Gender factor, czyli krokodyla kup mi luby

Lubicie kupować? Same decydujecie o swoich wyborach? A czy same za siebie płacicie? Bo z lektury raportu "Gender factor" wynika, że faceci myślą, że to wciąż oni za nas płacą.

Wzięłam onegdaj udział w konferencji poświęconej raportowi "Gender factor - męskie branże w kobiecych rękach", który odpowiada na pytanie jak kupują kobiety, a jak mężczyźni? Preferencje zakupowe z uwzględnieniem podziału na płeć są ciekawe głównie dla marketerów - mnie jednak zainteresowały kulturowo-obyczajowe implikacje płynące z tego opracowania.

Prezentacja raportu Prezentacja raportu "Gender factor - męskie branże w kobiecych rękach"

Główna teza raportu jest taka, że kobiety jako klientki stały się Zosiami Samosiami - same decydują o swoich wyborach i preferencjach, mocniej też wchodzą w branże, które były dotąd postrzegane jako męskie: motoryzację, alkohole, sport. Z kolei mężczyźni jakoby stają się Modnymi Wrażliwcami i znacznie więcej niż kiedyś wydają na ubrania, kosmetyki oraz na akcesoria kuchenne i jedzenie. Bo gotują, imaginujcie sobie. Horrendum, straszliwy gender: baba siedzi i popija prosecco, a facet jej gotuje kolację - do czego to doszło!

O ile jednak większość wniosków raportu nie zaskoczyła mnie specjalnie, bo znajduję dla nich potwierdzenie bezpośrednie w otaczającej mnie rzeczywistości (moje koleżanki potrafią godzinami gadać o samochodach, a mój chłopak używa mniej więcej pięć razy tyle kosmetyków, co ja - ot, ludzie są różni i to niekoniecznie płeć jest czynnikiem determinującym owe różnice), to jedna rzecz uniosła mi brewki wysoko. Otóż z badania wynika, że mężczyźni są przekonani, iż: a. kobiety zarabiają więcej, b. za wybory zakupowe kobiet płacą mężczyźni.

"Gender factor - męskie branże w kobiecych rękach"/Glossy Media

Kobiety zarabiają więcej? Rozumiem, że chodzi o "więcej niż kiedyś", bo jest ich więcej i są bardziej aktywne na rynku pracy a także lepiej wykształcone niż to drzewiej bywało. Natomiast z całą pewnością nie zarabiają więcej niż mężczyźni - ze wszelkich badań, zarówno polskich, jak światowych jasno wynika, że istnieje duża dysproporcja płac kobiet i mężczyzn. Według danych zebranych przez firmę Sedlak&Sedlak w zeszłym roku w Polsce mężczyźni zarabiali przeciętnie o 28% więcej niż kobiety. W skali globalnej jest podobnie (choć nieco lepiej jednak) - według danych Międzynarodowej Organizacji Pracy kobiety zarabiają 77% tego, co mężczyźni. No niestety. Choć to wciąż obyczajowa nowość, że kobiety w ogóle mają jakieś SWOJE pieniądze, którymi mogą dysponować wedle własnego widzimisię.

Natomiast ta druga kwestia - to mężczyźni płacą za wybory zakupowe kobiet wydaje mi się bardziej tajemnicza. Po pierwsze kobiety i mężczyźni mają na tę sprawę wyraźnie odmienny pogląd: panowie uważają, że płacą za nasze zakupy, kobiety uważają, że nie. Nie mam pojęcia skąd ta niezgodność opinii - czy to panowie są tak przywiązani do wizerunku samych siebie jako władców portfeli oraz hojnych fundatorów, pokrywających szczodrym gestem te śmieszne kobiece kaprysiki, czy to kobiety odpowiadając na to pytania myślą tylko o faktycznie swoich zakupach, a nie o tych wszystkich wspólnych pralkach, telewizorach czy samochodach? Za te, istotnie, płaci się zazwyczaj ze wspólnej kasy, ale jeśli ze wspólnej, to skąd męskie przekonanie, że to tylko oni ponieśli koszty? A może chodzi o słynny sponsoring? Byłoby to jednak zjawisko aż tak powszechne?

Odwołując się zatem do znanej mi rzeczywistości - bo żadnych twardych danych na potwierdzenie lub obalenie tej tezy nie umiem znaleźć - mogę rzec jeno, że chyba nigdy, do żadnego mężczyzny (oprócz taty, ale wiecie: tata jest z innego pokolenia) nie powiedziałam: KUP MI. Pierścionek, sukienkę, perfumy, samochód, krokodyla. Kup mi, bo ja jestem "taka mala" i sama sobie nie kupię. No dobrze, pamiętam jedną i czuję lekkie zażenowanie. Bo, kurde, honor mi nie pozwala! I ambicja.

Owszem, lubię dostawać prezenty, jak chyba każdy człowiek, a jako osoba praktyczna do bólu chętnie wskazuję interesujące mnie konkrety - jeśli ktoś o takie wskazówki poprosi. Ale tu mówimy o sytuacjach i okazjach wyjątkowych. Przeważnie jednak, zarówno swoje potrzeby jak i kaprysy (ciuchy, buty, kosmetyki, alkohol, biżuterię, sprzęt elektroniczny, COKOLWIEK) finansuję sama. Rzeczy, których nie jestem w stanie sfinansować sama (z pojedynczej pensji trudno jest na przykład prowadzić gospodarstwo domowe - wyrzęziła ledwo żywa nasza szkapa) przeważnie dzielę w taki czy inny sposób z partnerem. Modeli tego podziału (proporcjonalnie do zarobków? Pół na pół?) pewnie jest wiele, ale coraz rzadziej spotykam się z sytuacją, że od płacenia jest pan, a pani tylko pokazuje rączką ZA CO. Ale może ja żyję w jakimś wydzielonym terytorium zaludnionym przez te ambitne Zosie Samosie, a tam gdzie Wy żyjecie jest inaczej? Powiedzcie!

PS. Pozdrawiam te dwie miłe dziewczyny, które po prezentacji raportu przyszły mi powiedzieć, że czytają i lubią Focha. Foch lubi Was!

Prezentacja raportu Prezentacja raportu "Gender factor - męskie branże w kobiecych rękach"

Więcej o: