Laura Jane Grace: Nie umiałam już dłużej żyć jako mężczyzna

Jako Tom Gabel założyła punkową formację Against Me! nagrała z nią pięć płyt i objechała pół świata koncertując. Potem podjęła najważniejszą decyzję życia - zmieniła płeć. Dziś powraca z zespołem do naszego kraju, postanowiłam więc porozmawiać z Laurą o muzyce, depresji, rodzicielstwie i buntowaniu się.

Gdybyś miała moc zmieniania wszystkiego, co zmieniłabyś na samym początku?

To wielkie pytanie! Gdybym jako dziecko miała taką moc, zażyczyłabym sobie mocy latania, by odlecieć daleko, gdybym dostała taką siłę jako nastolatka pewnie chciałabym pokoju na świecie, a teraz? Chciałabym móc sprawić, by ludzie byli bardziej tolerancyjni.

W tej wizji nie ma muzyki, ale w twoim życiu odegrała szalenie ważną rolę. Pamiętasz moment, w którym poczułaś, że chcesz grać?

Sięgnęłam po gitarę, gdy miałam osiem lat, ale już wtedy wiedziałam, że nie robię tego tylko dla czystej potrzeby nauczenia się czegoś nowego. Już jako ośmioletni dzieciak wiedziałam, że chcę założyć zespół i występować, wiązałam z tym wielkie nadzieje. Godzinami zaczytywałam się w artykułach i wywiadach z pism muzycznych oraz zinów. Czułam, że to jest właśnie ten wycinek rzeczywistości, do którego też będę kiedyś należeć.

Jak to było z punk rockiem - też wiedziałaś od początku, że to jest właśnie ten rodzaj muzyki, który chcesz grać?

Nie. Na początku byłam zafascynowana metalem. Wiesz, mrok i siła. Potem na scenie pojawiły się takie zespoły jak Nirvana i Smashing Pumpkins, które zaczęły grać inaczej i inaczej wyrażać emocje. Bardzo mi się to podobało. W samym punk rocku najbardziej pociągała mnie postawa ludzi związanych z tą sceną. W czasach licealnych oczywiście najbardziej odpowiadał mi styl Sex Pistols. Gładko przeszłam do wszystkiego, co w tej muzyce nihilistyczne. Dziś myślę, że to kwestia wieku i pewnej dojrzałości, może nawet nastoletniego postrzegania świata. Z czasem wciągnęła mnie narracja polityczna, wyrażanie sprzeciwu, możliwość powiedzenia ze sceny czegoś, co być może zmieni świat - jeśli nie cały, to przynajmniej świat kilkorga ludzi. Sam plan na to, by zmieniać świat za pomocą punk rocka był dla mnie pewnego rodzaju olśnieniem.

Myślisz, że w czasie dorastania punk stał się dla ciebie także rodzajem schronu dającego osłonę przed rzeczywistością, w której czułaś się niedopasowana?

Punk zawsze był takim buforem bezpieczeństwa, pokojem, w którym można wykrzyczeć wszystko, co ci leży na sercu. Najbardziej jednak podobało mi się w tej kulturze to, że nie było absolutnie żadnej presji na to, by być wielkim. Inne gatunki koncentrowały się na kreowaniu gwiazd, poszukiwaniu tych najlepszych artystów o najdoskonalszym warsztacie i zostawianiu całej reszty w cieniu. W muzyce punkowej było inaczej. Nie chodziło o bycie doskonałym, właściwie to nie trzeba było wiele umieć warsztatowo - przynajmniej na początku - ważne było to, kim jesteś, kim się czujesz i co masz do powiedzenia, twój pomysł. Nie chodziło o odsadzenie konkurencji.

Czy w 2015 roku punk nadal jest dobrym sposobem na wyrażanie siebie, zwłaszcza dla młodych ludzi?

Tak, bo tu nie chodzi często o rewolucję w brzmieniu. Punk to bardziej ruch społeczny, niż muzyka, a jeśli chodzi o działania społeczne wciąż jest wiele do zrobienia i wciąż pojawiają się nowe tematy, nowe problemy, nierówności które warto zniwelować.

Ludzie lubią wiedzieć z kim walczą. Łatwiej jest im się poderwać i zmieniać coś, jeśli potrafią sobie wyobrazić swojego oponenta - mówią "system", "korporacje", "rząd", "ONI", ale to wciąż są niekonkretne wizje. W kogo dziś warto wymierzyć ostrze krytyki, co warto zmienić twoim zdaniem?

Właściwie dla mnie zawsze ważna była walka z nierównością społeczną, dyskryminacją, czy wręcz opresją i poniżaniem mniejszości - za każdym razem, jak widzisz coś takiego, musisz zareagować! Nie wolno przechodzić obojętnie. Milczenie jest formą zgody. Kiedy stoję na scenie i śpiewam swoje teksty, czuję, że dla jednych jest to po prostu fajna muzyka, ale dla kilku, kilkunastu, albo kilkuset osób staje się ona bodźcem do pozytywnego działania. Najlepszą lekcją życiową, jaką sama dostałam od punkrocka jest brak zaufania dla dużych, zorganizowanych grup ludzkich - korporacji, szkół, armii - nie chodzi o ignorowanie ich, czy niszczenie, chodzi o to, by wyrobić w sobie zmysł krytyczny, by uczyć się myśleć samemu, wyciągać wnioski, zauważać co jest dobre, a co złe, w działaniach takich organizacji, a nie bezwolnie kiwać łbem i robić co ci każą. Punk to dla mnie pielęgnowanie indywidualizmu.

Mam wrażenie, że ty jednak musiałaś przejść znacznie dłuższy proces przemian, by stać się w stu procentach sobą, prawda?

Dokładnie! (śmiech). Bardzo się cieszę, że jeszcze jako nastoletni chłopak odnalazłam się właśnie w tym środowisku. Wielu osobom może się to wydawać dziwne, ale myślę, że dzięki energii jaką dała mi muzyka i cały ten ruch społeczny mogłam wreszcie zostać tym, kim jestem. Mogłam postawić sobie pytanie, dlaczego tak źle się czuję sama ze sobą i kim ja właściwie jestem? Gdy zdałam sobie sprawę z faktu, że naprawdę nigdy dobrze nie czułam się jako chłopak i żadne próby przewalczenia tego, albo zduszenia, nie pomagały, poczułam wstrząs, który mnie ocucił.

Laura Jane Grace (trzecia od lewej) z kolegami z zespołu Against Me! (fot. Ryan Russell)Laura Jane Grace (trzecia od lewej) z kolegami z zespołu Against Me! (fot. Ryan Russell)

To, co zadziwiło wiele osób, to fakt, że zdecydowałaś się na to, by będąc osobą publiczną, artystą występującym na całym świecie, powiedzieć "nie czuję się dobrze jako mężczyzna, nigdy się dobrze nie czułam w tym ciele, nie jestem już Tomem, jestem Laurą". To chyba wymagało sporej odwagi?

Dla mnie to nie była kwestia odwagi, tylko sprawa życia i śmierci. Bez tej decyzji nie byłoby mnie - czułam, że albo wreszcie stanę się tym, kim czułam od zawsze, że jestem, albo się zabiję. Szczerze - nie umiałam już dłużej żyć jako mężczyzna. Uciekałam przed tą decyzją przez całe swoje życie, walczyłam ze sobą odkąd tylko zyskałam świadomość. Wypierałam te dziwne, sprzeczne uczucia, ale to przypominało bezcelową ucieczkę przed wrogiem. Biegniesz przez mroczny las i cały czas tracisz siły, a twój wróg jest zawsze obok. Znajdujesz chatkę, barykadujesz się w ciemnym pokoju, ale wróg już wali w drzwi, nagle ten ciemny pokój cały się wali. Albo staniesz twarzą w twarz i zrobisz coś wreszcie, albo legniesz na zawsze pod gruzami.

Dla mnie, podobnie jak dla wielu osób w Polsce, gdzie kwestie tożsamości płciowej wciąż budzą olbrzymie kontrowersje - dlatego twoja historia jest taka niesamowita. Przecież koledzy z twojego zespołu nie tylko cię nie zostawili z tym sam na sam, ale gracie razem do dziś!

Powiem więcej, koledzy i koleżanki z innych zaprzyjaźnionych kapel także bardzo mnie wsparli, co mnie bardzo ucieszyło.

A co ze słuchaczami? Myślę, że dla wielu z nich to mógł być niezły wstrząs!

Na początku starałam się w ogóle nie myśleć o tym, jak zareagują ludzie. Myślę, że skupianie się na tym co inni, obcy mi w sumie ludzie powiedzą mogło być najgorszą rzeczą z możliwych. Zmiana po prostu nastąpiła, a to, o czym wspomniałaś - wsparcie innych muzyków, było ważniejsze dla słuchaczy. Dostali czytelny sygnał, a nawet kilka, że po prostu warto być sobą niezależnie od wszystkiego.

Jaki był ten pierwszy występ po zmianie płci?

Graliśmy jako kapela otwierająca koncerty większego zespołu, ruszyliśmy w dłuższą trasę. Ten pierwszy koncert był niezłym szaleństwem, miałam wrażenie, że wiele osób rzeczywiście było skonsternowanych, zwłaszcza na początku, ale uznaliśmy, że cokolwiek się zdarzy, my po prostu zagramy tak dobrze, jak możemy. Potem przecież i tak ruszamy dalej. Kiedy jesteś w trasie, inaczej przeżywasz różne sytuacje - po prostu wiesz, że każdy występ jest częścią czegoś dłuższego i nie rozpamiętujesz wszystkiego tak bardzo. No i jakoś to poszło (śmiech).

Dużo osób pisało do ciebie ze słowami wsparcia, albo żeby powiedzieć, że dałaś im wiarę w siebie i siłę?

Jasne! Miałam wielkie szczęście, że moja muzyka trafiała do takich dzielnych osób. To jest cudowne uczucie dostawać czytelne i bezpośrednie sygnały od ludzi, widzieć, że nie brakuje na tym świecie osób o otwartych głowach, takich, którzy mają w sobie akceptację dla inności. Fajnie wiedzieć, że są na świecie ludzie o wielkim sercu, ludzie, którzy potrafią złapać szerszą perspektywę. Wiem, że wciąż jest wiele do zrobienia, ale to, co ludzie pokazali mi już do tej pory pozwala nie tracić wiary w ludzkość.

Przerwa między wydaniem poprzedniego albumu, na którym występowałaś jeszcze jako Tom Gabel, a premiera płyty "Transgender Dysphoria Blues", gdzie grasz i śpiewasz już jako Laura, trwała ponad cztery lata. Kiedy właściwie poczułaś, że to dobry moment, by powiedzieć coś nowego?

O takich momentach trudno jednoznacznie powiedzieć kiedy się wydarzają. Właściwie o nowych utworach myśleliśmy nieustannie, nagrywaliśmy wstępne wersje nowych piosenek już od dłuższego czasu. Napisanie tekstów i ustalenie tego, o czym konkretnie będzie nowa płyta, to kwestia kilkunastu miesięcy poprzedzających jej premierę. Dla mnie ten etap przygotowań, to był fantastycznie spędzony czas. Miałam nadzieję, że poza mną i resztą zespołu ktoś jeszcze ucieszy się słysząc to, co mam teraz do powiedzenia.

Wiele osób mówi, że to już nie to samo Against Me!, że kiedyś graliście szorstko i ostro, a teraz złagodnieliście. Poprawność polityczna nakazuje im maskować eufemizmami myśl, że przez to, że stałaś się kobietą to i muzyka brzmi bardziej... delikatnie?

To jest bardzo zabawna sytuacja. Właśnie skończyliśmy kolejną płytę, nagrywaliśmy ją podczas naszej trasy w 2014 roku. Kiedy słucham zgrywek z występów na żywo i prób teraz, i wracam do naszych demówek sprzed dekady, albo z czasów pierwszej płyty - jestem zszokowana jak bardzo różni się nasza muzyka, ale dla mnie wszystko poszło w drugą stronę. Moim zdaniem teraz brzmimy radykalniej, przekaz jest bardziej konkretny, a muzycy grają lepiej, dzięki czemu lepiej też mogą budować za pomocą dźwięków emocje.

Ale może te emocje są już inne, może po prostu ubyło ci rzeczy, przeciw którym chcesz być, albo - nawiązując do nazwy kapeli "Against me!" - takich, które są przeciwko tobie?

Hmmm, myślę, że po prostu nie muszę być już wkurzona, ale to jest raczej kwestia dorastania i rozumienia świata. Po prostu ważniejsze niż stawianie sprawy na ostrzu noża jest dla mnie pokazywanie pozytywnych rzeczy. Wciąż jest mnóstwo rzeczy, które mnie irytują, rzeczy, które warto zmienić na lepsze, ale z wiekiem dojrzałam do tego, by zrozumieć, że rzucanie się z wrzaskiem, czy złość, nie pomaga.

Jak zmieniło się twoje osobiste życie po zmianie płci?

Zmieniło się w tak wielu aspektach, że trudno powiedzieć o konkretach. Największą zmianą było to, że wreszcie zaczęłam czuć szczęście, zaczęłam doceniać to, co mam i zrozumiałam jak dużo mam szczęścia w życiu, skoro mogę robić to, co robię. Zaczęłam się bardziej cieszyć z możliwości grania koncertów. Poczułam, że wreszcie wiodę życie, które jest warte przeżycia.

Co obecnie jest dla ciebie największym wyzwaniem?

Wychowywanie dziecka. To jest ogromne wyzwanie, każdy rok przynosi kolejne niespodzianki i zadania, z którymi jako rodzic muszę sobie poradzić. Młodzi rodzice odczuwają dziś straszną presję społeczną, a dzieci wystawiają naszą cierpliwość na nieustanne próby, ale z drugiej strony dzieci to cudowny dar. Jestem szczęśliwa, mogąc wychowywać małego człowieka.

Laura Jane Grace (trzecia od lewej) z kolegami z zespołu Against Me! (fot. Ryan Russell)Laura Jane Grace (trzecia od lewej) z kolegami z zespołu Against Me! (fot. Ryan Russell)

Ile lat ma teraz twoja córka?

Pięć. I jest strasznie zabawną dziewczynką.

Znam te zabawne pięciolatki - jest miło, miło , miło, i nagle wpada w złość.

O tak, taka właśnie jest! Szalenie zmienna, ale przy wszystkim urocza. Bardzo ją kocham.

Łatwo było jej przyjąć do wiadomości, że tata nie jest do końca takim tatą, jak inni tatusiowie?

Dzieciom znacznie łatwiej jest przyjąć do wiadomości pewne rzeczy. Po prostu mniej sytuacji je zaskakuje. Moja córka właściwie automatycznie przeszła do porządku dziennego nad faktem, że jestem bardziej kobietą niż mężczyzną. Powiedziała "OK". Nikt jej nie powiedział wcześniej, że to niedobre, niewłaściwe, albo, że to chore. Była zupełnie nieskażona jakąkolwiek ideologią, nie dbała o to, jaka jest moja płeć. Dla niej było ważne to, że się o nią troszczę, że ją kocham, bawię się z nią i słucham uważnie tego, co ma do powiedzenia.

To chyba najfajniesza część bycia dzieckiem...

I najlepsze, czego możemy się od dzieci nauczyć - absolutnego braku uprzedzeń!

LAURA JANE GRACE WRAZ Z ZESPOŁEM AGAINST ME! WYSTĄPI W WARSZAWSKIM KLUBIE PROXIMA

Data: 14.04.2015

Bilety: 55/65 zł

Więcej o: