Kura domowa w biurze - dyskryminacja kobiet w pracy

Kobiety są dyskryminowane w pracy. To oklepany slogan czy smutna prawda? Zastanawiam się, na ile same fundujemy sobie tę rzeczywistość i do jakiego stopnia pozwalamy sobie wejść na głowę.

Podwyżkę poproszę!

Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że kobiety zarabiają średnio 16% mniej na godzinę niż mężczyźni. Możemy być dumni z Polski, bo w naszym kraju te różnice są jednymi z najniższych i wynoszą tylko 6,4%. Lepiej jest tylko na Malcie, gdzie kobiety zarabiają o 6,1% mniej niż mężczyźni. Powiem szczerze, że zaskoczyły mnie dane z innych państw. Dla przykładu statystyczna Niemka zarabia aż o 22,4% mniej niż jej kolega , nie mówiąc już o mieszkankach Estonii oraz ich pensjach niższych aż o 30%. Zdaje sobie sprawę z tego, że do wszelkich statystyk i średnich należy podchodzić z pewną rezerwą, ale wygląda to po prostu słabo. Nieco "gorsze" dane niż Komisja Europejska prezentuje raport Najwyższej Izby Kontroli. Według NIK w ubiegłym roku kobiety zarabiają prawie 11% mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach.

Mniejsza pensja, to niższa emerytura w przyszłości (o ile dożyjemy), słabsze możliwości rozwoju, poczucie dyskryminacji i niespełnienia. Przytłaczająca świadomość, że jest się wtłoczonym w jakąś szufladę tylko z powodu płci. Niewłaściwej?

Dyskryminacja kobiet w pracy nie dotyczy tylko kwestii niższych wynagrodzeń. Sięga głębiej. Przejawia się w systemie awansów i strukturze kierowniczej firmy, w powierzaniu określonych zadań, w oczekiwaniach i sposobie komunikacji. Marzenka sobie zapewne nie poradzi, więc powierzymy to trudne zadanie sporządzenia pisma panu Wiesławowi. A Marzenka niech już lepiej parzy kawę, bo ta kawa to jej świetnie wychodzi. Lepiej niech Marzenka nie próbuje nowych rzeczy, bo to kłopot dla tej pięknej główki.

(Nie)Każdy sprząta po sobie /fot. Magda Acer(Nie)Każdy sprząta po sobie /fot. Magda Acer

Leży i pachnie

Choć sytuacja kobiet na rynku pracy jest o niebo lepsza niż dajmy na to 50 lat temu, to w dalszym ciągu pokutuje w tej strefie mnóstwo zgubnych stereotypów. Powiedzmy, że życiowa rola damy pod tytułem "leży i pachnie" odeszła już do lamusa i co najwyżej może budzić uśmiech pełen ironii. Tak na marginesie, to przyznam, że w skrytości ducha, marzę o żeby tak jeden dzień w miesiącu tylko "leżeć i pachnieć" i żeby nikt nic ode mnie nie chciał (tak sobie wizualizuję wizytę w bardzo luksusowym SPA). Jednak wciąż stawia się kobiety w roli ozdobnika, wisienki na torcie, która jeśli nawet nie powie czegoś do końca sensownie, to chociaż "dowygląda" efektownie. Zastanawiam się czy tak się musi czuć Magdalena Ogórek, piękna i eteryczna kandydatka na prezydenta wystawiona przez SLD, która jednak na pytania dziennikarzy wciąż nie odpowiada. Czyta tekst przygotowany przez sztab i macha wdzięcznie ręką. Daje się ściskać, całować przez partyjnych kolegów i prowadzić po wytyczonym szlaku. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie oglądając materiał z inauguracji kampanii wyborczej pani Magdaleny. Przyznaję, że dość przygnębiające wywarł na mnie wrażenie.

Stereotypy, wy podstępne bestie

O krzywdzących stereotypach w środowisku pracy piszą Sheryl Sandberg i Adam Grant. Kobiety, które angażują się w pracę czerpią z tego powodu mniejsze korzyści niż mężczyźni. Od nich oczekuje się, że będą ambitni i zorientowani na sukces. I to też jest krzywdzące, bo co w sytuacji gdy ktoś nie ma takich cech osobowości. Jeśli nie chce lub nie umie być zwycięzcą i nie widzi siebie w korporacyjnym wyścigu szczurów? Czy będzie postrzegany jako nieudacznik, niezdara, ofiara ze szkolnego boiska? Z drugiej strony rolą kobiety jest pomaganie, ma być zawsze gotową i miłą, ale raczej z boku. Gdy mężczyzna zapragnie wykazać się w nietypowej dla swojej płci roli, czyli zechce pomóc - otrzymuje wyrazy wdzięczności i pochwały. Oto stał się cud. Pan zechciał łaskawie zmyć po sobie talerz. Zdarzenie warte odnotowania w kalendarzu. Taka postawa u kobiety jest postrzegana jako coś normalnego i przypisanego jej kulturowo - a więc są to działania nie zasługujące na dodatkowe gratyfikacje. Z kolei mężczyzna, który odmawia pomocy w pracy, musi być bardzo zajęty, czyli na pewno robi coś bardzo ważnego, zaś kobieta jest postrzegana w takiej sytuacji jako egoistka. Hmm, zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest trochę przerysowana sytuacja, że może w tej amerykańskich korporacjach trochę przesadzają. Ale ...

... przypomniałam sobie o kazusie zastępstwa w sekretariacie w moim urzędzie. Koledzy z departamentu nie kalają się tą pracą. Przyznaję, że jest trudna, ponieważ wymaga perfekcyjnej organizacji i podzielności uwagi. I nie wiem czy kolegów przerasta zagadka łączenia rozmów telefonicznych lub rejestrowania pism. Czy uważają, że zaparzenie kawy gościom uwłacza ich godności, bo trzeba opanować obsługę ekspresu do kawy oraz zapamiętać kto chciał latte, a kto czarną bez cukru. W każdym razie, gdy przychodzi do kwestii zastępstwa, to panowie bronią się przed tym jak kot przed czyszczeniem uszu. A dziewczyny, pokręcą nosami, sfochują się trochę, ale usiądą za biurkiem, bo tak trzeba, bo przecież nie można zostawić dyrektora "z tym wszystkim", bo czują się odpowiedzialne za swoją pracę. Co jednak sprawia, że nie tupną nogą i nie powiedzą nie, tym razem siedzą chłopaki?

Stereotypy. Z jednej strony ułatwiają nam życie w tempie fast forward, bo nie trzeba się nad pewnymi sprawami zbytnio zastanawiać. Z drugiej strony są pułapką, w którą się sami wtłaczamy. Z lenistwa, z wygody, z przyzwyczajenia.

Wasza Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku