7 powodów, by nie biegać maratonów

Wszyscy wokół biegają. Moda na ten sport nie mija, a nawet powiedziałabym, że się rozwija. Biegać to dziś za mało. Trzeba koniecznie biegać maratony. Jak najwięcej, jak najbardziej egzotycznie, turystyka "maratonowa" kwitnie. Ja wiem, to dobre i zdrowe. Jednak nie zawsze i nie dla każdego.

1. Maraton to nie są tylko te 42 kilometry, które trzeba będzie pokonać RAZ w dowolnych okolicznościach przyrody. To przede wszystkim DŁUGIE MIESIĄCE przygotowań, dziesiątki przebiegniętych kilometrów bez względu na to, czy pada, wieje, czy może praży słońce. Tak, wiem, każdy ma wokół siebie jakiegoś świra, który zdecydował się "przebiec" maraton bez przygotowania. Niektórym być może nawet udało się go ukończyć (jeśli ma odpowiednią wytrzymałość i predyspozycje), ale ja bym jednak nie polecała, bo to się może źle skończyć (nie chcę straszyć śmiercią z powodów np. sercowych, choć w sumie dlaczego nie? to naprawdę się zdarza).

2. Lubisz biegać? Maraton ci to bieganie obrzydzi. Bo co innego sobie pobiegać rekreacyjnie 5-10 km po najbliższym lasku czy też parku, kiedy tylko mamy na to ochotę, a co innego podejść do tego metodycznie, rozpisać treningi (4-5 w tygodniu), zacząć biegać na puls, na czas, robić podbiegi, interwały, sprinty, długie wybiegania. Ja w każdym razie metodologii nie znoszę. I przymusu też, szczególnie w rekreacyjnym sporcie. Ale jeśli już brać udział w maratonie to po to, żeby go przebiec, a nie "przeszurać" nogami po asfalcie. A żeby go przebiec, trzeba się przygotować. Bo, jak mówią specjaliści, w czasie maratonu zapłacisz za wszystko. Za każdy trening, którego nie chciało ci się zrobić, za każdą niedospaną noc, za każdy źle skomponowany posiłek. Maraton bezlitośnie ściągnie z ciebie ten haracz.

3. Samo bieganie to niestety za mało. Jeśli chcesz, żeby twoje ciało przetrwało 42 km, musisz jeszcze zadbać o "core stability", czyli o tzw. mięśnie głębokie. Te wokół kręgosłupa i też brzucha, bo kręgosłup podtrzymują wszystkie mięśnie wokół talii. Najlepiej ćwiczyć je naprzemiennie z bieganiem. Czyli jednego dnia biegamy, a drugiego robimy brzuszki, plecki, podpory, parę pompek też by się przydało, potem dla odmiany biegamy, a potem ćwiczymy. I tak w kółko. Jeden dzień może być wolny. Ale nie jeden na tydzień, tylko jeden na 10 dni. Tak mi w każdym razie mówił Piotr Kraśko w wywiadzie, a Piotr Kraśko jest już na poziomie triathlonu (to kolejny krok, jak znudzi się wam maraton. Człowiek taki zachłanny, nie potrafi się zatrzymać).

3. Na te wszystkie treningi i ćwiczenia musisz mieć czas. Sporo czasu. Zastanów się, czy jesteś gotowa/y poświęcić na treningi ostatnie wolne chwile, które spędzasz z dzieckiem / przyjaciółmi / czytając książki / leżąc na kanapie. Aha, prawdopodobnie przestaniesz też pić alkohol! I co wtedy?

4. Maraton nie jest dietą odchudzającą. Jeśli chcesz narażać organizm na taki wysiłek, musisz dostarczać mu paliwa. Konkretnego paliwa. Najlepiej kalorycznych węglowodanów, z których najchętniej rezygnują kobiety, kiedy chcą się pozbyć okazjonalnej oponki wokół paska od spodni. Pamiętaj również, że tylko mężczyźni chudną natychmiast, kiedy przebiegną kilka kilometrów tygodniowo lub zamiast trzech kanapek wieczorem zjedzą dwie (ja wiem, patrzysz na tych wszystkich maratończyków, na te ich żylaste ciała i myślisz, że ciebie też to czeka. Niestety, muszę cię zmartwić. Oni albo nic innego nie robią, tylko biegają, albo zawsze tacy byli). Aha, jeśli masz nadwagę, a nawet "masywną budowę" i naprawdę upierasz się, żeby biegać, uważaj na kolanka. Nie bez powodu w biegach długodystansowych wygrywają ci o posturze anorektyka. Niesie ich wiatr!

5. Zanim zaczniesz zrób sobie badania. Po co, skoro sport to zdrowie? To prawda, zdrowie, ale dla zdrowych. Ci, którym coś dolega, mogą sobie zaszkodzić. Szczególnie, jeśli mają jakieś ukryte kłopoty z sercem. Albo z kolanami. Albo z kręgosłupem. Albo z wieloma innymi rzeczami.

6. Są jeszcze mniejsze, ale za to dosyć bolesne problemiki związane z wielogodzinnym bieganiem maratonu. Na przykład takie, że wszystko, dosłownie wszystko może cię obetrzeć do krwi. Koszulka, spodenki, buty, skarpetki, majtki, stanik. Panowie często kończą maraton z krwią na koszulce tam, gdzie mają sutki (najbardziej sportowa koszulka w czasie czterdziestu kilometrów obciera je do krwi) albo z krwią w kroku (sami sobie dopowiedzcie resztę). Panie mogą zapomnieć o eleganckim pedicure na kilka dni / tygodni po biegu, bo paznokcie u palców u nóg lubią sobie sczernieć albo nawet zejść. I z seksownych szpileczek z odkrytymi palcami nici.

7. Wysiłek jakiego dokonuje organizm w czasie maratonu na wiele dni / tygodni może osłabić nasz organizm, przez co staniemy się bardziej podatni na infekcje. Podobnie działa przetrenowanie, czyli ten moment, kiedy nie słuchamy naszego zmęczonego ciała, za to ślepo wypełniamy treningowe zalecenia (a tak się dzieje, kiedy wyznajemy zasadę "w życiu trzeba twardym być, nie miękkim" i chcemy "pokonywać własne słabości" i "podążać za wyzwaniami"). Generalnie nikt nie wie, ile powinien odpoczywać organizm po takim wysiłku. Niektóre źródła mówią o jednym dniu na każdą milę. A mil jest 26. Sporo. I tak zupełnie bez biegania?

Do biegania potrzebny jest dobry strój i dobry towarzyszBlind bloger

Ja wciąż bardziej boję się maratonu, niż chcę go przebiec, choć staram się być "w treningu" cały czas. Ten dystans wydaje mi się zabójczy i nie wiem, po co ludzie chcą go biec. Tak, wiem, "pokonywanie własnych słabości", "jeśli to mi się uda, wszystko mi się uda" itd, itp. Boję się tylko, że takie postawienie sprawy nie pozwala nam obserwować własnego organizmu i tego, co się z nim dzieje. Tak, wiem o "betonowych nóżkach", które najczęściej dotykają maratończyka koło 30 - 35 kilometra. Ale jeśli organizm mówi nam coś ważnego wcześniej? Jeśli nie chce biec z jakiegoś konkretnego powodu, a my i tak "damy radę, bo co, ja nie dam rady?" Co wtedy? Poza tym nie zapominajmy, że maraton to romantyczny dowód pamięci pierwszego maratończyka, który przebiegł ten dystans, po czym umarł. Oby nas to nie spotkało.