Chcę się nauczyć być niemiła!

Nie umiem być chamska (czy - delikatniej: niemiła). Zawsze mi się wydawało, że to piękna cecha, jednak życie próbuje mnie przekonać, że bardzo się myliłam.

Na ogół jestem miła. Mówię "dzień dobry" i "do widzenia", przytrzymam drzwi sąsiadce, używam takich niepopularnych słów, jak "przepraszam" i "dziękuję" w sytuacjach społecznych, w których wypada i należy takich słów użyć. Choć okazuje się, że nie jest to takie oczywiste (tak, człowieku z wielkim plecakiem, gdy znokautujesz mnie nim, wysiadając z tramwaju, nie musisz od razu podnosić mnie z ziemi i dawać buzi w rękę, ale możesz przeprosić za nieuwagę, bo zakładam, że TYLKO dlatego zdarzenie miało miejsce, żeś gapa, a nie cham i taran w jednym).

Jestem miła, czasem nawet za miła - bo niestety nie zawsze umiem zawalczyć o swoje. W sytuacji, gdy trzeba tupnąć nogą ja, owszem, lekko przytupuję, ale uśmiech na twarzy skutecznie niweluje efekt. Rozmawiam ostatnio o tym sporo z moją przyjaciółką, która jest bardzo miłą i uprzejmą osobą, a z wyglądu przypomina anioła, ale gdy ktoś nadepnie jej na odcisk, lub próbuje wymusić na niej zawodowe bzdury, z którymi ona się nie zgadza - zmienia się w sopel lodu. I, owszem - wciąż się uśmiecha, ale... Na tym uśmiechu hollywoodzcy producenci mogliby oprzeć sagę o seryjnej morderczyni. Ja tak nie umiem.

Powstałoby coś w tym stylu... / fot. materiały prasowePowstałoby coś w tym stylu... / fot. materiały prasowe

Jestem miła, ale wiem, że gdyby przyszło mi pracować w usługach, kontaktować się na co dzień z ludzką opieszałością i wachlarzem innych irytujących przypadłości szybko wyniesiono by mnie w kaftanie. Podziwiam ludzi, którzy mają styczność codziennie z dziesiątkami ludzi, wśród których trafi się i cham, i furiatka, a oni potrafią z uśmiechem (podziwiam najbardziej tych, o szczerym, niewymuszonym, albo - może - świetnie wyćwiczonym uśmiechu) odpowiadać na powtarzające się do usrania pytania, tłumaczyć kilka razy to samo, wyjaśniać i nie tracić sił, gdy widzą, że i tak nie wytłumaczą, bo opór materii zbyt wielki.

Dlatego jestem miła (a jakże!) dla wszelkich telemarketerów, bo wiem, że ich praca jest piekielnie trudna. Nie wypowiadam się tu na temat ich (nieraz bardzo wątpliwych) kompetencji. Po prostu wychodzę z założenia, że niektórzy z zamiłowania (sądzę, że tych jest niewielu, ale wybaczcie, jeśli uraziłam miliony osób), a inni z egzystencjalnego musu wykonują taką, a nie inna pracę - i nie ma powodu, by wylewać na nich swoje frustracje. Do tego powinien służyć terapeuta. Albo las. Niektórzy chodzą do lasu, by w odosobnieniu pokrzyczeć. Inni - jak bohaterowie filmów czy seriali w często eksploatowanym motywie zanurzają się w wannie czy basenie i krzyczą pod wodą.

[Dobra, przyznaję, raz byłam BARDZO niemiła dla pana z sieci komórkowej, która dzwoniła do mnie za pośrednictwem wielu swych agentów bite dwa miesiące, z natężeniem trzy razy w tygodniu, namawiając mnie, bym do nich przeszła, a nie bacząc na to, że już od dawna u nich byłam. Uniosłam się nieelegancko, bo przesadnie głośno artykułowałam argumenty. Choć bez inwektyw - więc w zasadzie wciąż niemal miło. A na koniec, jako osoba MIMO WSZYSTKO miła, wyjaśniłam panu, że krzyczę na system, nie na niego. I PRZEPROSIŁAM, że skupiło się to na nim. I potem było mi głupio przez trzy dni. Taka już jestem...

Sposób na życie?Sposób na życie?

Jestem miła, bo tak zostałam wychowana - nie jakimiś specjalnymi rodzicielskimi zabiegami, po prostu praktyka wykazywała ewolucyjną wyższość spokoju nad rzucaniem kurwami w ludzi (rzucanie w przestrzeń to co innego, to chyba jasne?). Zawsze gdzieś na końcu wychodziło mi, że ten kto darł ryja i był chamem tracił, a ten, kto w stonowany sposób odnajdował się w zaistniałej sytuacji - zasypiał spokojnie. A ja sobie bardzo cenię spokojny sen. Na przestrzeni mego trzydziestoletniego życia znajdowała potwierdzenie teoria, że lepiej być kulturalnym, spokojnym i dążyć do rozwiązania problemu czy szukać kompromisu, niż z maczetą wkraczać na cudzy teren i robić własne porządki. Może to niepopularne, ale źle bym się czuła, gdybym nagle chciała być niemiła. Chociaż...

Dobra, przyznaję. Jestem też czasem niemiła. Gdyby ktoś usłyszał słowa, które kieruję pod adresem innych użytkowników dróg, gdy siedzę w dźwiękoszczelnej puszce samochodu - utonęłabym pod pozwami o zniesławienie. Sama jestem czasem zaskoczona fontanną wulgaryzmów, które wydobywają się wówczas z moich ust. Przy czym jest to przyjemne słowotwórstwo - wierzę, że wielu z was też się oddaje tej grzesznej przyjemności. Po co nazwać kogoś głupim chu..., skoro można obudować tę genitalną inwektywę w sto epitetów i metafor? To uspokaja.

Co zrobić, gdy świat urządza sobie na mnie testy? / fot. xdpedia.plCo zrobić, gdy świat urządza sobie na mnie testy? / fot. xdpedia.pl

Ostatnio jednak kiełkuje we mnie ziarno buntu. A może przestać być miłą? Przemóc się i po prostu się solidnie wkurwić w sytuacji, w której inni, mniej mili, by się nigdy pewnie nie znaleźli, bo zareagowaliby ostro znacznie wcześniej? Czasem nie czuję się traktowana poważnie, bo... jestem przecież miła, więc na pewno się nie wkurwiłam w środku. Nikt nie podejrzewa, że może po prostu z grzeczności i kindersztuby stłumiłam w sobie akcję-maczetę.

Może po prostu rzucę monetą - być wciąż miłą, czy jednak przestać?

Więcej o: