Norm Core - "hardkorowo normalne" włoskie buty z kapsuły czasu

Historia jak z filmu - facet dziedziczy po zmarłej ciotce spadek, którego się nie spodziewał: tysiąc eleganckich damskich butów. Starych, ale nowych - bo sprzed kilkudziesięciu lat, ale nie noszonych. Co robić z tak nietuzinkowym skarbem, kiedy nie jesteś właścicielem butiku z butami?

Kawalerka na Saskiej Kępie wypełniona jest po brzegi butami za lat 70. i 80. Czółenka i szpilki stoją wszędzie - na podłodze, na rozłożonym tapczanie, na każdej możliwej do zagospodarowania powierzchni. Niektóre z nich przeleżały kilka dekad, nowe, z metkami, w pudełkach, by teraz ktoś po raz pierwszy je założył.

Marcin Brzózka, szczęśliwy spadkobierca tego zbioru, nie od początku wiedział, co zrobić z nagle pozyskanym spadkiem. Buty odsprzedawał koleżankom, a one polecały go swoim koleżankom i tak, pocztą - nomen omen - pantoflową zgłaszało się do niego coraz więcej osób. Aż zrobiła się z tego "inicjatywa", którą Marcin nazwał Norm Core - choć "jego" buty wcale nie są na tle oferty rynkowej wcale do bólu normalne.  Odwiedziłam go - za poleceniem koleżanki, po telefonicznym umówieniu się - by na własne oczy przekonać się cóż to za pan i co za niezwykła kolekcja.

Buty, buty, buty... buty wszędzie (Fot. Natalia Sosin)Buty, buty, buty... buty wszędzie (Fot. Natalia Sosin)

Te rzeczy, choć mają po trzydzieści lat, są nowe - nie noszone?

Tak, były jedynie zakurzone. Ja nad nimi pracuję - przyjeżdżam tutaj z paczkami pełnymi butów, które przeleżały kilka dekad. Trzeba je przetrzeć, wyczyścić, wypastować i tyle. To wszystko są doskonałe włoskie buty, w większości ze skóry. Ponadczasowe. Były tu nawet buty na podeszwach Pirelli, coś czego dziś już się nie produkuje. No, perełki.

Jak to się stało, że trafiły do Ciebie?

Moja ciocia umarła. Ciocia była handlarą. Może nie powinienem tak mówić, bo brzmi to jakoś nieładnie, ale taka jest prawda, takie były czasy: jeździło się na Zachód ze wszystkim, co można było kupić w Polsce, kupowało tam inne rzeczy i przywoziło do Polski na handel. Do Bułgarii suszarki, z Bułgarii ręczniki. Z Turcji się przywoziło swetry i kożuchy, a z Włoch - buty, materiały, sukienki, ubrania. W zamian za nasze kryształy.

Ten moment, kiedy jesteś gotowa na posunięcia godne sióstr Kopciuszka... (Fot. Natalia Sosin)Ten moment, kiedy jesteś gotowa na posunięcia godne sióstr Kopciuszka... (Fot. Natalia Sosin)

Prawdopodobnie '89 rok położył kres działalności cioci. Pojawiło się tyle dóbr na rynku i rozhulała strefa przygraniczna. Nie było już sensu wstawiać tych rzeczy do butików. A że ona była typem chomika, to nie była w stanie nic z tego wyrzucić, tylko odkładała. Latami. A może to było jakieś wariactwo? Może zbierała te rzeczy na zapas, bo jak wielu ludzi w tamtych czasach uważała, że wszystko należy gromadzić, bo może jeszcze być potrzebne? Nie mam pojęcia i nigdy się już tego nie dowiem. Tak czy inaczej - odziedziczyłem ponad tysiąc butów.

Górą kozaki, dołem czółenka (Fot. Natalia Sosin)Górą kozaki, dołem czółenka (Fot. Natalia Sosin)

Czy to było jak w filmie - otwierasz drzwi magazynu a za nimi jaskinia pełna skarbów?

To nie był magazyn, wszystko było w jej mieszkaniu! Wiedziałem, że ciocia ma odłożone jakieś rzeczy, ale nie wiedziałem, że jest tego aż tyle. Jakieś ciuchy zżarte przez mole, dywany, kryształy, inne skarby. Wszystko to odkryłem po jej śmierci. Dla innych może nie miałoby to wartości - ot, jakieś zachomikowane śmieci starszej pani. Ja doceniłem piękno tych przedmiotów i nie chciałem, by poszły na zmarnowanie albo zostały hurtem sprzedane komuś. To znalezisko ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną i naprawdę wierzę, że te wszystkie buty musiały przeleżeć trzydzieści lat i doczekać się tego momentu - by nowe pokolenie oszalało na ich punkcie.

Moda z kapsuły czasu (Fot. Natalia Sosin)Moda z kapsuły czasu (Fot. Natalia Sosin)

Ja to wszystko traktuje jak taki zabawny i dziwny projekt społeczny. Coś ciekawego może się z tego urodzić i już chyba się rodzi. Na razie mam wyjątkową okazję obserwować ludzi, którzy przychodzą do mnie niemal codziennie. Od studentów i różnych znajomych znajomych, po gwiazdy i stylistki z magazynów o modzie. Byłem na premierze filmu Szumowskiej i widziałem tam aktorki w "moich" butach. To niezwykłe. Jedyny problem, to rozmiary - najwięcej 36-37. Kobiety widać miały kiedyś mniejsze stopy, niż teraz.

I tym sposobem sam zostałeś handlarzem.

Tak! I to jest super, ja uwielbiam handel!

Do wyboru, do koloru - moda włoska sprzed trzydziestu lat (Fot. Natalia Sosin)Do wyboru, do koloru - moda włoska sprzed trzydziestu lat (Fot. Natalia Sosin)

A czym zajmujesz się tak normalnie - na co dzień?

Prowadziłem klub na Pradze, kawiarnię, Letarg - czyli pierwsze targi zdrowej żywności w Warszawie, więc mam doświadczenie w handlu. Trochę też się tym wszystkim bawię. Nie pracuję dla nikogo, bo się do tego nie nadaję. Po prostu robię rzeczy, które mi sprawiają przyjemność i jakoś to działa. Tak było z targami - zainteresowała mnie zdrowa żywność, a chwilę później zrobiła się moda na slow food. Teraz jest podobnie - dzięki cioci wbiłem się w trend normcore. Może kiedyś mi się znudzi, choć nie sądzę, bo mam ograniczoną ilość towaru, który znika błyskawicznie. Odwiedzają mnie tłumy, te przedmioty same "się sprzedają".

Brałabym (gdyby nie to, że nie mój numer) (Fot. Natalia Sosin)Brałabym (gdyby nie to, że nie mój numer) (Fot. Natalia Sosin)

A jak doświadczenia z klientkami? Jak konsument przyzwyczajony do rzeczy nowych, w kolorowych pudełkach, reaguje na stosy butów rozłożonych na podłodze w kawalerce?

Świetnie! Wiesz, ludzie chyba mają dosyć nowości i cukierkowości. Poza tym, to nie jest lumpeks, to są nowe rzeczy, nikt w nich nigdy nie chodził. Kobiety, które tu przychodzą widzą, że dostają coś jedynego i niepowtarzalnego. Większość, to pojedyncze pary. W dzisiejszych czasach wszechobecnych sieciówek mieć coś, czego nie będzie miał nikt inny, to rzadkość. A samo normcore jest świetną i bliską memu sercu ideą. Ucieczka od konsumpcjonizmu na rzecz czegoś normalnego... aż dziwne, że trzeba z tego robić jakąś modę.

Metalowe okucia - modne w tym sezonie i, najwyraźniej, w latach 80. też (Fot. Natalia Sosin)Metalowe okucia - modne w tym sezonie i, najwyraźniej, w latach 80. też (Fot. Natalia Sosin)

To wszystko bez reklamy, jedynie pocztą - nomen omen - pantoflową.

Tak. I to też jest fajne! Dzięki temu przechodzą tu wszyscy - od tak zwanej warszawki, po eleganckie panie, aktorki, kostiumolożki. Ja tylko stoję z boku i obserwuję jak ludziom puszczają hamulce, jak pojawia się szczery zachwyt. Wiesz jakie to miłe? Rekordzistka kupiła jedenaście par butów! Przychodzą chłopaki po męskie buty - te mokasyny z frędzlami, z których jeszcze niedawno wszyscy się śmiali, a teraz to się nazywa "loafersy" i jest modne. No i fajne jest to, że ja nie muszę tych rzeczy sprzedawać jak w sklepie. Jak ktoś jest arogancki, to wyjdzie z pustymi rękoma, a jak jest miły i zachwycony, a nie ma kasy - to bywa że wyjdzie z butami, bo po prostu moim zdaniem czekały na niego i powinien je mieć.

Kozaki z cielęcej skórki (Fot. Natalia Sosin)Kozaki z cielęcej skórki (Fot. Natalia Sosin)

Czyli w tym sezonie każdy hipster na Placu Zbawiciela będzie miał Twoje buty?

Na to wygląda! (śmiech)

Myślisz, że ciocia byłaby zadowolona?

Myślałem dużo o tym i chyba tak. Pewnie cieszyłaby się, że to nie przepadło, nie zgniło, nie zostało wyrzucone, tylko ktoś się tym zajął w mądry sposób i że jej buty znowu będą nosić jacyś ludzie. Przecież to, co tu widzisz, to owoc lat jej ciężkiej pracy. Jeżdżenia z tobołami, przewożenia tego - nie mam pojęcia jak - przez granicę. Miło pomyśleć, że ta jej harówka nie była na marne. Że mogę złożyć jej choć taki hołd.

Najmłodsza klientka Norm Core - Anda (Fot. Monika Powalisz)Najmłodsza klientka Norm Core - Anda i jej kozaczki rozmiar 25 (Fot. Monika Powalisz)