Nowa praca - zostać czy uciekać?

Nowa praca - szansa na rozwinięcie skrzydeł i mnóstwo nadziei na lepszą przyszłość. Niestety, czasem zawiedzionych. Jak się odnaleźć w nowej rzeczywistości i co zrobić, by dobrze wejść w grupę? No i kiedy lepiej nie wchodzić, tylko uciekać - im szybciej tym lepiej?

Ściśnięty żołądek, budzik pół godziny wcześniej, lepsze ciuchy i jazda. Pierwsze zadanie w nowej pracy, to zrobić dobre wrażenie. To wcale nie bułka z masłem, bo nowe miejsce i ludzie, a do tego stres. W takich warunkach łatwiej o mega gafę niż o wizerunek fachowca i właściwej osoby przyjętej na właściwe miejsce.

W ciągu pierwszego dnia dostajesz taką porcję informacji, że przetrawienie ich powoduje ostre zawroty głowy. Nie wiesz, do kogo się zwracasz, bo przedstawiło ci się na raz kilkanaście osób. Basia z sekretariatu, Ziuta od faktur, dyrektor pionu, cały dział wsparcia i akanci, którzy siedzą na piętrze. Wszyscy od razu komunikują ci zadania i oczekiwania, jakie wobec ciebie mają. Tu przyjdziesz z tym i z tym, tu wpadasz na minutki, tam na status. Masz wrażenie, że jesteś w środku jakiegoś cyklonu. Najchętniej zamknęłabyś się w kiblu, tylko gdzie tu do cholery są toalety?! Po kilku godzinach bombardowania twarzami i projektami odczuwasz wilczy głód, a świadomość kanapki czekającej na ciebie w torbie zaczyna nieludzko męczyć. Tylko, czy tu wypada wyjąć kanapkę? Oni wszyscy tacy fit i sushi, a ty - buła z żółtym serem w foliowym woreczku... Ryzykujesz, a niech tam. Grunt to pewność siebie. Buła oczywiście powoduje plamę na bluzce. Ok, nie szkodzi. Nie to jest najważniejsze, to jeszcze nie niweczy wizerunku.

- Szef zaprasza na minutkę. Ojej, masz plamę...

Znacie to, prawda? Pewnie nie tak wyolbrzymione, ale pierwszy dzień pracy to z reguły mały koszmar.

Jak odnaleźć się w nowej pracy?

Nie udawaj. Niepewność i brak wiedzy o obyczajach panujących w nowej grupie - to normalne. Nikt jej od ciebie nie oczekuje. Najpierw musisz się wdrożyć, a im więcej pytań zadasz, tym lepiej dla ciebie. Jeśli koleżeństwo wygląda na dość zamknięte w sobie, nie przejmuj się. Zacznij od uśmiechu, to topi pierwsze lody. Nie wiesz, co zrobić z kanapką? Zapytaj, czy jedzą przy biurkach, czy wychodzą na lunch. Nie jesteś pewna, czy wypada wyjść o 17.00, bo wszyscy siedzą jakby nigdy nic? Zapytaj! Być może po prostu przyszli później albo coś odrabiają. Nie wiesz, jak działa intranet i gdzie czego szukać? Zamiast tracić czas na samodzielne rozkminianie, zapytaj. Masz prawo. Po jakimś czasie je stracisz i jeśli nie dowiesz się tego, co trzeba, zaraz na początku, będzie ci tylko trudniej. Przedstawiaj się na spotkaniach, jeśli trzeba mów o sobie. Skąd jesteś, jakie masz doświadczenia. Dzięki temu inni też szybciej "odnajdą" i dopasują cię w systemie.

Nie zgrywaj kogoś, kim nie jesteś. Nie syp dowcipami i bon-motami jak z rękawa, bo nikt nie zatrudnił cię w roli clowna. Słuchaj i bądź poważna, co nie znaczy, że masz być sztywna. Nie bądź też za wszelką cenę "do przodu", bo nikt nie przepada za besserwisserami. Pracuj, nie gadaj, nie zagajaj rozmowy na tematy nie związane ze swoimi obowiązkami. Na pogaduszki przyjdzie czas!

Po pierwsze - dobra organizacja (CC0/pexels.com)Po pierwsze - dobra organizacja (CC0/pexels.com)

Jeśli do tej pory miałaś kłopoty z organizacją pracy, wykorzystaj szansę i w nowym miejscu zrób to lepiej. Spisz plan zadań, zacznij od najtrudniejszych. Przyjrzyj się, jak działa firma, podpytaj o praktyki. Zawsze możesz wnieść do nich coś swojego, ale nie zaczynaj pracy od wprowadzania swoich porządków. Nieważne, na jakim stanowisku jesteś. Szczerze? Im wyższym, tym działaj ostrożniej, obserwuj i słuchaj ludzi.

Pierwszego dnia nie musisz wywiązać się ze wszystkiego, co ci zlecono. Nie panikuj, jeśli lista zadań wygląda przerażająco. Na wdrożenie się potrzebujesz około miesiąca. W tym czasie nie uda się pracować na 200 procent normy i zrealizować niebotycznych wyników. Jeśli ktoś oczekuje od ciebie rzeczy niemożliwych, powiedz mu to. To, że jesteś nowa, nie znaczy, że jesteś robotem albo niewolnikiem. I tu dochodzimy do drugiej strony medalu.

Gdy nowa praca okazała się porażką i małym piekiełkiem

Jeśli nowa praca to strzał w dziesiątkę i miejsce, w którym rozwiniesz skrzydła i spotkasz fantastycznych ludzi, to super, śpij spokojnie. Niestety, może się zdarzyć, że trafisz źle. A wtedy mam tylko jedną radę: szybko szukaj kolejnej roboty, nie zadamawiaj się i nie tłumacz sobie, że to się ułoży. Pewnie, z pracą jest ciężko, rynek wcale nie rozpieszcza pracowników, a szukanie pracy to często prawdziwa gehenna. Jednak jeszcze większą gehenną jest praca w toksycznym miejscu. Całkowitym koszmarem zaś - gdy pracodawca okazuje się nieuczciwym draniem, który liczy na łatwy zysk twoim kosztem.

Co powinno cię zaniepokoić w nowej pracy?

Brak umowy. W dawnych czasach, zanim kapitalizm rozpasał się na dobre, normalną praktyką było podpisywanie umowy o pracę lub współpracę zanim się do firmy przyszło. Jeśli to nie było wcześniej możliwe, podpisywano list intencyjny. Dziś dobra praktyka została wyparta przez: "załatwimy to na pewno, ale prezes teraz jest na urlopie". Albo: "na razie podpisz umowę zlecenie, a potem podpiszemy normalną". Czerwona lampka powinna się zapalić, gdy na spotkaniu obiecywali ci co innego, np. etat zamiast śmieciówki. Umowa to podstawa, w tej kwestii nie ustępuj. Nie czaruj się, że jak ci najpierw dali telefon służbowy i laptopa, to na pewno podpiszą umowę. Otóż, nie na pewno. Telefon i laptop dla nowej osoby w firmie to żaden kłopot, umowa - często tak. Wiadomo, koszty pracy są gigantyczne, a pracodawcy stosują różne metody, by je ograniczyć. Nie zawsze uczciwie, bo przecież nie ma ludzi niezastąpionych. Jak nie ty, to inny. Dokładnie tak - nie musisz być tym frajerem!

Nie podpisuj też niczego bez czytania, na fali euforii, że wreszcie dali. Spokojnie. Jeśli kadrowi wywierają presję, żeby już, na szybko, odwróć się na pięcie z uroczym uśmiechem i poinformuj ich, że to dla ich bezpieczeństwa. Jeśli w umowie znajdziesz jakieś kruczki, np. dwuletni zakaz konkurencji oraz karę umowną za jego złamanie powyżej granicy rozsądku, zastanów się, czy na pewno warto ryzykować. Uczciwa firma stawia uczciwe warunki!

Atmosfera. Jeśli pierwszego dnia koledzy zaczną ci opowiadać, jak tu jest kiepsko i ostrzegać cię przed X z marketingu i Z z zarządu, to wiedz, że coś jest nie tak. W normalnej firmie ludzie pracują w miarę zgodnie i w dobrej atmosferze. Nawet jeśli ostrzeżenia okażą się bezpodstawne, to i tak trafiłaś na bandę plotkarzy i leniwych oszołomów, przy których skrzydeł nie rozwiniesz. Bo albo będziesz z nimi, albo przeciwko nim. A dupę obrobią ci od ręki.

Dziwne układy, niejasne propozycje, mętne sytuacje - czyli wszystko to, co przeciętnie normalnego człowieka powinno zaniepokoić. Posłuż się intuicją, ta cię nie zawiedzie i ostrzeże, gdy np. szef prosi o załatwienie prywatnej rzeczy. Nie musisz, a nawet nie powinnaś!

Pracujemy dłużej niż do... To moje ulubione hasło. Nie wiem, jak wam, ale mnie zapala czerwoną lampkę. To oczywiście może być podane subtelniej, np. tak: "zależy nam na komforcie pracowników i ich równowadze życiowej, ale swoje musisz odpracować", czyli tzw. dupogodziny muszą się zgadzać. Otóż, nie. Nie muszą. Zwłaszcza, jak jesteś młodą mamą. Ty dasz z siebie wszystko, i na pewno nadrobisz i wywiążesz się z zobowiązań, jeśli nie będzie takiej presji i stresu. Sprawdzone, naukowo. A hasło, że pracujemy dłużej niż osiem godzin dziennie wygląda na łamanie prawa i kiepską organizację. Możesz zawiadomić Państwową Inspekcję Pracy.

Czy istnieje praca idealna?

Tak. Na pewno. To taka, w której się dobrze czujesz, lubisz poniedziałki i nie boisz się powiedzieć, że musisz wyjść wcześniej, bo dzwonili z przedszkola albo pies ma lęki separacyjne. Chce ci się, a do tego cię słuchają, szanują i doceniają. Wtedy nieważne, że Ziuta z księgowości jednak cię denerwuje. Po prostu się do niej uśmiechniesz, a na lunch wyjdziesz z kimś innym. Masz taką pracę? Pochwal się. Ja właśnie taką znalazłam (autoreklama).

PS. Nie poznałam tu jeszcze żadnej Ziuty, także luz, koledzy, luz.

Więcej o: