomysł, by rolek po papierze używać jako sortera do kabelków bardzo mi się spodobał. Równie urocza jest koncepcja przerabiania plastikowych butelek na różne pojemniki, często ciekawsze niż designerskie cacka za tak zwany gruby hajs. Od sprytnych trzymadełek na ładujący się telefon po potworzaste stojaki na długopisy dla dzieci albo sprytny stojak na czasopisma - powiedzcie, że nie wygląda to fajnie!

Najlepsze śmieciowe stwory na świecie. źródło: practicideas.comNajlepsze śmieciowe stwory na świecie. źródło: practicideas.com

Szkło się nie rozkłada, ale można go używać do przechowywania, można je malować w fikuśne wzory, albo ozdabiać niepotrzebnymi już gazetami - et voila! Prezenty dla całej rodziny gotowe. Po pięciu latach najpewniej nikt z rodziny już by was nie zapraszał na żadne imprezy okolicznościowe, ale wtedy dla odmiany można zacząć sprzedawać swoje przetwory na Etsy... A teraz bez żartów.

Rodzina Johnsonów jest w komfortowej sytuacji, że może sobie ustawić w ogródku kompostownik i tam wrzucać wszelkie oberki i inne bajery, ma taras, na którym hoduje drzewka cytrynowe, do których domownicy czasem sikają (fuj, nie chcieliście tego wiedzieć, co?).

Wszystko to brzmi dość utopijnie, a zdjęcia ze świata Zero Waste Family wyglądają lepiej niż foto-annały Rodzinki Stockowskich. Bea napisała książkę i prowadzi forum, gdzie podpowiada innym jak żyć nie wytwarzając śmieci. Co roku publikuje też słoik zawierający te odpady, które wytworzyli (WIĘC JEDNAK!!!! NIE TAKIE ZERO!!!111oneoneone ). Za każdym razem, kiedy podglądam bezśmieciowe życie rodziny Johnsonów jest mi trochę źle i smutno. A potem myślę, że "zero waste" to piękna idea, ale z gruntu nierealna. Czego byśmy nie zrobili - wytworzymy jakieś śmieci. Wszystko, z czego korzystamy generuje odpady: każde nasze wyjście z domu, każdy ruch, przejazd, nawet na rowerze.  Niezła paranoja, nie? Nie jest też możliwe, żeby w naszym gpospodarstwie domowym nie wytwarzać odpadów. IMPOSIBURU. Im dłużej czytam o zero waste, tym bardziej o tym wiem. Pierwszy przykład z brzegu - lekarstwa, które musimy zażywać regularnie. Tacy jesteśmy już cywilizacyjnie chorzy, że jedynym sposobem na przetrwanie bez powikłań jest zażywanie tego i owego. Na szczęscie dotyczy to tylko dwójki z naszej ferajny, nie mniej jednak nikt nam nie sprzeda tabsów na sztuki, ani nie przeleje sterydów do naszych własnych szklanych buteleczek z atomizerem (poza tym i tak w ten sposób wytworzylibyśmy odpad, bo sterydy sprzedawane są w gotowych, małych porcyjkach).

practicideas.comwww.zerowastehome.com

Możemy kupować część produktów bez opakowań - sery, mięso, warzywa, od biedy także mleko z mlekomatu. Nie ma jednak szans na to, by kupić detergenty bez opakowania. Wiem, wtedy mogę sobie zrobić z butelki swój fikuśny pojemniczek na telefonik, przy trzeciej butelce zaś wpadnę w histerię, kupie kontener plastiku i się w nim wytarzam szaleńczo się śmiejąc. Poza tym powinnam zrezygnowac z detergentów. Ostatnio nawet dostałam eko-orzech do prania, ale wcale nie jest taki magiczny, zwłaszcza, jak dzieci mają nastrój womitalny.

Na kompostownik też nie mamy szans, po prostu sąsiedzi złożyliby donos do spółdzielni. Sortujemy więc, zgniatamy i wynosimy. Wrzucamy do odpowiednich kontenerów. Codziennie. Cholera. Ależ my tych śmieci wytwarzamy.

Dzienny urobekDzienny urobek

Tony. To okropne. Może jednak dołożę sobie trochę roboty i zacznę bardziej się przykładać. A co! Skoro takie korporacje jak Procter & Gamble mogły wdrożyć u siebie zero waste, to może i nam się uda?

Więcej o: