Make Life Harder: Pycha jest czymś zabawnym

Maciej i Lucjan, czyli Make Life Harder, zaczęli od parodiowania bloga Kasi Tusk, ale szybko wyrobili własną markę, choć ukrywają swoją prawdziwą tożsamość. Kilka dni temu miała premierę ich książka, w której drwią z hipsterów, Polaków-cebulaków, z siebie, z nas. W rozmowie błaznują i klną, ale i tak nie do końca potrafią ukryć inteligencję, oczytanie i wrażliwość.

Jaś Kapela, recenzując wasze dokonania, napisał tak: "Parodia, stylizacja, hiperbola, groteska, synekdocha, metonimia nie są tu pustymi słowami ze 'Słownika wyrazów obcych', ale narzędziami codziennej pracy". Tak jest?

Maciej: - Codziennie rano ubieramy się w metonimie i bierzemy w rękę inne słowo z tych, co wymieniłaś, i napierdalamy. Ciosamy te diamenty.

Jaki jest wasz stosunek do konstrukcji sylleptycznych?

Lucjan: - Bardzo negatywny, ja jestem na nie.

Podobno stosujecie je w swoich tekstach często, tak twierdzą krytycy.

Lucjan: - No właśnie, ale trzeba zaprzestać. To była zła droga.

Chodzą słuchy, że przynajmniej jeden z was ma wyższe wykształcenie.

Maciej: - Obaj mamy.

Nauki polityczne? A to, jak wynika z waszej książki, bardzo prosty kierunek.

Lucjan: - Tak.

Maciej: - Ja jestem psychologiem z wykształcenia.

A który z was jest poetą?

Lucjan: - Żaden!

Maciej: - Poeci to pizdy!

Nieładnie jest kłamać, ale zostawmy to. To byłby dobry tytuł wywiadu. W wyuczonych zawodach nie pracujecie?

Lucjan: - Zdaje się, że nie ma nawet takiego zawodu jak politolog. Chyba że w TVN24 jako komentujący wydarzenia w Abchazji.

Make Life Harder (fot. materiały promocyjne)(fot. materiały promocyjne / Make Life Harder)

Jako Make Life Harder działacie już ponad trzy lata - nie znudziło wam się jeszcze?

Lucjan: - Po pierwszym miesiącu.

Maciej: - Dopóki ciągniemy z tego kasę.

W internecie piszą, że skończyliście się po pierwszym felietonie sprzedanym do "Logo".

Lucjan: - Myślę, że to miało miejsce dużo wcześniej. Make Life Harder jako żart w konwencji parodii bloga Kasi Tusk było śmieszne przez góra trzy miesiące. Od tamtej pory trwa odcinanie kuponów. I tak długo, bo ludzie zapowiadali nam, że to może potrwać góra pół roku, że w internecie rzeczy szybko się kończą. A ciągniemy to już trzy i pół roku, i nie zapowiada się, żebyśmy mieli skończyć.

Który z was jest zabawniejszy?

Maciej: - Lucjan.

Lucjan: - Maciek chyba.

Czyli jest pierwsza rozbieżność opinii w tym zgranym tandemie?

Lucjan: - O to, który z nas jest bardziej zajebisty? Zdecydowanie Maciej!

Macie jakichś mistrzów satyry, humoru, żartu?

Maciej: - Jana Pietrzaka, Kabaret Moralnego Niepokoju, Ani Mru Mru... Kto jeszcze, żeby nikogo nie pominąć... Limo.

Lucjan: - Wojewódzki i Figurski. Ta klasyka polskiego humoru po prostu.

Biorąc pod uwagę, że jesteście satyrycznym tandemem, myślałam raczej o Grahamie Chapmanie i Johnie Cleese, bo oni pracowali podobnie jak wy, tylko nie mieli wtedy Skype'a.

Maciej: - Nie kojarzymy. Nic nam nie mówią te nazwiska. Mark Chapman?

Ten to akurat zabił Lennona i nie zajmował się komedią. A na ile świadomie nawiązujecie do "W oparach absurdu" innego znakomitego tandemu? Bo widzę pokrewieństwa.

Maciej: - Jeśli mogę powiedzieć coś serio, to my jesteśmy mocno przesiąknięci tym humorem. Jak byliśmy pacholętami, to pochłanialiśmy Monty Pythona i teraz właściwie nie wiem, gdzie w mojej głowie kończą się wpływy Pythonów, a zaczyna mój własny humor. Jesteśmy też mocno wkręceni w "South Park", ale nie od dwóch lat, tylko od 12. Więc te wpływy pewnie są, ale bardzo trudno wyznaczyć ich granice. Skotłowały nam się w głowie te narracje, dodaliśmy do nich trochę chamstwa i prostactwa, i wyszło MLH. Nie chcę jednak, żeby wyszło, że uważamy, że zbliżamy się do poziomu Monty Pythona. To jest odległa galaktyka.

Lucjan: - Mnie zawsze żenuje takie powoływanie się. Jak Abstrachuje, którzy mówią, że inspiruje ich Monty Python, "South Park" i "Saturday Night Live". Wymienianie w jednym zdaniu MLH i Monty Pythona byłoby strasznie przykre dla wszystkich.

Czemu Polakom nie wychodzi taki rodzaj humoru?

Lucjan: - Bo Polacy są złośliwi i zawistni! Tak naprawdę to statystycznie pewnie nie mamy gorszego poczucia humoru niż Amerykanie czy Francuzi, tylko cały system medialny jest tak skonstruowany, że jeden typ humoru - kabaret - zdobył tu większe uznanie i jest mocniej pokazywany. W Wielkiej Brytanii też nie wszystko osiąga poziom Monty Pythona.

Maciej: - I nie wszystkie polskie kabarety są złe. Tylko te, które nas inspirują. Ale może i one mają dobre żarty, które nie przechodzą w konfrontacji z telewizją? System jest zły po prostu i my jesteśmy po to, żeby go zmienić.

(fot. materiały promocyjne / Make Life Harder)(fot. materiały promocyjne / Make Life Harder)

Macie jakieś intuicje, czemu ten kabaret, a nie na przykład popularny w świecie anglosaskim stand-up? U nas zawsze kończy się Cezarym Pazurą w HBO "Na stojaka".

Lucjan: - Myślę, że pewnie musi minąć trochę czasu jeszcze. W Stanach stand-up rozwija się od kilkudziesięciu lat, a my próbujemy wskoczyć na głęboką wodę.

Maciej: - Pewnie w tych licznych klubach w L.A., w których występują początkujący komicy, jest też wielu słabych, natomiast do nas dociera dopiero taki Louis C.K. Przecedzona śmietanka. To się jakoś nazywa...

Lucjan: - Kefir.

Maciej: - Mamy mocno zakorzenione tradycje kabaretu sięgające 20-lecia międzywojennego, potem Kabaret Starszych Panów. Pewnie za 20 lat, jak będzie u nas tradycja stand-upu, to będą też lepsi wykonawcy tego nurtu. Na razie, niestety, twórcy kabaretowi próbują się brać za stand-up, a to jest zupełnie inny gatunek humoru - inny język, narracja, środki wyrazu. I dlatego to tak źle wychodzi. Jak Cezary Pazura robi stand-up, to on go odgrywa, po aktorsku. Nie jest komikiem. A jak na scenę wychodzi Louis C.K., to on na niej po prostu jest. To zupełnie inny rodzaj sztuki.

Lucjan: - Ta przepaść jest ogromna. Gdy w Stanach występowali Bob Hope i Johnny Carson, to u nas rządził humor z Kabaretu Starszych Panów. Oczywiście Starsi Panowie byli w swojej kategorii świetni, ale jednak jest to zupełnie inny rodzaj żartu. U nas w ogóle nie ma na przykład tradycji improwizacji, która jest podstawową techniką dla każdego komika stamtąd.

Maciej: - U nas jest poezja śpiewana i Michał Bajor, tam mają "Saturday Night Live".

Lucjan: - Chyba tylko Mann i Materna robili u nas coś w tym stylu. Skecze, udawane wiadomości, niby-programy telewizyjne. To miało podobny klimat, było bardzo fajne. Ale zniknęło, choć chyba podobało się ludziom. Osobiście podejrzewam, że odpowiedzialna za to jest Nina Terentiew - to ona te kabarety wkręciła do "Dwójki".

Widzielibyście się w stand-upie?

Maciej: - Nie! Na żywo jesteśmy strasznie chujowi.

Ależ nie!

Lucjan: - Pisanie jest łatwiejsze, daje nam czas na zastanowienie. Dzisiaj mamy pierwsze spotkanie z ludźmi i jesteśmy przerażeni, choć wystąpimy w maskach.

Czyli jak piszecie, to cyzelujecie żarty? "Leszek Miller wśród seriali", jak określiliście "Grę o tron", by przywołać jedną z moich ulubionych metafor, to efekt namysłu, pracy, skreśleń?

Maciej: - Nie, Leszek Miller jako synonim zła przyszedł nam do głowy od razu. Na tle reszty polityków typu Wipler, który jest takim chodzącym ziemniakiem ze zgąbczeniem mózgu, to Leszek Miller jest politykiem z prawdziwego zdarzenia...

Lucjan: - ... jak Hitler.

Maciej: - Pójdzie do piekła, ale mam do niego sympatię. Chytry lisek.

Make Life Harder (fot. materiały promocyjne) (fot. materiały promocyjne / Make Life Harder)

Mieliście chyba trochę kłopotów z powodu tego typu żartów? Jak to było z tym pierwszym wydawnictwem, które spękało?

Maciej: - Przyszło wydawnictwo na zet, zaproponowało nam wydanie książki. Oczywiście nie chcieliśmy jej pisać, ale dali nam pieniądze, tzw. zaliczkę, i to była, jak się okazało, pułapka, w którą wpadliśmy. Kiedy nasi koledzy bawili się na podwórku w zbijaka, my musieliśmy siedzieć na chacie i pisać. A to był maj, wakacje. Ale napisaliśmy i wtedy wydawnictwo zaczęło kombinować. Okazało się, że książka źle wygląda, że są w niej brzydkie żarty. Przyszli prawnicy z maczetami i zaczęli na dwie ręce kosić. Uznaliśmy, że nie akceptujemy tych wszystkich zmian, wówczas wydawnictwo zrezygnowało z publikacji. I wtedy zostaliśmy z książką i długami - bo trzeba było oddać zaliczkę, którą dawno wydaliśmy. Pomogła nam wówczas Karolina Korwin Piotrowska, do której się odezwaliśmy z głupia frant, bo wiedzieliśmy, że nas lubi, choć się nie znaliśmy. Ona zaś jak taka dobra ciocia nas zarekomendowała naszemu obecnemu wydawcy. Ale mieliśmy plan awaryjny, żeby sprzedawać bezpośrednio na Allegro wersje ksero naszej książki.

W wersji, która się ostatecznie ukazała, te wszystkie brzydkie żarty zostały?

Maciej: - Nie wszystkie, coś w redakcji wypadło, na przykład kilka żartów z Magdy Gessler i Olafa Lubaszenki, ale zakres ingerencji był dużo mniejszy. Całe to doświadczenie było jednak bolesne, bo do tej pory publikując nasze teksty w różnych miejscach, nie musieliśmy się borykać z takimi problemami.

Naprawdę nikt nigdy nie groził wam pozwem?

Maciej: - Mam wrażenie, że ponieważ to jest wszystko w konwencji żartu, to nikt nie chce się skompromitować i być tym pierwszym bez poczucia humoru.

To dość niezwykłe, bo argumenty typu "żart" albo "sztuka" do tej pory nikogo w naszym kraju nie powstrzymywały.

Maciej: - Chcielibyśmy pójść do sądu, jak Allen Ginsberg po wydaniu swojej pierwszej książki.

Lucjan: - Męczennicy. Robimy, co możemy. Napisaliśmy kiedyś, że Łukasz Jakóbiak z "20 metrów kwadratowych" potrzebuje wpierdolu, a wczoraj zauważyłem, że Łukasz Jakóbiak promuje naszą książkę na Instagramie, więc już nie wiem, co trzeba napisać. Ręce opadają.

Maciej: - Jak to napisaliśmy, to Łukasz Jakóbiak przyszedł pod ten post na Facebooku i napisał: "Nie otagowaliście mnie. Foch!". Zachował się najlepiej jak można w tej sytuacji. Chyba musimy się przebranżowić.

Pozostańmy przy wątku personalnych zaczepek - zaczęliście od Kasi Tusk.

Maciej: - Jesteśmy urodzonymi hejterami. Wszystko wyrasta z naszej frustracji, niespełnionych marzeń. Polska zawiść. I na tym postanowiliśmy zbić kapitał. Napisaliśmy książkę, jesteśmy podziwiani przez miliony.

W filmie promującym waszą publikację palicie inne książki: Małgorzaty Rozenek, Jolanty Kwaśniewskiej, Kasi Cichopek... Jak wyglądała selekcja?

Maciej: - Bardzo prosto - znaleźliśmy jedną księgarnię internetową, w której zamówiliśmy te wszystkie pozycje. Żeby nie trzeba było płacić dwa razy za wysyłkę. Niestety, nie mieli Krzysztofa Ibisza - bardzo żałowaliśmy, bo Krzysio to Benjamin Button polskiej literatury.

Lucjan: - Z Kominka, najmądrzejszego delfina w internecie, też musieliśmy zrezygnować, bo nie mieli...

A ktoś już wam zarzucił seksizm w tym wyborze? W większości palicie pozycje autorstwa kobiet.

Maciej: - To nieprawda! Są w tym gronie Niekryty Krytyk i Lekko Stronniczy, czyli dwaj mężczyźni. Chcieliśmy też spalić Nergala, ale okazał się strasznie drogi, a i tak budżet tego filmu to było przynajmniej z 200 złotych.

Lucjan: - Jakieś kosmiczne pieniądze.

Tą publikacją wychodzicie z grona tylko internetowych celebrytów i stajecie w jednym rzędzie z Kasią Cichopek, którą w swojej książce przywołujecie po wielokroć. Kasia jest dla was wzorem?

Maciej: - Tak, bardzo lubimy, jak pisze, choć nie czytaliśmy żadnej jej książki.

Macie paru takich swoich ulubionych bohaterów życia codziennego, którzy przewijają się przez kolejne wasze teksty: Kasia Tusk, Kasia Cichopek

Maciej: - Bo my jesteśmy średnio inteligentni, więc jak nas coś raz rozbawi, to potem to z uporem powtarzamy. Pierwsze skojarzenia są najsilniejsze. Jak mamy napisać o kimś, kto się lekko prowadzi, to pewnie przyjdzie nam do głowy Weronika Rosati.

Prawnicy Weroniki lubią składać pozwy, więc macie szansę.

Lucjan: - Ten pan, który właśnie wstaje od stolika obok, na pewno jest prawnikiem Weroniki. Idzie pisać pozew.

Maciej: - Ale to jak z tym Leszkiem Millerem - siła skojarzenia.

Lucjan: - Chcielibyśmy być tacy błyskotliwi i móc powiedzieć, że każdy żart przychodzi nam do głowy a vista, ale to jest czasem kilka godzin pracy, zanim jesteśmy zadowoleni. Głupią pointę do durnego żartu potrafimy wymyślać godzinami. Można zwątpić w swoją inteligencję.

Maciej: - Dlatego tak boimy się spotkań z publicznością na żywo, bo nie jesteśmy tacy szybcy. Wyjdzie, że mamy jakąś demencję, bo po każdym pytaniu będzie 20 sekund namysłu, zanim: BAM! zabawny żart.

Jak długo się znacie?

Maciej: - Chodziliśmy razem do podstawówki. Potem do liceum. Znamy się więc ponad 20 lat. W ogóle wśród naszych najbliższych znajomych dominują przyjaźnie takie od przedszkola jeszcze. Po prostu fatalnie sobie radzimy w relacjach społecznych.

Lucjan: - Kolejny dowód na naszą niską inteligencję.

I dlatego tak dobrze wam idzie w mediach społecznościowych?

Maciej: - Może jesteśmy autentyczni? Nie mamy złudzeń, że jesteśmy lepsi niż inni i to się ludziom chyba podoba. Ludzie lubią czytać o przegranych, nieudacznikach.

Prześmiewczy obraz Polski, jaki się wyłania z waszych tekstów, to z jednej strony nieudacznicy mieszkający z mamą do 30. roku życia i jedzący rosół na obiad, a z drugiej - hipsterzy uzależnieni od Starbucksa i lajeczków na Fejsie. Tak to widzicie? Takie są bieguny?

Lucjan: - Prawda pewnie jest taka, że na każdego, kto siedzi w Starbucksie i wrzuca fotki jedzenia na Instagram, w domu czeka mama z rosołem. Mnie najbardziej bawi zjawisko aspirowania do bycia "z Nowego Jorku". Nagle każdy by chciał, żeby w domu nie było rosołu i bitek cielęcych, ani zapachu kapusty, tylko krewetki i burgery. Ta tradycyjna polskość nas uwiera. Nawet u nas to obserwuję.

Maciej: - Pycha jest czymś zabawnym. Dlatego tak śmieszy nas ta aspirująca warszawka, która każdym swoim gestem próbuje zaprzeczyć swojemu świńskiemu pochodzeniu.

(fot. materiały promocyjne / Make Life Harder)(fot. materiały promocyjne / Make Life Harder)

W Gdańsku jest inaczej?

Maciej: - Tam połowa ludzi nadal chrumka, a 70 procent jest analfabetami. Przez to Warszawa jest śmieszniejsza. Ci hipsterzy, którzy wyglądają jak wyjęci z sesji zdjęciowej...

To dość zabawne, bo sam wyglądasz jak typowy warszawski hipster: broda, koszula w kratę.

Maciej: - Mam tę koszulę od 12 lat, a brodę nosiłem, zanim to było modne.

Lucjan: - Klasyczna odpowiedź hipstera.

rednacz w stylizacji od #makelifeharder ? #sexy #kubota #polishgirl #swag #yolo #hot #kubota #boss #białeskarpety

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika foch.pl (@foch_redakcja) 12 Lut, 2015 o 7:33 PST

A co was złości? Co wam w tej rzeczywistości, którą na swój sposób krytykujecie, przeszkadza? Tak naprawdę.

Maciej: - Mi nic, bo ja się z nią nie stykam w ogóle. Prowadzę życie odludka. Ostatnio nawet na poczcie się poprawiło, bo zawsze była kolejka, trzeba było czekać. A teraz już nie i wszyscy są bardzo mili. To, co do mnie dociera, to pewnie teorie Polski, które są tworzone przez media. I z tego się wyśmiewam. Bo w moim prawdziwym życiu nie mam do czynienia z cebulakami w sandałach ze skarpetami, czy warszawskimi młodymi wilczkami. A w każdym razie mogę łatwo się od tego odciąć.

Lucjan: - A mnie wszystko wkurwia. Najbardziej zaś media, to, co robią.

Co robią?

Lucjan: - Kłamią i manipulują.

Maciej: - Z polityków bardzo nie lubię Palikota - koniunkturalista, bezideowiec, zły człowiek, pusty w środku. Choć teoretycznie na poziomie ideologii się zgadzamy, bo on jest liberalny i my jesteśmy liberalni. Ale wkurwia mnie i chciałbym, żeby go gdzieś wywieźli. Niech robi karierę na Słowacji.

Nie kusi was, by zostać komentatorami życia publicznego, wypowiadać się z poziomu autorytetu, jak wielu satyryków?

Lucjan: - Nie, zupełnie nie, z tym wiąże się ogromna odpowiedzialność. Kim ja jestem, żeby komuś innemu mówić, co ma robić i myśleć? Mogę się z niego co najwyżej wyśmiewać, ale nie dlatego, że jestem od kogoś lepszy. Strasznie mnie drażnią programy typu "Śniadanie mistrzów", bo pokazują pewien współczesny syndrom: każdemu się wydaje, że jest autorytetem i ma coś do powiedzenia na każdy temat. A jak już ktoś wydał książkę albo ma program w telewizji, to może się wypowiadać: Irak, Afganistan, narkotyki, aborcja - jak z rękawa. I jakiś Andrzej Mleczko czy inny Makłowicz wypowiada się na takie tematy. Jakie ma o nich pojęcie? Choć z wykształcenia jestem politologiem, czuję, że nie mam żadnych szczególnych kompetencji, żeby się wypowiadać na jakikolwiek temat. Tak, to jedna z tych rzeczy, które mnie wkurwiają w mediach.

Maciej: - I wszyscy muszą ładnie wyglądać. Jak oglądam TVN24 i widzę trzy świetnie ubrane, jak takie ekskluzywne prostytutki, ekspertki wypowiadające się o konflikcie na Ukrainie, to naprawdę mam wrażenie, że to jest kryterium. Że są ludzie, którzy znają się lepiej, ale wyglądają gorzej, więc nie pojawią się w telewizji. Dyktatura ładnego wyglądu. To mnie mega wkurwia. Nawet ta sfera newsowo-reporterska bardzo się jakiego słowa szukam?

Lucjan: - Coś z Palikotem.

Maciej: - Spalikotowała.

Możemy się spodziewać, że w jakimś kolejnym tekście będzie nośna metafora z Palikotem?

Lucjan: - Pogoda jest zmienna jak poglądy Janusza Palikota.

Tak powstają wasze teksty?

Lucjan: - Zawsze powstają w rozmowie. Najpierw sobie wszystko mówimy i jak dochodzimy do momentu, że któryś z nas nie wytrzyma i się zaśmieje, to spisujemy to.

A co robicie, kiedy nie piszecie swoich felietonów?

Maciej: - Ja mam dużo filmów zdojonych, to oglądam.

Lucjan: - Porno głównie.

Maciej: - Już nie. Ograniczam porno.

Przewrotny poradnik życia "Make Life Harder" w e-booku jest dostępny na Publio.pl >>

"Make Life Harder", Prószczyński i S-ka (fot. materiały promocyjne)

Make Life Harder, czyli Maciej i Lucjan. Samozwańczy eksperci zajmujący się złożoną problematyką lifestyle'u, mody i urody oraz mniej istotnymi zagadnieniami społeczno-egzystencjalnymi, takimi jak religia, polityka, przemijanie i śmierć. Ze względu na nieprzerwane pasmo spektakularnych sukcesów, zwani Jolą Rutowicz polskiej blogosfery. Są nieustającym rozczarowaniem dla swoich rodziców, nauczycieli i przyjaciół, a przede wszystkim dla samych siebie. Urodzeni i wychowani w Gdańsku, a konkretnie w Polsce.

Więcej o: