Nie pozwól, by lęk cię ograniczał

Wszyscy czegoś się boimy. Są poważne lęki - przed śmiercią bliskich, chorobą, nagłym kalectwem i zupełnie przyziemne - przed ośmieszeniem się przed znajomymi, czy zjedzeniem budzących odrazę potraw. Mieszkająca w Nowym Jorku Michelle Poler uznała, że ogranicza ją zbyt wiele lęków i postanowiła kreatywnie rozprawić się z nimi.

Strach bywa motywujący i konstruktywny, ale może być paraliżujący i utrudniający funkcjonowanie. Co z nim robić? Pochodząca z Wenezueli Michelle Poler ma dziesiątki mniejszych i większych lęków i fobii. Postanowiła przeprowadzić na sobie eksperyment i zmierzyć się ze wszystkimi, dokumentując postępy w przełamywaniu swoich ograniczeń. Jej projekt nazywa się "100 dni bez strachu". Jak sama opisuje motywację na stronie internetowej projektu - "Pewnego dnia zdałam sobie sprawę, że pomiędzy mną, a życiem, jakie bym sobie wymarzyła, stoi strach przed porażką. Postanowiłam uwolnić się od ograniczeń, jakie sama narzucałam sobie stylem życia, jaki wydawało mi się, że muszę mieć. Postanowiłam się uwolnić i zacząć naprawdę przeżywać swoje życie".

Plan jest prosty: zmierzyć się z jednym lękiem lub ograniczeniem co dzień przez sto dni. Jakie to lęki? Różne - strach przed biedą (w Nowym Jorku bardzo realny!), przed koniecznością życia za pięć dolarów dziennie, przed samotnym wychodzeniem do baru, przed bólem przekłuwania uszu, przed przewijaniem niemowlęcia, przed rozmawianiem z obcymi.

Komuś te lęki mogą wydać się banalne, ale kogoś, być może, zainspirują do zmierzenia się z tym, czego sami się obawiają. Mnie na pewno zainspirowały do zastanowienia się nad tym, czego sama się boję i jaki strach mogłabym w swoim życiu przezwyciężyć. Przy okazji tych dywagacji zaczęłam też wypytywać wszystkich znajomych o ich lęki i odpowiedzi nie raz były zaskakujące: "Przed wyjazdem na festiwal Burning Man bałam się jak to będzie nie myć się przez tydzień na pustyni. Okazało się że to żaden problem", albo abstrakcyjne: "Jak byłam mała, to bałam się rdzy - że korozja zje cały świat".

Zabawne jest też to, jak wiele naszych obaw okazuje się z wiekiem nieistotnych i wręcz śmiesznych. Jak przypomnę sobie, jak strasznie się bałam niektórych klasówek w liceum, to mnie śmiech ogarnia. Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, jak bardzo to wszystko nie ma w dorosłym życiu znaczenia! Może zajęłabym się bardziej beztroskim życiem nastoletnim, a mniej - wkuwaniem. Koleżanki tak samo ze śmiechem opowiadają, jak to niegdyś nie odważyłyby się wyjść z domu bez makijażu, a teraz mają to kompletnie w nosie. Przełamywanie obaw związanych z naszym wizerunkiem - tym, jak siebie postrzegamy i jak chcemy, by widzieli nas inni - jest kluczowe dla wielu osób, które pragną się wyzwolić ze sztywnego gorsetu zasad.

Rys. Magda DanajRys. Magda Danaj

Z wiekiem przychodzą inne lęki i obawy. O dzieci, o starzejących się i coraz częściej schorowanych rodziców, o to, że kiedyś nas zabraknie i co wtedy z bliskimi? O to, że nagle stracimy wzrok, albo doznamy poważnego uszkodzenia, albo że nasze dziecko zapadnie na straszną chorobę. Boimy się agresji innych, nieraz jesteśmy (głównie kobiety ale nie tylko) gotowe na widok gadających pod sklepem trzech typków iść dookoła osiedla, tylko po to, by uniknąć konfrontacji.

Często towarzyszy nam lęk przed nagłą życiową tragedią, który bywa, że ma związek z traumatycznymi przejściami. Ja na przykład po dość burzliwym rozstaniu i zamieszkaniu w pojedynkę z psem, za każdym razem, gdy wracałam do domu, bałam się, że coś mu się stało - że wyciekł gaz i go zatruł albo że był pożar i on biedny zginął w strasznych męczarniach. Jakoś nigdy nie bałam się o to, że ja się spalę lub zaczadzę w środku nocy, ale o psa - tak. I, jak okazuje się, nie byłam w tym osamotniona. Jak wyznał mi kolega: "Jak widzę lub słyszę wóz strażacki od razu mam wizje spalonego mojego domu. Od zawsze".

Strach jest potrzebny, jest wykształconą w drodze ewolucji reakcją obronną ma źródło w instynkcie przetrwania, nie tylko u ludzi. Jest związany z przyszłością (bo w stosunku do wydarzeń z przeszłości możemy jedynie odczuwać żal, ból lub dyskomfort) i - jako rzecze Wikipedia - "może mieć skutek pozytywny, gdy efektem jest ochrona nas lub naszego interesu, albo negatywny, gdy powstrzymuje nas przed konsekwentnym dążeniem do celu".

Co gorsze - ból czy strach przed bólem (Screen z YouTube)Co gorsze - ból czy strach przed bólem? (Screen z YouTube)

I o tym warto pamiętać. Jeżeli będziemy się bać jakichkolwiek zmian, wyzwań i działań, nigdy niczego nie osiągniemy. Strach nie może powstrzymywać przed robieniem czegoś, czego byśmy chcieli, czy - jak to powiedziała wspomniana Michelle Poler - stać między nami a tym, jakie życie chcielibyśmy wieść.

A na koniec bonus w postaci rankingu strachów, do jakich przyznali się inni:

"Bałem się smaku oliwek i nadal boję się tknąć brukselkę i kalafiora".

"Boję się policjantów. Nigdy, poza szybką jazdą, niczym się nie zhańbiłam, ale boję się jak cholera".

"Boję się wilków z Akademii Pana Kleksa, ludzi z całkiem białymi oczami w filmach i ciemności".

"Bałam się Michaela Jacksona w Thrillerze".

"Obudzić się w trumnie (spadek po głupiej katechetce z podstawówki), wejść w kałużę w której leży skryty zerwany przewód wysokiego napięcia (dziedzictwo po pani od ZPT) i mieć sprawny rozum w niesprawnym ciele, na przykład w wyniku uszkodzenia rdzenia albo choroby".

"Boję się wchodzić i wychodzić z pociągu i jest to lęk realny, bo kilka razy poślizgnęłam się i noga wpadła mi w otchłań miedzy pociągiem a peronem. Zawsze najpierw kurczowo łapię za poręcz, potem mierzę odległości i z duszą na ramieniu robię krok".

"Rozmów telefonicznych. Nie ma znaczenia, czy to załatwianie spraw, czy pogaduchy towarzyskie".

"Szerszeni. Lęk przed osami i pszczołami udało mi się opanować - kiedyś uciekałam w panice, jak tylko coś mi zabrzęczało koło ucha, teraz ratuję pszczoły i generalnie nie ma strachu, tylko ostrożność".

"Schodów w otwartych przestrzeniach. Ruchomych w szczególności. Plus tego strachu jest taki, że wiem gdzie są trasy dla niepełnosprawnych i w razie czego mogę pomóc".

"Jak miałam 6 lat, to dziadek chciał mi zrobić radochę i zabrał na "E.T.". Tak mnie przeraził wygląd ufoludka, że potem pół roku bałam się, że to E.T. bulgocze w rurach od kaloryferów i idzie po mnie, i w ochronie przed nim spałam z mokrą chusteczką w ręce, bo chciałam się w niej schować, kiedy już dojdzie".

"Ze strachu przed marszem wilków z Akademii Pana Kleksa uciekłam z sali kinowej".

"Panicznie bałem się śmieciarek i śmieciarzy. Ktoś mi w przedszkolu wmówił że w śmieciach siedzi BEBOK. I uwierzyłem. A teraz boję się chodzić w nocy po mieście i jeździć samochodem i autobusem".

"Wszędzie chodzę z gazem pieprzowym. Panicznie boję się psów bez smyczy".

"Kłębowiska robaków".

"Pająki - zawsze. Kiedyś bałam się też pobierania krwi ale przeszło mi jak w ciąży musiałam się przyzwyczaić. A teraz też się boję, że któregoś dnia dojdę do wniosku, że to całe korpo nie było tego warte".

"Że zostanę sama i sobie nie poradzę. To taki strach inny niż pająki. Ogromny, spędzający sen z powiek".

"Miałam na studiach świetną koleżankę, która dorastała za granicą i uczyła się w szkole niemieckiej. Pokazali jej tam ET jak miała kilka lat i - jak twierdzi - przez rok sikała do łóżka, kiedy jej się przypomniał "ET z tym świecącym paluchem, jak mowi ET WILL NACH HAUSE. NACH HAUSE TELEFONIEREN".

"Polityków, bo dawno nie było takiej agresji w mediach jak teraz".

"Jak telefon dzwoni o dziwnej porze".

"Ja się bałem waty - jak głosi rodzinna legenda. Rodzice owijali nią przedmioty których nie mogłem dotykać. Podobno pomagałem sobie miotłą: zgarniałem watę i brałem przedmiot".

"Mam takie mocne wspomnienie z dzieciństwa, ze bałam się ludzi, którzy mogliby łatwo zmienić swoją powierzchowność. Gdy byłam jako dziecko z ciocią na wakacjach w uzdrowisku, w stołówce siedzieliśmy przy stoliku z panem, który nosił okulary. Kiedy je zdejmował, bałam się na niego patrzeć i chowałam się pod stół".

"Boję się, że przyjdzie dzień, w którym po prostu nie wstanę z łózka, bo uznam, że mi wszystko jedno".

A ty - czego się boisz?