Dwa lata nieustającego FOCHA ... i wciąż mało

W czasach mojej młodości zwykło się mówić, że jeśli chodzisz z kimś prawie dwa lata to albo pora się rozstać, albo brać ślub. Jakby nie patrzeć powoli zbliżam się do tej granicznej daty w swoich relacjach z FOCHEM, choć on sam swoje dwa lata właśnie kończy.

Jak można wnioskować z tego wstępu nie jestem z FOCHEM od samego początku, odkryłem go - zupełnym przypadkiem, szukając w sieci informacji o Ewie Chodakowskiej - w sierpniu 2013 roku. FOCH istniał już wtedy pięć miesięcy. To co mnie w nim urzekło, to pomysł na komunikację z czytelnikiem. Nie serwowano tutaj opinii w formie bezosobowej i z naciskiem na obiektywizm, ale był to konkretny, subiektywny punkt widzenia autorek, częstokroć niezgadzających się ze sobą, co owocowało pasjonującymi polemikami, tak w publikowanych tekstach, jak i w komentarzach. To był po prostu zbiór felietonów, w których nie silono się na tzw. "poprawność polityczną".

Co ciekawe w komentarzach nie było takiego stężenia hejtu, jak zazwyczaj w serwisach Agory, nie przeważał on nad merytoryczną dyskusją i - to ewenement - autorki podejmowały w komentarzach dialog z czytelnikami. W pewnym sensie kojarzyło się to z konwencją przyjętą na blogach, sam wygląd serwisu zresztą go przypominał (obecny jest odrobinę inny), niemniej nie pisały tu jakieś gimnazjalistki czy licealistki, ale Panie dojrzałe publicystycznie, posiadające - co dało się też dostrzec w felietonach - umiejętność trafnego i ciekawego formułowania poglądów. Koniec końców - serwis był skierowany do osób w moim wieku i wcale nie zrażało mnie to, że przede wszystkim do kobiet. Pomyślałem sobie, że może to jest miejsce, gdzie uda się choć odrobinę bardziej poznać złożoność kobiecej natury (o słodka naiwności).

Tu warto poświęcić osobny akapit publikującym na FOCHU autorkom. Czytając notki na ich temat dało się zauważyć, że mają do siebie dystans, czytając felietony - że pisanie na FOCHU traktują na luzie. Każda trzymała się w swoich tekstach jakiejś przewodniej tematyki, ale nie stroniły od zagadnień, które w danej chwili je zaabsorbowały bądź poruszyły. Potrafiły (i nadal potrafią) bronić swojego stanowiska w sposób merytoryczny wykazując się przy tym odpowiednim hartem ducha, którego nie były w stanie zdusić prowokacje hejterów (a wachlarz zarzutów był wysysany nie tylko z palca, ale też brany z innych części ciała). Aby jeszcze lepiej je poznać, jedna z czytelniczek - AniaBuziaczek - zaproponowała kwestionariusz, który każda z autorek w wybranej przez siebie formie wypełniła i opublikowała. Z upływem czasu (i wzrostem zaufania do czytelników - jak sądzę) same autorki nabrały odwagi, aby więcej o sobie powiedzieć i nie ograniczać swojego fizys jedynie do okrągłych okienek w notkach autorskich.

rys. Magda Danajrys. Magda Danaj

FOCH - jak już wyżej wspomniałem - został pomyślany jako serwis dla kobiet, ale wymykał się wszelkim klasyfikacjom. Narzekały na niego feministki (że niszczy zdobycze feminizmu), narzekali feminożercy (że zbyt feministyczny). A istotą FOCHA było (i jest) to, że pokrywa naprawdę szerokie spektrum spojrzeń na otaczającą rzeczywistość. Wynika to z założenia, ze każdy pogląd, jaki by on nie był, jest wart przedstawienia. Jak widać po niniejszym tekście - także taki głoszony przez mężczyznę.

Dlatego na FOCHU wciąż można trafić na naprawdę gorące tematy, kontrowersyjne dla niektórych czytelników i dlatego bywało i tak, że w komentarzach miały miejsce rzeczywiste wojny, zaś Panie Redaktorki miały z tego powodu mnóstwo pracy moderacyjnej oraz pełne palce polemiki. Przez komentarze FOCHA przewinęło się też co nieco trolli, w większości wytrzymywały krótko, bo komentujący nie dali się zbyt łatwo prowokować, a jeśli już, to nie brnęli w pyskówki tylko punktowali delikwenta w sposób merytoryczny. Żaden troll tego nie wytrzyma, chyba że jest dojmująco głupi. A że i takie się zdarzają, stąd (niestety) FOCH ma swojego okresowego trolla, co odnotowuje gwoli ścisłości kronikarskiej. Jego imię brzmi legion. I tyle właściwie wystarczy.

FOCH jest miejscem dynamicznym (no, zmienny jest). Zmieniał się więc też skład jego redakcji. Z pierwotnego odeszły: jako pierwsza, nieodżałowana przez wielu czytelników, Aleksandra (ciepłośmy ją w komentarzach pożegnali ), po jakimś czasie, podążając za swoimi aspiracjami całkowicie rozluźniła więzi z FOCHEM Agata Połajewska, a w pewnym momencie zniknęła też z serwisu Monika Cieślik. Rzadziej zaczęła też pisać Ania Oka. Na szczęście reszta pierwotnego składu nadal ma się z FOCHEM ku sobie, Natalia Sosin wręcz związała się z nim na dobre, wchodząc na stałe w skład trzonu redakcji. Niewiele wcześniej FOCH zyskał również swojego osobistego sekretarza w postaci Gosi Tchorzewskiej i muszę wyznać, że był to nader trafny wybór.

Na miejsce odchodzących autorek FOCH pozyskał nowe, oprócz felietonów zaczęły się też na nim pojawiać inne formy przekazu czyli Foch Wideo, w ramach którego zaistniał Seks w małym mieście. Pojawiły się takie inicjatywy, jak WTF tj. What the FOCH, czyli FOCH w postaci skondensowanej (a także śpiewanej lub recytowanej), a także inne (ktoś pamięta forum FOCHA?). Nieodłączną częścią serwisu były oczywiście Listy od czytelników, pożywka dla piewców teorii spiskowych (to oczywista oczywistość, że to redakcja te listy pisze).

Skoro zaś wspomniałem o tej rubryce, to pora na bardziej osobiste spojrzenie na FOCHA. Od Listów do redakcji zaczęła się moja przygoda także jako autora na FOCHU. Jest to poniekąd zasługa Aleksandry, która pod jednym ze swoich felietonów sprowokowała mnie do napisania listu do redakcji. I tak już właściwie sie to potoczyło, bo tekst jakoś przeszedł przez redakcyjne sito, kolejne (oprócz chyba dwóch, które odrzucono) także. Udało mi się nawet opublikować jeden z tekstów jako zupełnie ktoś inny (co posłużyło jako zagadka pod którymś z moich tekstów), a także jako Linda Lovelace. Redaktor Naczelna bardzo sprytnie stopniowała moją przynależność do FOCHA, po odpowiedniej ilości listów pozwoliła mi już publikować w Fochu gościnnym, a końcu dała własny kącik - pod własnym pseudonimem. Zatem nie tyle Kasia jest moim stwórcą, a Aleksandra, ale bez tej pierwszej zdecydowanie nie mógłbym tu zaistnieć ku ogólnej zgryzocie czytelników i rozterkom piewców teorii spiskowych azali jestem lub nie wirtualny wytworem redakcji (a może nawet kobietą) oraz wszystkich tych, które uważają, że kobiecy serwis nie jest dla faceta (gdybyż tylko wiedzieli, kto jest jego pomysłodawcą).

W kontekście bycia kimś kto zdefiniował siebie jako Mężczyznę Inaczej, sympatycznie było obserwować reakcję Kasi, Natalii i Gosi, kiedy w końcu, po raz pierwszy spotkaliśmy się w Agorze. Wydaje mi się, że nie zapytałem ich jak sobie mnie wyobrażały i jak bardzo od tych wyobrażeń odbiegam. Przyznam się też, że sam nie bez obaw na owo spotkanie się udawałem, pamiętając jeden z napisanych przez Redaktor Naczelną komentarzy. Podobnie sympatycznie było (i jest) odnajdywać czasem pewne aluzje do mnie skierowane, jak choćby te w tekście Dominiki czy też samemu takie aluzje i wieloznaczności autorkom felietonów w komentarzach przekazywać.

Właśnie - FOCH to też komentarze, a skoro one, to przede wszystkim komentujący czytelnicy. Ponieważ jestem jednym z nich, uważam że należy im się ten skrawek mojego tekstu. Szczególnie, że bez nich FOCH byłby najwyżej jakimś rachitycznym, żałosnym dąsem. Siłą rzeczy nie wymienię tutaj wszystkich, a jedynie tych którzy zapadli mi w pamięć. Niektórzy z nich zresztą nie udzielają się już na FOCHU. Są to (alfabetycznie): aniakuleczka, anna T, Bonsai, boruta, DodoTheBird, e, ellen.cherry, eltinu, foch.pl_aj, foch_papagena, foch_you, head-cancer, iwanme, JAPONfan, kiciiaa, kivinen, Korab, lilka, marekrysiek, mirka, mirrorqueen, Moleskine, monoekann, mtdk, nianiaogg88, nikodem_73, no_easy_way_out, Number_Six, rannie.kirsted, się, Staruszka, taudzik, Verushka, very_bad_girl, wenerymarz, Żerafa. Część z nich to mężczyźni, byli na FOCHU wcześniej niż ja, co jak widać dowodzi, że to nie tylko serwis dla kobiet, a ja swoim zaistnieniem tu nie wprowadziłem żadnej anomalii.

Wracając do dylematu, o którym wspomniałem na początku, to dla mnie on nie istnieje. Nie wyobrażam sobie życia bez FOCHA (notka autorska nie wzięła się z sufitu). Po prostu ten serwis jest dokładnie dla mnie, miałem niesamowite szczęście, że on powstał oraz że na niego trafiłem. Ponieważ zaś dotychczasowa praca na tyle absorbowała mój wolny czas, że miałem go coraz mniej dla FOCHA, postanowiłem ją zmienić. Drżyjcie więc, bo będzie mnie tu więcej.

Na koniec oczywiście życzę FOCHOWI (tak jak inni przed rokiem) kolejnego udanego roku, mam nadzieję, że nadal będziemy się mogli tutaj wówczas przeczytać oraz pospierać w komentarzach. I mam nadzieję, że nadal w tym samym składzie (a może powrócą córy marnotrawne?) tak po stronie redakcji, jak i komentujących.

Więcej o: