Jak wylecieć z pracy? Czyli trudny przypadek Jeremy'ego Clarksona

Jeremy Clarkson walnął producenta w twarz, ale miliony fanów Top Gear, są oburzeni, że prezenter został wyrzucony z BBC. Czy sława może usprawiedliwiać przemoc i chamstwo?

Top Gear - program, który porywa miliony

Na wstępie przyznam, że uwielbiam Top Gear. Zafascynowałam się nim jeszcze w czasach, gdy nie miałam prawa jazdy i tematy motoryzacyjne uważałam za śmiertelnie nudne. Pomimo tej egzotyki, Top Gear urzekł mnie jak promocja w Mango - czyli bardzo. Z wypiekami i uśmiechem na twarzy oglądałam ten program, choć nie zgadzałam się z wieloma poglądami Jeremy'ego Clarksona, zwłaszcza tymi dotyczącymi ochrony środowiska i efektu cieplarnianego. Śmiałam się przyglądając się wyścigom trzech maniaków motoryzacji w przedziwnych samochodach i w różnych środkach transportu. Razem z mężem snułam domysły dotyczące tożsamości Stiga. Zawsze czekałam na stały fragment programu - czyli znana osoba ścigająca się w samochodzie za rozsądną cenę. Obserwowanie zmagań Lewisa Hamiltona - dwukrotnego zdobywcy tytułu mistrza świata Formuły 1, w topornej Suzuce Lianie było bezcenne. Podobnie jak odcinek z Jodie Kidd - brytyjską modelką, która pobiła rekord Jay Kay z Jamiroquai, fana szybkich samochodów.

Cenię Clarksona za jego błyskotliwy język i celne puenty. Jego książki czytałam po kilka razy, zwłaszcza "Wiem, że masz duszę" - cykl felietonów udowadniających, że maszyny nie są wyłącznie kupą żelastwa, lecz mają w sobie to magiczne "coś" stanowiące o ich wyjątkowości. Jeśli ktoś może sprawić, że zatracę się w czytaniu o Kałasznikowie, łodzi podwodnej czy Sokole Millenium, to będzie to właśnie Jeremy Clarkson.

Książki Clarksona mogłabym czytać na okrągłoKsiążki Clarksona mogłabym czytać na okrągło /fot. Magda Acer

Czy sława może usprawiedliwiać chamstwo?

Wystarczy już tej laurki. Jeremy Clarkson jest postacią nietuzinkową, lecz kontrowersyjną. Wielokrotnie BBC świeciło oczami za jego niestosowne komentarze, pod adresem osób niepełnosprawnych, Meksykanów, czy ludzi o innym niż biały kolorze skóry. Prowadzący Top Gear wraz z ekipą musiał ewakuować się z Argentyny, po tym jak zamontował na samochodzie tablicę rejestracyjną o numerze H982 FKL, nawiązującą wprost do przegranej przez ten kraj wojny o Falklandy. Przyznajmy, że takie wybryki zdarzają się wielu znanym osobom, którym woda sodowa za mocno uderza do głowy. Być może wydaje się im, że są bezkarne, niezastąpione i mogą więcej niż zwykli zjadacze chleba. Piszę "być może", ponieważ nigdy nie byłam i nie chciałam być sławna, więc nie wiem jak to jest. Mogę to sobie jedynie wyobrazić oraz wyciągnąć wnioski z obserwacji niektórych zachowań.

Stek niezgody

Jednak miarka się przebrała i BBC zakończyło współpracę z Clarksonem. Stało się to po incydencie na planie ostatniej serii Top Gear, gdy ten po 20 minutowej awanturze uderzył jednego z producentów programu - Oisina Tymona, nazywając go wcześniej "leniwym, p*** Irlandczykiem". Powodem awantury był brak ciepłego posiłku w restauracji hotelowej, a konkretnie brak steków i frytek. Cóż, zdaję sobie sprawę z tego, że gdy człowiek jest głodny, to jest zły. I ta złość może się potęgować, gdy jest wcześniej zaprawiona piwem z lokalnego pubu. Ale trzeba być kompletnym furiatem i chamem, żeby z powodu braku ciepłej padliny dać komuś w twarz. W dodatku w pracy! Nic nie usprawiedliwia przemocy z takiego powodu. I nie powinien mieć znaczenia fakt, jakie zyski dla stacji generuje Jeremy Clarkson i jego autorski program z kosmiczną oglądalnością - 350 milionów widzów! Dlatego, kiedy dowiedziałam się o tym, że BBC podjęło decyzję o zawieszeniu prezentera, a następnie zwolnieniu go, pomyślałam, że mają jaja i odwagę, obcinając łeb kurze znoszącej złote jajka.

Mimo to, po decyzji BBC miliony osób podpisało się pod petycją w sprawie przywrócenia Clarksona do pracy. Rozumiem, że program jest super i bez Jeremy'ego nie będzie już nigdy taki sam, ale opamiętajmy się, ten facet uderzył swojego przełożonego, bo nie dostał steka, wpadł w furię z powodu głupiego kawałka mięsa. To nie jest normalne! Ciekawa jestem, czy którakolwiek z osób podpisujących ten list, chciałby współpracować z kimś tak agresywnym i niezrównoważonym? Niestety, ale popierając Jeremy'ego, popiera się przemoc. Tym bardziej żenujący jest fakt pogróżek pod adresem dyrektora generalnego stacji - Tony'ego Halla i konieczności objęcia go 24-godzinna ochroną.

Top GearTop Gear /fot. screen ze strony bbc.co.uk/programmes

Show must go on

Tymczasem okazuje się, że nie jest łatwo zrezygnować z pewnych zysków. Maszynka do zarabiania milionów funtów jaką jest program Top Gear nie zniknie tak do końca. Trzech autorów motoryzacyjnego show: Clarkson, Hammond i May ruszają w trasę z występami na żywo, pod inną nazwą i bez patronatu BBC. Bilety zostały już wcześniej sprzedane, show must go on.

Książki Jeremy'ego Clarksona są dostępne w wersji elektronicznej na Publio.pl >>

Wasza Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku