Moc truchleje i my też - przerażające święta

I co, bardzo było strasznie? Jeżeli święta przy rodzinnym stole okazały się miłe, to bardzo dobrze. Jeżeli były lekko irytujące, to nadal nieźle. A jeżeli wspominacie je z dreszczem zgrozy, to nie przesadzajcie, mogło być gorzej.

Oto ranking nieprzyjemnych doświadczeń gwiazdkowych w popkulturze, w kulturze i w życiu.

1. Krampus

Mikołaj niezbyt się postarał w tym roku i dostarczył zestaw kosmetyków z supermarketu wraz z jakże praktyczną kosmetyczką? Cicho, nie ma co narzekać. Cieszcie się, że nie przyszedł Krampus, postać zbyt straszna nawet dla ponurej, polskiej wyobraźni. Krampus należy do folkloru alpejskiego, pojawia się także w krajach, które znajdowały się pod trwałym wpływem kultury germańskiej (np. w Czechach i na Ślasku). A po co się pojawia, zapytacie? A żeby w Boże Narodzenie zająć się niegrzecznymi dziećmi. Ale Krampus nie bawi się w rózgi i połajanki. Zabiera delikwentów prosto do ciemnego lasu. I to by było na tyle.

Antorpolodzy uważają, że prawdziwe oblicze Krampusa to związany z pogańskimi kultami Rogaty Bóg, towarzysz Wielkiej Bogini, sprytnie i bezpiecznie włączony w chrześcijańskie obchody Bożego Narodzenia.

Fot. Wikipedia.orgJak będziesz niegrzeczny, to cię porwie Krampus (Fot. Wikipedia.org)

2. Pogoda

Ocieplenie klimatu to wymysł lewaków, ekologów i feministek. Weganie pewnie też maczali w nim palce. Bo przecież lata nadal są gorące, a zimy zimne, nieprawdaż? Eeee, nie. Pamiętam jak 10 lat temu pojechałam na Sylwestra do francuskiej wioski i byłam bezgranicznie zdziwiona, że w styczniu trawniki są zielone i kwitną na nich stokrotki, natomiast ludzie spacerują w tenisówkach. Dzisiaj czuję się jak wytrawna kłamczyni, opowiadając dwuletniej córce, że Mikołaj ma sanie i mknie nimi po śniegu, pokazując jej te wszystkie obrazki z zasypanymi białym puchem drzewkami i dziećmi z policzkami czerwonymi od mrozu. Ostatnie trzy Gwiazdki to iście wiosenna aura (przynajmniej w dogrzanej metropolii jaką jest Warszawa) i powoli przyzwyczajam się, do tego, że „śnieg” stanie się taką samą bajką jak „Mikołaj”, a czerwone twarze staną się domeną maluchów z nietolerancją laktozy.

Fot. Wikipedia.orgPora ubierać choinkę! (Fot. Wikipedia.org))

3. Nietypowy Mikołaj

Mikołaj niezbyt się postarał w tym roku i dostarczył ostatni hit z katalogu Świata Książki? Cicho, nie ma co narzekać. Cieszcie się, że nie przyszedł ten z opowiadania Rolanda Topora, wymalowany i lekko sepleniący mężczyzna, który najpierw wziął chłopca na kolana, a potem zakradł się do łóżka jego taty.

Fot. Wikipedia.orgFot. Wikipedia.org

4. Ozdoby choinkowe

W zasadzie wszystkie choinki są piękne - te żywe, pachnące lasem (jeżeli mieliście na tyle szczęścia, żeby kupić ściętą trochę później niż na początku grudnia) i te plastikowe drapaki, ponieważ wyrażają ducha ubierającej je rodziny. Zbierane od pokoleń bombki, zabawki robione przez dzieci. Taaak, no właśnie. Pamiętam papier kolorowy z lat 80. - dziwny, matowy, bezbarwny (a jednak kolorowy) twór, na którym widać było każdy, najmniejszy nawet rozbryzg kleju białego biurowego. Pamiętam koszmarne łańcuchy i „pawie oczka” (owszem, wyglądały jakby ktoś na nie puścił pawia), które tygodniami produkowałam ku chwale rodzinnego drzewka. Niełatwo zapomnieć mi też minę mamy, obdarzonej wyjątkowo dobrym smakiem, kiedy wieszałam to wszystko na gałązkach. Dziś patrzę na niezgrabne łapy córki czyniące pierwsze próby z bibułą i krepiną, i już ściska mi się serce. Nie ze wzruszenia, oj nie.

Fot. Olga WróbelFot. Olga Wróbel

5. Kolejny Nietypowy Mikołaj

Mikołaj niezbyt się postarał w tym roku i dostarczył kolejną bawełnianą koszulę nocną z misiem tulącym serduszko? Cicho, nie ma co narzekać. Cieszcie się, że nie przyszedł Wiedźmikołaj w wersji dawnej, by ofiarować wam przebogate, wieprzowe dary (ale tylko, jeżeli byliście wyjątkowo grzeczni). Albo niezbyt przyjemny Billy Bob Thorton w czerwonym płaszczyku (czy ten aktor zagrał chociaż raz kogoś miłego i dobrego?). Albo Jack, król potworów i straszydeł z Miasteczka Halloween, które postanawiają odświeżyć koncepcję świąt Bożego Narodzenia, porywają Mikołaja i same produkują prezenty dla dzieci, wykorzystując do tego głównie martwe szczury, węże i inne truchła.

Fot. Materiały producentaFot. Materiały producenta

6. Duchy

Pamiętacie „Opowieść wigilijną” Dickensa? Ebenezera Scrooge'a nękają duchy świąt przeszłych, obecnych i przyszłych, aby wzruszyć twarde serce samotnego skąpca i skłonić go do zmiany postępowania wobec ubogich i potrzebujących, co z kolei zaowocuje osobistym szczęściem starca. Czy chcielibyście, żeby przed samymi świętami pojawiły się duchy i ciągały was po nocy, wskazując filantropijne cele? Zimowe święta charakteryzują się ciekawym dualizmem wobec kwestii duchów - z jednej strony chrześcijańska tradycja mówi, że okres między narodzinami Jezusa a świętem Trzech Króli jest tak błogosławiony, że zanikają wszelkie paranormalne perturbacje i można spokojnie przesypiać noce bez demonicznych nękań (wykład na ten temat pojawia się w... otwarciu „Hamleta”). Z drugiej strony, skoro znikają, to wcześniej musiały się dawać we znaki - widać tu próby zagospodarowania pogańskich obchodów zimowego przesilenia, które powracają w rozmaitych zwyczajach: na przykład w wiktoriańskiej Anglii rzeczą równie oczywistą jak przybycie Mikołaja było opowiadanie po wigilijnej wieczerzy niesamowitych historii o duchach. Niestety, w czasach obecnych tradycja ta została całkowicie zapomniana, ale talerzyk dla zbłąkanego wędrowca nadal stoi na naszych stołach. Ale kto powiedział, że ten wędrowiec nadal posiada ciało i zapuka do drzwi, miast wpaść kominem? Huuuuu...

Fot. Wikipedia.orgFot. Wikipedia.org

7. Rodzinne pogawędki

A skoro jesteśmy już przy opowieściach... Może wam się wydawać, że nie ma nic gorszego niż plejada wujków, ciotek i rodziców opowiadających za stołem rodzinne anegdoty i zadających kłopotliwe pytania (i nie musi być to od razu dociekanie przyczyn singielstwa, bezdzietności czy zaokrąglenia się na paszczy - mnie najbardziej przeraża pytanie „A co tam u was?”). Możemy jednak nadal radować się, że (raczej) nie usłyszymy świątecznej historyjki a la film „Gremliny”? Pamiętacie? Kate opowiada o zaginionym w Gwiazdkę ojcu, który znalazł się jakiś czas później: a) w kominie, b) w stroju Mikołaja, c) ze złamanym karkiem. To właśnie ten rodzaj szkieletu w szafie (trupa w przewodzie wentylacyjnym), którego niekoniecznie dobrze jest prezentować podczas pierwszych świąt z nowym chłopakiem, nawet w obliczu inwazji potworków. Podobnie uważali producenci filmu, ale scena ostatecznie nie została wycięta. A teraz grzecznie odpowiedzcie babci, jak tam pisanie pracy magisterskiej i kiedy dziecko.

Fot. Materiały producentaFot. Materiały producenta

8. Ścieżka dźwiękowa

Macie dość brzęczenia dzwonków, pienia anielskich i chłopięcych chórów? Nie lubicie patrzeć na kudłatych przyjaciół George'a Michaela tarzających się w śniegu, ani słuchać o ich sercowych perypetiach? To lepiej polubcie, bo w mrokach Internetu czai się czyste zło w postaci Christophera Lee wykonującego ze swadą anglosaski hit „Little Drummer Boy”. Nadal jesteście hardzi i niechętni tradycyjnym, słodkim brzmieniom? To może Type'O'Negative i piosenka o tym, że święta już gotowe, jemioła rozwieszona i napalone w piecu, ale co tak pusto przy stole? Ach, wszyscy umarli.

Nie wiem jak wam, ale mi krzepkie „Bracia, patrzcie jeno” od razu zaczyna brzmieć lepiej.

9. Prezencik

A jeżeli po wszystkich horrorach prawdziwych i wyobrażonych macie ochotę złapać do świąt (minionych, obecnych i przyszłych) nieco dystansu, polecam kultową książkę mistrza Goreya i mistrza Updike'a „The Twelve Terrors of Christmas”, w której krótko i dowcipnie scharakteryzowane zostają podstawowe lęki świąteczne (np. „Lęk, że ofiaruje się zbyt mało” lub „Lęk przed ludzkim obliczem Mikołaja”). Książka niestety nie ukazała się po polsku, ale w krajach anglosaskich jest ponadczasowym, wielokrotnie wznawianym hitem.

Fot. Wikipedia.orgFot. Wikipedia.org

Z kompilowania tego felietonu przy pomocy nieocenionych znajomych, dzielących się swymi świątecznymi traumami, wypłynął dla mnie nie do końca spodziewany wniosek. Większość tropów do świąt w wersji pop, ironicznej, komediowej czy wreszcie ezoterycznej prowadzi do kultury anglosaskiej (oszczędziłam wam relacji z tamtejszej świeckiej tradycji kupowania pod choinkę obrzydliwych, zaprojektowanych specjalnie na tę okazję swetrów, ale wyszukiwarki grafiki z chęcią dostarczą odpowiednich obrazów). W pewnym momencie zaczął niepokoić mnie ten kosmopolityczny odchył tekstu i starałam się znaleźć polskie akcenty, ale nie byłam w stanie dopasować żadnego, oprócz czysto folklorystycznych sianek pod obrusem i wróżenia z długości źdźbeł (a nie do końca o to chodziło). Dlaczego tak jest? Czy rzeczywiście w naszej kulturze Boże Narodzenie jest świętem tak związanym z religią i powagą, że nie poddaje się popkulturowym modyfikacjom?

Zostawiam was z tym pytaniem i idę odnaleźć w lodówce zagubioną resztkę sałatki jarzynowej.