Rodzicu! Ratuj planetę, bo skończymy jak w "Mad Maksie"

W ?Science? ukazał się raport na temat tzw. planetarnych granic - obszarów, w których trzeba uważać, żeby nie zdestabilizować warunków panujących na Ziemi. Jeśli chcemy zapewnić dzieciom życie w warunkach zbliżonych do tych jakie znamy, musimy zmierzyć się z problemem, działać!

Zmiana klimatu? Litości, jakby nie było innych zmartwień! Najwyżej skończymy jak w „Mad Maksie” czy „WALL-E” (bez opcji przeniesienia się na statek kosmiczny). Poza tym dawno nas szlag trafi do tego czasu. Otóż nie. A klimat to tylko część problemu. Ale jest realna szansa na happy end.

Brzmi to jak jakaś straszna arogancja, że ludzkość jest w stanie wpłynąć na funkcjonowanie całej planety, ale jednak tak jest. Jest nas dużo, ponad 7 miliardów a będzie więcej. Od czasów rewolucji przemysłowej w rosnącym tempie spalamy paliwa kopalne, wycinamy lasy, zajmujemy kolejne obszary pod uprawy. Przez te wszystkie lata traktowaliśmy zasoby Ziemi jakby były nieskończone.

Wpływ człowieka na Ziemię jest tak duży, że oficjalnie rozpatrywana jest zmiana nazwy epoki geologicznej, w której żyjemy na Antropocen. Nie jest łatwo to wszystko sobie wyobrazić. Skala problemu jest przytłaczająca, a myślenie o globalnych sprawach kompletnie oderwane od naszego codziennego doświadczenia. Ale są opracowania, które w jasny sposób pokazują na czym polega problem.

W piśmie „Science” właśnie ukazał się artykuł na temat uaktualnionej koncepcji tzw. planetarnych granic (Planetary Boundaries 2.0). Koncepcja została stworzona przez profesora Johana Rockströma ze Sztokholmskiego Uniwersytetu oraz współpracujących z nim naukowców. Po wieloletniej analizie danych wyznaczyli oni obszary, w których trzeba uważać, żeby nie zdestabilizować warunków panujących na Ziemi. Dla każdego z obszarów ustalono granicę bezpieczeństwa, której przekroczenie oznacza pojawienie się ryzyka wystąpienia katastrofalnych zmian.

Granice dotyczą dziewięciu spraw. Są to: zmiana klimatu, utrata bioróżnorodności (wymieranie gatunków), zużycie wody pitnej, zmiana przeznaczenia terenów (np. wycinanie lasów), zakwaszenie oceanów, niszczenie warstwy ozonowej, obieg azotu i fosforu (nawozy), zanieczyszczenie chemiczne oraz obecność aerozoli atmosferycznych. Granice wskazują ile w miarę bezkarnie możemy zużyć wody pitnej, lasów zamienić w pola, wyemitować do atmosfery różnych substancji itd.

Ziemia jest genialnym systemem wzajemnych zależności, który wykazuje dużą odporność na zakłócenia. Bardzo długo nie było widać negatywnych skutków działań człowieka. Dziś wiadomo jednak, że zmiany te nie następują linearnie, a co gorsza bywają niespodziewane i nieodwracalne. Na przykład okazało się, że wyeksploatowane przez ludzi łowiska nie są w stanie odrodzić się przez dekady. Wycinanie lasu tropikalnego długo uchodzi na sucho, aż niespodziewanie zmienia się on w sawannę.

Co więcej działania w jednym miejscu Ziemi, mogą mieć efekt w jej zupełnie innej części albo dotyczyć całego świata. I tak np. mieszkańcy Arktyki, którzy wydawałoby się żyją w idealnie czystym rejonie świata, mają w organizmach wysoki poziom rtęci. Jest to związane z jedzeniem przez nich dużych ilości ryb pochodzących z oceanu, do którego zanieczyszczenia nie przykładali ręki. Nie jest więc tak, że przed tymi wszystkimi zagrożeniami będzie można się gdzieś schować.

Pierwotna koncepcja Planetary Boundaries, stworzona w 2009 roku, wskazała na przekroczenie planetarnych granic w kwestiach utraty bioróżnorodności, zmiany klimatu oraz cyklu azotowego. Okazało się, że ludzkość emituje za dużo dwutlenku węgla wpływającego na podnoszenie się temperatury na Ziemi, doprowadza do wyginięcia zbyt dużej liczby gatunków oraz przesadza z nawożeniem upraw.

Po opublikowaniu swojej koncepcji autorzy zaangażowali się w tłumaczenie wszem i wobec jak poważna jest sytuacja. Ich odkrycia zostały przekazane rządom i międzynarodowych instytucjom, były omawiane podczas światowych konferencji m.in. klimatycznych. Konferencje te mają niestety to do siebie, że najczęściej przynoszą skutek w postaci fiaska. Wątpiących w katastrofalne zmiany nie brak.

Właśnie opublikowany, drugi raport (Planetary Boundaries 2.0) pokazuje, że kolejna planetarna granica została przekroczona. Dotyczy ona sposobu przeznaczenia terenu. Z nowości, badania doprecyzowały, które dwa obszary są kluczowe dla funkcjonowania Ziemi. W obu tych sprawach sytuacja niestety nie wygląda dobrze. Mowa tu o zmianie klimatu oraz utracie bioróżnorodności.

Zmiana klimatu to jedna z bardziej znanych kwestii, związana z emisją CO2. Do dziś temperatura na Ziemi wzrosła o ok. 0.8'C. Według Rockströma, przy 2'C może nastąpić przekroczenie punktów krytycznych jak np. roztopienie się lodu na Grenlandii czy zdestabilizowanie się systemu monsunów. Jego obszerniejsze wyjaśnienia znajdziecie TUTAJ. Zajmujące się tą tematyką szacowne ciało, Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC), przewiduje, że jeśli ludzkość nie zejdzie z obecnej ścieżki i nie zmniejszy emisji CO2, dwustopniowe ocieplenie nastąpi w roku 2045. Już za trzy dekady. Przecież to zaraz! Nietrudno policzyć w jakim wieku wtedy będziemy i ile lat będą mieć nasze dzieci. Nie mówiąc już o tym co może się zdarzyć w kolejnych latach - patrz „Mad Max” i „WALL-E”.

Opublikowane w „Science” badania jasno pokazują, że jeśli chcemy przeżyć starość bez znacznych turbulencji i zapewnić dzieciom życie w warunkach zbliżonych do tych jakie znamy, nie możemy sobie pozwolić na (jakże kuszącą!) emigrację wewnętrzną. Musimy zmierzyć się z problemem, działać. Liczę tu zwłaszcza na rodziców. Jak wiadomo, jesteśmy zdolni do dużej zajadłości, gdy w grę wchodzi dobro naszego potomstwa.

Pozytywne wieści są takie, że istnieje przykład międzynarodowej współpracy w sprawie globalnego problemu, która zakończyła się sukcesem. W latach 70-tych naukowcy odkryli, że używany m.in. w lodówkach i sprayach gaz powoduje powstawanie dziury ozonowej. Warstwa ozonowa chroni przez promieniowaniem UV i jej zniszczenie zagrażało zdrowiu ludzi, przyrodzie, uprawom. Na początku klasycznie zaprzeczano całej sprawie. Ostatecznie jednak przyznano, że problem istnieje i jest poważny. Państwa zgodziły się co do tego, że nie można dopuścić do radykalnego pogorszenia się warunków życia na Ziemi. Międzynarodowa umowa - Protokół Montrealski z 1987r. - doprowadziła do wycofania z obiegu niebezpiecznych w skutkach substancji. Dziś warstwa ozonowa ma się całkiem dobrze i trzyma się w bezpiecznym obszarze swojej planetarnej granicy.

Wniosek z tego taki, że chcieć to móc. Jak najbardziej możliwa jest zmiana obecnych fatalnych trendów, choć nikt nie twierdzi, że będzie to łatwe. Im więcej osób będzie zdawać sobie sprawę z istniejących zagrożeń, tym łatwiej będzie doprowadzić do korzystnej zmiany. Każdy z nas może mieć wpływ na poprawę sytuacji choćby poprzez zdobywanie wiedzy i przekazywanie jej dalej, sensowniejszy styl życia, np. mniej jeżdżenia autem, więcej tramwajem; na wakacje niekoniecznie na Karaiby, lepiej do Międzyzdrojów, głosowanie, jeśli jest na kogo, działania razem z innymi w sprawach małych i całkiem dużych. W końcu uda się przejść na dobry tor rozwoju ludzkości w ramach bezpiecznych planetarnych granic. Jako matka dwójki dzieci nie przyjmuję innej opcji do wiadomości.

********

Joanna Sanecka

Matka, socjolożka w sercu (UW), dziennikarka, pisze m.in. o miejskiej przyrodzie, stara się o to, żeby w Warszawie rosło dużo drzew.

*********