"Szkoła seksu Joanny Keszka" - czego uczą w tej szkole?

Od dziś na antenie kanału Planete+ zagości nowy program o obiecującej, edukacyjnej, nazwie "Szkoła seksu Joanny Keszka". Pierwszy odcinek obejrzałam. Czy się czegoś nauczyłam?

„Szkoła seksu” - to brzmi dumnie. Mało jest, niestety, w stacjach telewizyjnych rozrywkowo-edukacyjnych programów, które otwarcie mówią, czym jest seks, jak się kochać, jakie czynniki warto wziąć pod uwagę, kiedy planuje się życie seksualne, a także analizują problemy, które pojawiają się w większości związków po długim czasie jego trwania - jak rutyna i zanik namiętności. Podeszłam więc do "Szkoły" z dużą ciekawością. Nie tylko w związku z tym, że mówić się będzie o seksie, ale także dlatego, że jest to program, w którym występują pary, które o swoich problemach opowiadają na wizji.

Dzwonek jak na lekcję, rozpoczynający program, poskutkował natychmiastowym wyprostowaniem pleców i wytężoną uwagą. Pierwsza lekcja miała dotyczyć ludzkiej anatomii. Moje zdziwienie pojawiło się dość szybko - kiedy okazało się, że anatomia ma dotyczyć tylko kobiecych części ciała, mianowicie kobiecego sromu, wulwy, czy też cipki - słowa, które używane jest chyba najczęściej i którego również używa prowadząca program Joanna Keszka. Pary, które odwiedziły Joannę w domu, miejscu, w którym odbywają się wszystkie zajęcia, też zostały wypytane o nazwy, których używają na określenie kobiecych miejsc intymnych. Kobiety zostały poproszone o to, aby powiedziały, czy kiedykolwiek wzięły do ręki lusterko i oglądały swoje waginy z bliska.

Szkoła, to miejsce w którym, jak dla mnie poznajemy coś od podstaw. Najpierw idziemy do pierwszej klasy, gdzie część z dzieci zna już literki, część nawet czyta i pisze, ale znaczna część jednak dopiero się tego uczy i zaczyna poznawać język, którym się komunikuje. Podobnie jest z seksem, czy szerzej: z seksualnością. Nie każda kobieta jest na tyle odważna w wieku młodzieńczym, czy nawet dorosłym, aby z łatwością wziąć lusterko i przyjrzeć się sobie od tej strony. Mało tego, część kobiet nawet nie chce rozebrać się i obejrzeć swojego nagiego ciała przed lustrem, a oglądanie miejsc intymnych napawa je zdecydowaną niechęcią. Cieszę się, że Joanna trafiła na tak otwarte kobiety, które do szkoły przyszły się „doszkolić”, niemniej mam wrażenie, że jeśli się uczymy, to warto porozmawiać o akceptacji do swojego ciała, zaprzyjaźnienia się z nim, sprawdzenia, czy i jaki dotyk sprawia przyjemność. Warto pozwolić sobie na oswojenie się z nim, żeby potem może i sięgnąć po lusterko, ale również wyrazić zgodę na bardziej otwarte zachowania partnera lub partnerki.

mat. prasowe PLANETE+mat. prasowe PLANETE+

Rysunek cipki to zadanie, o którym krążą już miejskie legendy. W internecie roi się od filmików, w których kobiety na polecenie rysują i malują piękne, różowe cipki - z łechtaczką, wargami sromowymi, podkreślające kobiecość i ich kształty. Tymczasem mężczyźni zwykle zamiast wulwy rysują w najlepszym wypadku jajniki, a w najgorszym coś to trudno nazwać przedstawieniem narządów płciowych. Nie inaczej było i tym razem - u jednego pana widać wyraźne narysowane jajniki, u drugiego czarno-biały rysunek „ze wszystkim po trochu”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie analiza Joanny, która sprowadziła się do tego, że panowie traktują narządy swoich kobiet jako smutne, opuszczone, niedopieszczone.

Jest w psychologii „rysunek drzewa” - test, którego kiedyś powszechnie używano do określania cech osobowości do czasu, gdy okazało się, że jest on zupełnie niediagnostyczny i analizować go nie wolno. Kiedyś pokutowały takie mity, że w zależności od tego, co osoba na tym drzewie rysowała: dziupla, liście, korzenie - można było wyciągnąć wniosek, że jest osobą niedojrzałą, ofiarą przemocy lub kimś zaburzonym. Rysunki nie zawsze są dobrą metodą na przedstawienie tematu, zwłaszcza dla osoby dorosłej, a analiza, która nie ma z nią nic wspólnego - tym bardziej. Nie dość, że z tego, co powiedziane zostało w programie, bohaterowie regularnie dopieszczali łechtaczki swoich pań, więc jak sądzę, wiedzą, gdzie one się znajdują, a po drugie - do rysunku czarno-białego mógł ich chociażby skłonić brak umiejętności rysowania, bycie introwertykiem, niechęć do kolorów.

Czy naprawdę zaskakujące jest to, że kobiety chętnie używają różowego lub z większymi szczegółami rysują to, z czym mają kontakt codziennie? Nie podoba mi się to ćwiczenie. Powiela mity, że mężczyźni nie mają zielonego pojęcia o kobiecych ciałach, że nie wiedzą, że coś takiego jak łechtaczka naprawdę istnieje, podkreśla różnice między płciami. Tymczasem heteroseksualni mężczyźni, zwłaszcza ci w stałych związkach, seks uprawiają i wiedzą - przynajmniej w niewielkim stopniu - co służy do czego. Podobnie kobiety - nie każda z nich potrafi narysować, czy nawet dokładnie opisać męskie narządy płciowe, często się zdarza, że panowie uczą swoje partnerki jak dobrze, zgodnie z ich upodobaniem, zrobić fellatio, mówią, że określony dotyk ich boli, że nie lubią gryzienia i wiele, wiele innych tego typu instrukcji wspomaga codzienne życie seksualne par. Ile z nich potrafi to narysować? Nie wiem.

Anatomia to zarówno kobiece narządy płciowe, jak i męskie. Jedna i druga płeć ma swoje niedociągnięcia w tym temacie i ma prawo nie wiedzieć. Oczywiście, kobiety rzadziej poznają swoje ciała, niemniej i kobiety, i mężczyźni uczą się preferowanych przez siebie metod stymulacji, dotyku, pieszczot, które sprawiają przyjemność. W szkole nie można pomijać zajęć z anatomii męskiej, bo i panowie mają w kwestii rozkoszy coś do powiedzenia. Podobnie, anatomia kobieca, to nie tylko łechtaczka. Co prawda, bardzo podoba mi się plansza, którą Joanna pokazała na zajęciach, wskazując, że łechtaczka ma dwa razy więcej zakończeń nerwowych niż penis i że jest jedynym organem ludzkiego ciała, który służy wyłącznie do czerpania przyjemności, i trzeba się na niej skupić podczas seksu, bo zdecydowana większość kobiet czerpie przyjemność właśnie poprzez nią - ale kobiece narządy to nie tylko to łechtaczka!

Orgazm jest jeden, ale drogi jego dochodzenia są różne. Stymulacja łechtaczki jest najprostsza, bo bardziej dostępna dla kobiet i w procesie poznawania ciała i dotyku łechtaczki wykształcają się i utrwalają bodźce płynące właśnie z niej. Nie znaczy to jednak, że pochwa jest gorsza i lub słabiej reaguje na bodźce - wiele kobiet może nauczyć się przeżywać rozkosz właśnie dzięki niej, tylko po prostu nie wie jak, a poprzez podkreślanie różnic powstają kompleksy kobiet, że ich ciała są niedoskonałe, że nic nie czują i mężczyzn - że cały czas robili „coś nie tak”, skoro nie byli w stanie dać kobiecie orgazmu pochwowego. Orgazm to nie tylko budowa ciała, to również nastawienie psychiczne, poziom relacji z partnerem, otworzenie się na to, co ciało daje.

I jeszcze, co do anatomii żeńskiej - kobiece narządy to nie tylko łechtaczka i pochwa, to również, oprócz wielu innych, strefa G, której stymulacja może dawać nie tylko silny orgazm właśnie z pobudzenia tej części kobiecego ciała, ale również fontannę rozkoszy, czyli kobiecą ejakulację. To też można wskazać na rysunku, pokazując, gdzie się znajduje, jak wgląda, jaki dotyk strefa G lubi, aby dostarczyć partnerom nowych wrażeń. Lub być może nie nowych - ale uświadomić ich, że być może ten bezwonny płyn, który już wiele razy partnerów zaskoczył, a kobiety wprowadził w stan zakłopotania, to nie większa ilość lubrykacji lub mocz, ale właśnie amrita, czyli ejakulat, traktowany kiedyś jako boski płyn, a który dziś, niestety, traktowany jest nieco po macoszemu.

Mapa ludzkiego ciała pełna jest obszarów, które warto i trzeba moim zdaniem opisywać, wiele z nich owianych jest wciąż tajemnicą, a szkoła to miejsce, które w idealnym świecie te stereotypy i niewiedzę powinno przełamać. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie. Zatem, droga "Szkoło", do działa! Sama jestem belfrem, więc będę się nadal czepiać, zawsze mam dużo uwag i pytań, ale kolejna lekcję chętnie obejrzę!

Premierowe odcinki autorskiego programu "Szkoły seksu Joanna Keszka" w każdą środę o 23.00 na antenie PLANETE+

mat. prasowe PLANETE+mat. prasowe PLANETE+


Więcej o: