Mroczna strona dzieci: złośliwość i wredność

Wydawać by się mogło, że to tylko niegroźny, miniaturowy człowiek. Wnikliwa obserwacja zwyczajów i zachowań tych podstępnych stworzeń powala jednak wysnuć teorię, że jest to odrębny gatunek. Dziecko - zwierzątko tyleż rozkoszne, co zabójczo przebiegłe.

Wyglądają niepozornie. Małe główki, małe, często określane mianem rozkosznych, rączki, mikrostópki. Można pomyśleć, że natura pracując nad finalną wersją gatunku dziecko doprowadziła miniaturyzację do doskonałości. Niestety. Miniaturyzacja poszczególnych komponentów nie pozostała bez wpływu na zachowanie. Odnotowano znaczną niezgrabność ruchów - paradoksalnie im mniejsze dziecko, tym bardziej niezgrabnie się przemieszcza, a motoryka mała pozostawia wiele do życzenia. Niestety, zgodnie z zasadą kwantowego przyrostu emocjonalnego Chuy-Wam Wdu Pe Wquvrionny uczeni odnotowali zdecydowany przyrost energii emocjonalnej. Nagłą płaczliwość, niekontrolowane wybuchy wesołości oraz - co istotne dla nas - zaskakującą przebiegłość w kwestii wszelkich przynoszących wstyd dużym ludziom gestów, słów i czynów.

Bierność złośliwa

To podstawowa technika przynosząca dużym ludziom wstyd i wywołująca frustrację u symbionta dzieci zwanego rodzicem. By lepiej zrozumieć zjawisko bierności złośliwej posłużymy się przykładem małej Niesiębądki. Zdaniem symbionta żeńskiego dziecko jest rade, żywotne, pogodne i ponadprzeciętnie inteligentne. Dziecko ma ledwie dziesięć miesięcy, a już pięknie śpiewa, siada, wstaje, chodzi, mówi prostymi zdaniami, recytuje wierszyki. Na dowód tego symbiont żeński dostarcza liczną dokumentację fotograficzną i filmy intuicyjnie odwołujące się do estetyki Dogmy 95. Niestety, gdy dochodzi do konfrontacji z obiektem zachwytu, okazuje się, że jedyne, co potrafi, to pozostając obojętne na zachęty leżeć, a zmitygowane poprzez rodzicielskie ponaglenia zdejmuje pampersa i obsmarowuje się fekaliami mówiąc ga ga ga.

kadr z książeczki Ilustracja z książeczki "Dzieci to koszmarne zwierzątka domowe" , autor: Peter Brown, wyd. Nasza Księgarnia

Niewłaściwa wylewność

Dziecko w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym często tryska erudycją. Przejawia się to złośliwymi uwagami, które mają stanowić afront wobec symbiontu zwanego rodzicem. Mikroczłowiek potrafi też niestrudzenie produkować sylaby zlepiające się w ciągi często bezsensownych wyrazów opiewających wydarzenia może i ważne, ale zupełnie nieistotne. Symbiont typu rodzic wyławia z tych słownych maratonów - dajmy na to takiego sześcioletniego Częstowoja - skromne perełki. Utrwala, wypuszcza w świat, ludzkość - bywa - zachwyca się, przyklaskuje, wzdycha "och jakie rezolutne dzieci, genialne!" czasem ekspiacje mikroludzi rozpropagowane przez symbiont stają się powodem nadmiernego oplucia (dowodem komentarze "oplułam się", "parskłem", "zaplułam monitor") lub też nietrzymania moczu ("sikam!"). Gdy jednak dochodzi do konfrontacji naszego obiektu zwanego Częstowoj ze społeczeństwem, okazuje się, że obiekt Częstowoj wchodzi, nie mówi nawet "Dzień dobry", wyrywa komuś szklankę krzycząc "NO KUJWA NO, TO MOJA FKLANKA", czym zdradza liczne wady wymowy, a poproszony o przeprosiny mówi "Przeprofiny, friny, jak mawia tatuf". Pytany przez symbiotyczne seniorki zwane babciami o to "Jak tam w przedszkolu" odpowiada często "jeftem jufff fffkole", co oznacza, iż stara prukwa zapomniała najwyraźniej o zainaugurowaniu nowego etapu w życiu mikroczłowieka. Dialog z udziałem Częstowoja może mieć też brzemienne skutki dla jego rodziców.

- A jesz ładnie? - pyta symbiotyczna seniorka.

- Mhmm - burczy mikroczłowiek.

- A w szkole masz obiady? - znów seniorka przy głosie

- Eeemmmm - rzecze dziecko.

- Ależ mamo, w szkole są obiady, ale nasz synek gardzi tym jedzeniem - sarkastycznie komentuje sytuację symbiont typu rodzic.

- Ale w domu jesz obiadki... - świergotliwie drąży seniorka.

- Mmmnota... - zaczyna dziecko, ale seniorka wchodzi mu w słowo:

- ...Mamusia gotuje? - docieka człowiek starszy płci żeńskiej.

- Wczoraj nie, bo mama była w pracy i wróciła o godzinie 18:00 i dopiero jak zeszliśmy do baru to zjadłem makaron, ale bez sosu.

TRACH. Dziwnym trafem wypowiedzi tego typu dziecko wymawia głośno i wyraźnie, bez żadnych zniekształceń fatycznych, a komunikat zawarty między linijkami zostaje potem po wielokroć nadinterpretowany. Skutki tej niewłaściwej wylewności odczuwane są przez symbiont zwany rodzicem przez wiele miesięcy po niefortunnym i złośliwym zdarzeniu. Seniorka pozostawiona z obrazem dramatycznie wygłodzonego dziecka wydzwania regularnie, napomina, lamentuje, oskarża i drąży.

Dlaczego nie je obiadów, dlaczego w tym domu nie ma miłości, dlaczego doszło do tej tragedii, cy musiał jeść suchy makaron w barze, dlaczego w barze a nie w restauracji? Czy skoro matka pracuje do 18:00, to czy nie zarabia wystarczająco dużo, by stać było ich na coś więcej niż suchy makaron i podrzędny bar? A może ona nie jest w pracy, może się łajdaczy? Albo pije?! Podobno to teraz modne, czytałam wywiad z taką jedną, w waszym wieku, myślałby kto? A może coś jest nie tak, czy w tym waszym związku wszystko dobrze? Mój Boże, może on ma kochankę! Czy aby na pewno ona wystarczająco dba o siebie? Kobiety w tym wieku zaniedbują swe ciało i nie dają dobrego seksu mężczyznom. Czy ten świat już do reszty zwariował? Wysłałam wam listem dwa numery "Dobrych rad" i tam są zaznaczone artykuły o tym jak ugotować smaczne pulpety i o tym, dlaczego warto dobrze karmić dzieci piersią. Dlaczego do mnie nie dzwonicie? CZY TO DZIECKO JESZCZE ŻYJE?!

Złośliwość paradoksalna

Zwolennicy predestynacji często twierdzą, że każdy mikroczłowiek jest złośliwy z natury i umrze złośliwie. Wieloletnie badania na szerokiej grupie dowodzą, że jest to kwestia sporna. Ontologicznie w mikroludziach jest miejsce na prawdę, dobro i piękno. Chyba, że rodzą się brzydcy i plastikowi, wtedy jakby trudniej o te pryncypia. Nie ulega jednak wątpliwości, że gatunek mikroludzki bezwiednie, często wbrew sobie i instynktowi przetrwania, podejmuje decyzje, które bywają kategoryzowane jako złośliwe.

Mszczuja, dziewięcioletni obiekt poddany obserwacji w warunkach ekstremalnych, miał świadomość tego, czym jest jesienne wyjście w góry. Komunikat, którego treść można zdekodować jako "ubierz się ciepło, spakuj rękawiczki, wzuj nieprzemakalne buty, koniecznie dopakuj do plecaka butelkę z piciem, nie wypijaj go od razu". Został jednak zignorowany. Mszczuja opuściła domostwo z opiekunem i podczas pierwszej kontroli przy drzwiach wykazała brak rękawiczek i ciepłych butów. Namawiana do korekty, uparła się. Zmuszona stanowczym warunkiem nieopuszczenia najbliższej okolicy zmieniła buty na bardziej odpowiednie. Nie zabrała napoju. ("Tak, wiem, tato, mówiłam, że wzięłam, ale nie wzięłam, oj rany, no"). Wymusiła litością zakup napoju w najdroższym sklepie w okolicy ("tylko tu sprzedają ten dobry napój"). Wypiła chyłkiem cały napój w odległości trzydziestu kroków od sklepu. Po czterystu krokach zrobiło się jej niedobrze ("bede rzygać"). Kolejnych tysiąc kroków dalej i wyżej zauważyła, że chce jej się pić ("pić mi się chce"). Nie omieszkała o tym przypominać co dziesięć kroków ("chce mi się pić", "pić mi się chce"). Po dojściu do schroniska wybrała najdroższy napój ("tak, ten, nie chcę wody!"). Był niesmaczny ("fuj"). Po odejściu na odległość dwustu kroków od schroniska odnotowała nową potrzebę fizjologiczną ("sikuuuu!"). Po powrocie do schroniska, załatwieniu potrzeb fizjologicznych, opuszczeniu schroniska na odległość czterystu kroków poczuła nagłe i palące pragnienie ("pić mi się chce!"). Pięćset kroków dalej poczuła wyraźny spadek temperatury ("zzzzzimnooo miiii w ręce") i przyznała, że zostawiła w domu rękawiczki. Celowo ("Przecież było gorąco!"). Można odnieść wrażenie, iż cała ta sytuacja wskazuje na wrodzoną umiejętność czynienia złośliwości innym, ale dogłębna analiza pozwala wysnuć tezę, iż złośliwość ta przede wszystkim dotyka sam podmiot wykonawczy - w tym przypadku mikroczłowiek zwany Mszczują. Paradoks zaś polega na tym, że dorosły człowiek woli raczej sobie dogadzać, niż szkodzić w taki sposób.

Przykrości przez zaprzeczenie

Groźna sytuacja. Aby nie rozpisywać wzorów, które są złożone, oraz nie przytaczać bełkotliwych definicji przejdźmy od razu do nakreślenia sytuacji - dla dobra bohaterów imiona zostały zmienione.

Obiekt 1: Wyszeniega - symbiont typu rodzic płci żeńskiej

Obiekt 2: Gniewosądka - mikroczłowiek płci żeńskiej (wiek 4+)

Sytuacja testowa: Obiekt 1 udaje się na premierę swej debiutanckiej książki, podczas której to premiery spotka się z licznym tłumem zaciekawionych czytelników w obszernej sali. Obiekt 2 nie może pozostać w domu bez opieki, towarzyszy więc Obiektowi nr 1. Godzina premierowego spotkania jest nieprzesuwalna, a jednak Obiekt nr 2, wcześniej szczęśliwy z możliwości towarzyszenia Obiektowi nr 1, w ostatniej chwili przystępuje do akcji protestacyjnej i blokady dróg. Po długotrwałych pertraktacjach Obiekt nr 2 zgadza się na wyjście z domu w towarzystwie Obiektu nr 1. Obydwa obiekty kierują się w stronę wyznaczonego spotkania korzystając ze środków transportu publicznego ("nie, tylko nie autobus! Nie chcę metrem! Nieeee! Nieeee! Chcę do metra!").

- Nie chce ci się siusiu? (w tłumaczeniu na mowę dorosłych - czy nagła potrzeba fizjologiczna nie skłania cię do oddalenia się w stronę toalety?)

- Nie.

10 minut później, w metrze, Obiekt nr 2 zaczyna się nerwowo wiercić

- Nie chce ci się siusiu?

- Nie.

5 minut po opuszczeniu metra

- Mamoooooo! Chcę na barana!

- OK (w tłumaczeniu na mowę dorosłych: Zgodzę się na wszystko, tylko szybko, bo jestem już spóźniona na spotkanie z czytelnikami!)

3 minuty przed wejściem do budynku, radośnie i z werwą:

- Zsiusiałam się!

Tak. Na płaszcz, na bluzę i na resztę ubrania, w którym Obiekt 1 planował pokazać się na premierze. Tak, we własne ubranie również. Tak, jest zimno. Tak, nie ma ubrań na zmianę. Tak. Rację ma Peter Brown, autor doskonałej pracy naukowej "Dzieci to koszmarne zwierzątka domowe" (Nasza Księgarnia, 2015). Dzieci to zaiste koszmarne zwierzątka domowe. Psocą, niszczą, nie potrafią się załatwiać do kuwety.

Co prawda finał pracy Browna może zatrważać symbiont rodzicielski, ale nad znaczeniem całości warto się chwilę zastanowić - NIE SPROWADZAJ DO DOMU DZIECI NIEWIADOMEGO POCHODZENIA. ZANIM ZECHCESZ OSWOIĆ SOBIE DZIECKO, MUSISZ WIEDZIEĆ JAKIE NIEOCZEKIWANE PRZYKROŚCI SIĘ Z TYM WIĄŻĄ.

kadr z książeczki "Dzieci to koszmarne zwierzątka domowe" , autor: Peter Brown, wyd. Nasza Księgarnia

P.S. Wszyscy bardzo kochamy swoje dzieci i wcale ich nie głodzimy. Nasze dzieci są mądre i cudowne, nie są zaś takie, jak opisane w powyższym tekście przypadki. Nie piszemy tego post scriptum tylko dlatego, że nasze dzieci stoją nad nami i grożą zdewastowaniem naszego mienia, jeśli tego nie napiszemy.

- Z badań terenowych i klinicznych nad nowymi gatunkami stworzeń ludzkich i nieludzkich; praca zbiorowa, 2033, Chatnakurnóż, Inbadczam

foch

Więcej o: