Akceptujesz swoje siwe włosy czy myślisz, że to "początek końca"?

Nie twierdzę, że siwe włosy dodają uroku każdej kobiecie. Ale nie sądzę, żeby ich pojawienie się było sygnałem do wzmożonej walki z ciemnymi siłami starości. Czy większość kobiet ma tak samo, czy może boją się, że siwe włosy to "początek końca"?

"Spostrzegłem dzisiaj pierwszy siwy włos na twojej skroni/ I widzisz, miła, przed wzruszeniem trudno się obronić" - tak śpiewał Mieczysław Fogg w dawnych, innych czasach. Dzisiaj to raczej włosowi byłoby trudno się obronić przed natychmiastowym wyrwaniem.

Niedawno redaktor Nowakowska zapytała w redakcyjnym gronie niezobowiązująco, co sądzimy o siwych włosach, gdyż u niej takowe dostrzeżono i zalecono farbowanie (mam nadzieję, że nie zdradzam straszliwego sekretu i ominie mnie proces zmiany tożsamości). Ja nie sądzę o nich nic - od drugiej klasy liceum mam mniej lub bardziej dziwną farbę na głowie, gdyż natura obdarzyła mnie nijakim, szarawym włosiem, które nie komponuje się z bujną osobowością. W okresach odrostów dostrzegam tu i ówdzie białe nitki. Widzę je także coraz częściej u koleżanek i zawsze jestem zdziwiona, bo przecież przed chwilą paliłyśmy papierosy pod liceum, a takie oznaki mijającego czasu każą mi policzyć na palcach i hm... to było prawie dwadzieścia lat temu. Natomiast w redakcji podniósł się lekki lament: że trzeba farbować, wyrywać, bo to źle wygląda, dodaje lat, w dodatku siwe włosy są trudniejsze w pielęgnacji i odstają strukturą od tych jeszcze obdarzonych prawidłową pigmentacją.

W moim rodzinnym domu wyrywanie siwych włosów było pewnego rodzaju rytuałem (oczywiście, do czasu, kiedy miałyśmy ich po kilka, nie jesteśmy Hiszpańską Inkwizycją). O, masz siwy włos, stań spokojnie, to ci go wyrwę. Taki matczyno-córczyny obrządek pielęgnacyjny. Odkąd mieszkam sama (to znaczy z mężem, córką i psem, ale bez innych kobiet) przestałam myśleć o tym, co dzieje się na mojej głowie. Z biegiem lat zaczęłam za to bardzo krytycznie patrzeć na wymogi, którym musi sprostać kobieta by uchodzić nawet nie za atrakcyjną - tego przecież nie wymagamy, nie, skądże, to nie targowisko próżności - ale za zadbaną. A więc niekoniecznie szczupła - ale przecież nie gruba. Ubrana nie według najnowszej mody - ale przecież nie w obcisłych dżinsach na tłustych udach albo bezkształtnej tunice. Makijaż - niekoniecznie oko plus usta, ale staranne "nude". Włosy - w lekkim nieładzie, ale żadnej siwizny, żadnych odrostów. Brzuch zamaskować, zmarszczki ukryć. No, można żyć. Można pokazać się ludziom i bez jęku odrazy spojrzeć w lustro.

Należy tu poczynić oczywistą uwagę: siwizna jest postrachem kobiet. To kobiety skubią, farbują i czują się nieatrakcyjne i to one są naturalnymi odbiorczyniami oferty firm kosmetycznych, obiecujących staranne zamaskowanie oznak starzenia się włosów i ich właścicielki. Facet, który farbuje włosy ponieważ wstydzi się siwizny? Głowa usłużnie podsuwa obrazy panów w przekrzywionych tupecikach, ze źle dobranym kolorem sugerującym jasno, że coś tu było grane. Śmieszne, żałosne, takie, yyy, niemęskie, prawda? Walka z upływającym czasem dla jednej płci jest obowiązkiem, drugą dyskredytuje - Katarzyna Nosowska śpiewała "Oto mężczyzna z tych co nie starzeją się z godnością, przed lustrem wciąga wielki brzuch, smaruje się samoopalaczem". A wy wciągacie brzuch przed lustrem? No jasne! Nie ma w tym nic zabawnego, właściwie powinien być wciągnięty cały czas, od rana do nocy, bo to dobrze wpływa na sylwetkę i samopoczucie.

Dla mężczyzn jest inna narracja: siwy pan jest dostojny, godny zaufania, dystyngowany. Jego włosy mogą być stalowe, srebrne, pieprz i sól, po angielsku funkcjonuje też określenie "silver fox" (a my mamy swojego Geralta z Rivii, Białego Wilka). Dodają mu powagi i prestiżu - przypomnijcie sobie Blake'a Carringtona. Powiedzcie w głowie "prezes rady nadzorczej". Na pewno obdarzycie fantoma siwymi skroniami. Upływa lat przynosi mężczyznom mądrość. Kobietom natomiast zwiastuje klęskę - koniec młodości to koniec atrakcyjności seksualnej. Siwe włosy, cienkie włosy, menopauza, game over. Może uda się to jeszcze przez jakiś czas ukrywać przed światem, ale wewnętrzny zegar już dzwoni na alarm. Od tej pory raz na zawsze wiadomo, komu bije dzwon.

Niedawno w piekielnych kręgach Internetu i Facebooka pojawiły się doniesienia o nowej modzie na Instagramie - młode dziewczyny farbują włosy na siwo. Styl został nazwany "na babunię" i wzbudził pewne zaciekawienie - czyżby był znakiem odwrotnego trendu, dowartościowaniem kobiecej siwizny i pochwałą dojrzałości? Ach, jakże się śmiałam, czytając te naiwne rozważania. Oczywiście, że nie jest niczym takim. Młode dziewczyny wyglądają ślicznie z siwymi włosami właśnie dlatego, że są młode i widać wyraźnie po ich jędrnych liczkach, że to tylko zabawa. Dziś siwe, jutro fioletowe, a za miesiąc sombre z ombre. Mam dziwne przeczucie, że gdybym ja zafundowała sobie siwe włosy (zostawiając najpierw kilkaset złotych w salonie fryzjerskim - ciemnych, farbowanych włosów nie ruszy domowa dekoloryzacja, kto nie wierzy, niech poświęci własne) to marnie komponowałyby się z worami pod oczami, konturem twarzy, który ostatnio przegrywa walkę z grawitacją i z niezbyt piękną cerą. "Na babunię" to tylko moda, nic więcej. Przy jej okazji pojawi się kilka artykułów takich jak niniejszy, przemysł kosmetyczny przeliczy zarobione na profesjonalnych zabiegach farbiarskich i pielęgnacyjnych pieniądze i o to chodzi, i o to chodzi, jak mawiał niezapomniany doktor Plama, bohater "Hydrozagadki".

A co pozostaje reszcie pań? Skazana na oczywiste niepowodzenie w dalszej lub bliższej przyszłości walka o zachowanie młodego wyglądu i atrakcyjności, bo to one premiowane są w naszym społeczeństwie. Żyjemy w świecie, który blisko 20 lat temu opisała w "Micie urody" Naomi Wolf. "Wierzymy, że w każdej chwili możemy być wezwane do złożenia wyjaśnień, a wtedy okaże się, że nie jesteśmy dość dobre i zostaniemy wtrącone w głęboką ciemność: starości, samotności i braku miłości (...). Rytuały piękna uczą nas, żebyśmy bały się własnej przyszłości i własnych potrzeb. Żyć w strachu przed własnym ciałem i własnym życiem to nie żyć wcale. W konsekwencji bardzo rozprzestrzeniły się neurozy związane ze strachem przed życiem. (..) Kobiety w nieskończoność czekają na przybycie księcia na białym koniu, pana młodego, który doda powagi ich wysiłkom, którego obecność sprawi, że będziemy mogły zamieszkać we własnych, chronionych twarzach i ciałach, że będziemy mogły ich używać. Rytuały urody sparaliżowały możliwości, jakie niosą ze sobą nasze nowe wolności. Niewiele zyskujemy, gdy zdobywamy cały świat tylko po to, by się go bać".

I z tą finałową myślą was pozostawiam, podpierając się także logiką Louisa C.K., który w jednym ze skeczy twierdzi: "Nie sądzę, że kobiety są lepsze od mężczyzn. Ale jestem pewien, że mężczyźni są gorsi od kobiet". Nie twierdzę, że siwe włosy dodają uroku każdej kobiecie. Ale nie sądzę, żeby ich pojawienie się było sygnałem do wzmożonej walki z ciemnymi siłami starości. I tak wszyscy kiedyś umrzemy i będziemy wtedy wyglądać brzydko. A zanim to nastąpi, zajmijmy się lepiej czymś pożytecznym.