Rodzina - nie zawsze zdrowa komórka społeczna

Jaka jest pierwsza myśl jaka pojawia się w waszych głowach, kiedy słyszycie słowo "rodzina"? Napiszcie to w komentarzu, a później przeczytajcie tekst.

Chciałam się z wam podzielić refleksją po obejrzeniu filmu "Sędzia". W rolach głównych Robert Duvall i Robert Downey Jr, towarzyszą im Billy Bob Thornton, Vincent D'Onofrio, Vera Farmiga i Jeremy Strong. Świetni aktorzy, świetne zdjęcia - tutaj brawa dla pana Janusza Kamińskiego - i historia, która nie jest odkrywcza, ale łapie za serce. Dla mnie po prostu dobre kino. Moje rozważania nie będą jednak dotyczyły tego obrazu. Więc, jeżeli ktoś spodziewa się recenzji, to jej nie dostanie. "Sędzia" stał się punktem odniesienia do moich rozważań o rodzinie, w której nie dzieje się dobrze.

"Odnoszący sukcesy adwokat powraca do rodzinnego miasta na pogrzeb matki, gdzie dowiaduje się, że jego ojciec, miejscowy sędzia, podejrzany jest o morderstwo".

- tak o filmie napisano na Filmwebie.

Trudne relacje średniego syna z ojcem, opóźnienie umysłowe najmłodszego z braci i pewna ciapowatość najstarszego, tworzą obraz rozbitej rodziny, która jednoczy się w walce o wspólne dobro. Tym dobrem jest tutaj wolność ojca - sędziego Josepha Palmera.

Jesteśmy dorośli, więc codziennie dźwigamy bagaż własnych doświadczeń. Część przeżyć wchodząca w jego skład jest radosna, ale o niektórych wspomnieniach najchętniej byśmy zapomnieli. Nie da się ukryć, że za te najgorsze czasami odpowiadają nasi najbliżsi - rodzice, współmałżonkowie, partnerzy lub dzieci. Myślę, że ciężko jest żyć ze świadomością niechęci, czy wręcz nienawiści do członków swojej rodziny.

W jednym ze swoich tekstów pisałam o tym, że nie warto zawsze wybaczać. Nadal tak uważam. Nawet w rodzinie zdarzają się sytuacje, w których zło, które nas dotknęło nie zasługuje na przebaczenie. Dając komuś przebaczenie, uwalniamy go od poczucia winy, dajemy takiej osobie informację - jest ok, możemy iść do przodu. Tylko, że czasami nie jest ok. I już nigdy nie będzie.

Pisząc to, wspominam Polę i Nastasję Kinski, które oskarżyły swojego ojca o molestowanie seksualne. Z jednej strony - wybitny artysta, a z drugiej - potwór, który nie zasługuje na miano ojca. Sytuacja sióstr Kinsky nie jest niestety odosobnionym przypadkiem.

Historia Christiny Fritzl, która była przez lata więziona i wykorzystywana przez tego, który dał jej życie. Christina w wyniku gwałtów zachodziła w kolejne ciąże i rodziła dzieci, a wszystko to działo się w piwnicy domu, w którym się wychowywała. Dodajmy: domu, w którym wciąż mieszkała jej matka! Oczywiście, związki kazirodcze to już apogeum zła, jakie może wydarzyć się w rodzinie, ale takie rodziny też istnieją. I jak tutaj wybaczyć? Moim zdaniem się nie da.

Istnieją rodziny, w których rodzeństwo naprawdę się nie lubi. Nie chodzi o drobne kłótnie, ale otwartą niechęć i wrogość do brata lub siostry. W tym wszystkim są jeszcze rodzice, którzy nie są w stanie załagodzić sytuacji i stoją między młotem, a kowadłem. Skłócone rodzeństwo unika się nawzajem, unika wspólnych obiadów z rodzicami i robi wszystko, żeby nie spędzić razem świąt. Mogę się tylko domyślać, że dla rodziców to musi być bardzo bolesne i frustrujące, bo nie mogą nic na to poradzić.

W niektórych domach jeden z rodziców jest skłócony z dzieckiem, a drugi rodzic przechodzi katusze. Jest rozerwany pomiędzy miłością do dziecka, a miłością do partnera. Musi organizować spotkania na boku, może nawet oszukuje partnera. W skrajnych sytuacjach przestaje komunikować się z dzieckiem, bo boi się gniewu małżonka.

Rodziny z problemem alkoholowym lub narkotykowym, to też nie jest rzadkość. Wystarczy, że uzależniona jest jedna osoba, a cierpią wszyscy. Współuzależnienie przechodzi na partnera, a dzieci muszą sobie później pomagać same, chodząc do poradni zdrowia psychicznego.

Przykładów źle funkcjonujących rodzin zapewne jest dużo więcej. Na pocieszenie sama sobie powtarzam, że nadal mamy przewagę tych normalnych, zdrowych komórek społecznych, gdzie nie ma miejsca na złość, strach i płacz. Czasami pojawia się jakaś rysa na fasadzie, ale członkowie rodziny wspólnie pracują nad jej zespojeniem. Zastanawiacie się czasami ile i co dajecie od siebie, żeby wasze rodziny były szczęśliwe? A może jesteście w tej trudniejszej sytuacji, gdzie rodzina to tylko słowo, które nic nie znaczy, albo znaczy bardzo mało?

Więcej o: