Gillian Anderson tropi psychopatycznego mordercę kobiet

Oglądając "Upadek", serial o detektyw Stelli Gibson, utwierdzam się w przekonaniu, że warto się bać. I uciekać gdzie pieprz rośnie, gdy jakiś facet choć przez ułamek sekundy wyda nam się niebezpieczny.

Wysiadając wieczorem z autobusu oglądam się, czy ktoś nie wyszedł za mną. Na ulicy staram się nie patrzeć na nikogo dłużej niż trzy sekundy. Wchodząc do własnego mieszkania, skradam się jak złodziej, żeby sprawdzić, czy aby na pewno jestem w nim sama. Tak, mam kilka nerwic, o których powinnam pewnie porozmawiać z terapeutą. Strachu nie napędzają mi ciemności, duchy ani potwory. Boję się ludzi. Nie, nie ludzi. Mężczyzn. Gender genderem, ale kobieta co do zasady może mi co najwyżej powyrywać kłaki z głowy albo podstawić nogę. Kobieta mnie nie zgwałci, raczej nie pobije, nie zabije. Mężczyzna może.

Nie tylko stereotypowy ekshibicjonista w przybrudzonym trenczu, którego udało mi się napotkać pod moją podstawówką w okolicach czwartej klasy. Nie tylko pijany menel, który chciał pobić mnie w biały dzień w centrum miasta. Nie tylko wylękniony szaleniec, który szedł za mną przez kilometr, by w końcu podnieść mi spódnicę i uciec. Historie równie żałosne co prawdziwe. Dlatego gdy kątem oka widzę wpatrującego się we mnie faceta, niezależnie od wieku, ubioru i zachowania, zapala mi się czerwona lampka. Oczywiście nie na każdego, tylko na tego, który intuicyjne wzbudza we mnie strach. Patrzy się odrobinę zbyt przeciągle. Coś jest nie tak z jego bagażem. Czyta dziwną książkę. Nie myślę, że mu się podobam. Nie myślę, że mam coś na twarzy. Nie myślę, że nie ma nic lepszego do roboty. Planuję ucieczkę.

Zanim powiecie, że mam paranoję (trochę mam, jasne), przeczytajcie klasyczną, ale wciąż aktualną książkę "Dar strachu" amerykańskiego eksperta od przemocy Gavina de Beckera. De Becker doradza rządom, wielkim korporacjom i całkiem anonimowym osobom. Uczy je wiary w intuicyjne lęki. W to, że jeśli ileś sygnałów świadczy, że ktoś jest niebezpieczny i skłonny do agresji, to z dużym prawdopodobieństwem można przewidzieć, że ucieknie się do przemocy. "Dar strachu" opiera się na historii o Kelly, zgwałconej przez mężczyznę, który pomógł jej wnieść do domu zakupy. Cudem uniknęła śmierci, bo w ostatniej chwili posłuchała swojego strachu. Wcześniej wydawało jej się, że nie wypada odmówić pomocy i że na pewno tylko jej się wydaje, że koleś jest po prostu dziwny. W rozmowie przytaczał za dużo szczegółów, był ujmująco miły, niepotrzebnie obiecywał, że nic jej nie zrobi, co znaczyło, że na pewno zrobi. De Becker pisze, że miły wcale nie znaczy dobry.

Ta książka przyszła do mnie z trzech stron jako odpowiedź na mój lęk o nadmiar lęków. Najpierw poleciła mi ją przyjaciółka, która ma do zalotników szybko zamieniających się agresorów pecha większego niż ja. Potem motto "Nie to już całe zdanie" - przeczytałam w książce "Yes Please" mojej ulubionej Amy Poehler. Trzecim tropem był "Upadek", hipnotycznie mroczny i przerażająco realistyczny serial, którego pierwszy sezon pochłonęłam w trzydziestostopniowym upale, gdy uciekałam od polskiej zimy. Mało powiedzieć, że zmroził mnie do szpiku kości.

Serial opowiada o Paulu Spectorze, niby normalnym terapeucie z Belfastu, który żyje w ciele Christiana Greya, czyli brytyjskiego modela/aktora Jamiego Dornana. Paul nie lubi siebie. Ani swojej pracy. Ani swojej żony (tu się nie dziwię, bo trzeba być wyjątkowo niedomyślnym, żeby żyć z mordercą pod jednym dachem i podejrzewać go co najwyżej o romans). Lubi za to zabijanie. A właściwie śledzenie atrakcyjnych brunetek, a potem duszenie ich i układanie ich ciał w estetycznie doskonałe według niego kompozycje, które potem można sfotografować i wkleić do pamiętniczka. Dla Paula kobieta jest obiektem, więc chce uprzedmiotowić ją i posiąść na zawsze. Fantazje, kompleksy i motywacje psychopaty rozumie Stella Gibson, z pozoru zimna pani detektyw, przysłana do Irlandii Północnej z londyńskiej centrali policji. Stella przedmiotowo traktuje mężczyzn, wypraszając ich z łóżka i ze swojego życia zaraz po udanym stosunku. I tak jak Paul uwielbia polowanie.

mat. prasowemat. prasowe

Podobno plakat Gillian Anderson, a właściwie agentki Scully, wisiał w latach 90. nad łóżkiem każdego dorastającego chłopca. Bo w przewrotny sposób łączy w sobie obietnicę wyuzdania i matczyne ciepło. Nie wnikam, bo nigdy do końca nie chciałam rozumieć męskich fantazji. Przyznaję jednak, że w ołówkowych spódnicach i jedwabnych koszulach rozpiętych o jeden guzik za daleko Gillian nie wygląda na swoje 46 lat.

Ale mnie najbardziej podoba się to, że Stella jest wierną czytelniczką de Beckera, a dar strachu ma rozwinięty daleko poza granicę tłumionej przez grzeczność kobiecej intuicji. Wydaje się niedostępna, bo nie ma żadnych złudzeń. Wie, że jeśli Paul zrobił coś raz, to raczej z dobrej woli nie przestanie. Wie, że jego ofiary czuły, że coś jest nie w porządku, ale bały się same przed sobą przyznać, że się boją. Wie, że jeśli nie podkręci czujności, sama za chwilę może paść jego ofiarą.

Oglądając "Upadek" paradoksalnie czuję się bezpieczna. Bo wierzę, że dar strachu mógłby pozwolić mi uniknąć okrutnego losu ofiar Paula. Bo za żadne skarby nie spałabym w domu, w którym pod moją nieobecność ktoś położył na łóżku moją bieliznę. Bo na pewno nie chodziłabym beztrosko po ciemnym pokoju, nie zaglądając uprzednio w każdy kąt. Bo na pewno nie dałabym nikomu obcemu numeru telefonu, nie wpuściłabym nikogo do mieszkania, ani nie zostawiła otwartych drzwi.

Nie nawołuję do tego, żeby bać się własnego cienia, nie umawiać na randki ze strachu przed kolegą z pracy albo nigdy już do nikogo nie uśmiechnąć się w metrze. De Becker pisze, że jeśli boimy się wszystkiego i reagujemy obronnie nawet na te najbardziej niewinne sytuacje, stępiamy sobie zmysły przed prawdziwym zagrożeniem. I że ludzie generalnie są dobrzy i tylko niewielki procent stanowi dla nas zagrożenie. Co nie zmienia faktu, że 800 tysięcy kobiet w Polsce doświadcza rocznie przemocy. Głównie od swoich chłopaków, mężów i narzeczonych. Czasem od pomocnych panów, którzy pomagają im zanieść zakupy ze sklepu albo miłych sąsiadów, którzy chcą się podzielić cukrem i solą.

Tak by się nie stało, gdyby nie zgasiły lampki alarmowej. Gdyby grymasu agresji nie wytłumaczyły sobie nerwowym tikiem, przeciągłego spojrzenia zachwytem nad seksowną sukienką, a niepokojąco intymnej rozmowy naturalną otwartością. De Becker i "Upadek" uczą, że jeśli czujemy, że coś jest nie tak, to znaczy, że po prostu jest nie tak. I w imię bycia grzeczną dziewczynką lepiej nie ryzykować stania się ofiarą.

Pierwszy odcinek drugiej serii "Upadku" już 17 stycznia o godzinie 22:00 na kanale Cinemax.