Macanki-cacanki, a kobiecie radość!

Pamiętacie czasy, kiedy jeszcze było się czystą i niewinną, ale już hormony buzowały? I żeby mieć ciastko i zjeść (no, ugryźć) ciastko człowiek oddawał się macankom? Czy wciąż to robicie? I dlaczego tak rzadko?

Odczarujmy może na wstępie samo słowo "macanie", które mam wrażenie nie kojarzy się za dobrze. A szkoda, bo to ładne słowo. Kojarzy mi się z zawstydzającymi (wówczas) wyznaniami nastolatek: "Dałaś mu się zmacać?", "I co, było macanko?". A tymczasem, jak się tak nad tym macaniem pochylić, to przecież jest ono jakieś takie miękkie, ciepłe - jak ciało poddawane procederowi lekkiego gniecenia, pieszczenia, ugniatania miłośnie i z czułością. To macanie, które było niegdyś preludium do całej reszty, jedną z baz do zaliczenia (znów brzydkie słowa!) w damsko-męskiej rozgrywce jeszcze niepełnowymiarowo seksualnej, jest przecież wspaniałym elementem gry wstępnej. Więc może je odczarujmy, czy może: zaczarujmy na nowo? "Kochanie, chodź mnie pomacaj..." - zamruczmy zachęcająco.

Dotyk jest ważny. I chyba niedoceniany. Ponoć dla faceta dotykanie to od razu zaproszenie do bzykania - ot, tak działa prawo dźwigni, że od drobnych dotykalskich zalotów w męskim organizmie zachodzą właściwe reakcje. Ale czasem trzeba się po prostu pomacać dla samego macania. Zastanowiło mnie to, czy to jest jeszcze realnie możliwe w tych szybkich czasach, gdy mamy nieraz tak mało czasu na seks, że nie chce nam się "marnować" energii na to, co do niego nie doprowadzi, a przecież (chyba) powinno.

Nawet gruboskórni lubią macanie / fot. pexels.comNawet gruboskórni lubią macanie / fot. pexels.com

Dotyki są różne, ich granice indywidualne, a znaczenie znane kochankom. Czułość i bliskość w formie tulenia i głaskania - które między kochankami się pojawiają w sposób naturalny, niekoniecznie są i - ponoć - nie powinny być erotyczne. To jest po prostu czułość, której możemy doświadczać nie tylko z partnerem. W ten sposób okazujemy współczucie, wsparcie, przyjaźń, troskę. Tu nie ma macania.

Jest też dotyk erotyczny, który jest intymny i ma jeden cel: przyjemność seksualna, a przynajmniej jej - w perspektywie szybka do zrealizowania - obietnica. Przez rosnące podniecenie dążymy do orgazmicznego celu. Gdzieś pomiędzy tym mamy jeszcze dotyk zmysłowy, który jest po prostu przyjemny sam w sobie, ale tym się różni od erotycznego, że nie chodzi o osiągnięcie szczytów. Ot, przyjemne przechadzanie się po alpejskich łąkach - do szczytu niedaleko, ale nikt się tam na razie nie wybiera.

Nie śpiesz się tam, pospaceruj / fot. pexels.comNie śpiesz się tam, pospaceruj / fot. pexels.com

I tu, na tych łąkach, macanie jest pogrzebane. Bo albo na te przechadzki nie ma czasu (tak też jest fajnie), albo przez tę łąkę pędzimy na górę i zapominamy, że dobrze jest czasem pospacerować na wysokościach, ale bez wspinania się tam, gdzie już tracimy oddech. Ugniatanie ciała, jego wypukłości, krągłości jest przecież takie przyjemne. Było dla nas wszystkim w czasach niewinności, dawało pełnowymiarową radość - poczujmy się może czasem znowu jak nieśmiała nastolatka?