Gdy twój facet "zapomina", że jest mężem... innej

Historia to znana, pani poznała pana... Przez internet. Miało być pięknie, wszak robił wrażenie idealnie dopasowanego. Do czasu, gdy okazało się, że zapomniał wspomnieć o dwóch drobiazgach - żonie i dziecku.

Unsplash.com CC0 Pani poznaje pana (fot. Unsplash.com CC0)

Poznawanie przez internet ma takie minusy, że obiekt poznawany jest wyrwany z kontekstu - nie mamy z nim wspólnych znajomych, nie znamy jego historii i tyle o nim wiemy, ile sam nam zechce o sobie powiedzieć. Jednak ta sytuacja niczym się nie różni od poznania kogoś w klubie, pubie, czy w parku (archaiczny przykład, pochodzi z czasów, kiedy ludzie rozglądali się dookoła zamiast śledzić newsy na smartfonie). Zatem sposób poznania nie ma tu nic do rzeczy. Poznanie nastąpiło, przechodzimy do etapu poznawania.

I ten pan, co go ta pani w internecie poznała, okazał się idealny: mądry, oczytany, inteligentny, bystry, przystojny i świetny w łóżku. Zaczęli ze sobą spędzać dużo czasu, chodzili wszędzie za rączkę, do kina, do łóżka, do teatru, do łóżka, na spacer bez smartfona, do łóżka. Trochę tylko był za młody- siedem lat młodszy, co w wieku zbliżania się pani do czterdziestki robi pewną różnicę. Ona rozwódka, matka dwójki dzieci, on - singiel bez zobowiązań. Różnica wieku i ilości obowiązków wpędzała ją w kompleksy, też wolałaby być młodsza i bez zobowiązań. Ale ponieważ nie była, to ukrywała pierwsze zmarszczki pod warstwą pudru, a całowała się najchętniej w półmroku. Okazało się, że jej kompleksy i ukrywanie oznak upływających lat były niepotrzebne, bo on jednak był starszy niż się w internecie przedstawiał i wyszło na jaw, że trochę jednak miał dziecko. To nie tylko nie wzbudziło podejrzeń pani, ale jeszcze ją ucieszyło - nie musiała już wyczekiwać mroku, żeby się z nim całować, a informacja o dziecku była również in plus - znaczy, że on też ma obowiązki. A co najważniejsze - nic go już nie łączyło z matką dziecka. Oprócz dziecka, ale to drobiazg, bo dziecko jest małe.

Za czas jakiś okazało się, że "to skomplikowane", bo facet nie tylko pomylił się podając wiek i stan posiadania dzieci. Zapomniał również, że jednak trochę, a nawet całkiem z matką dziecka mieszka. Poproszony o wyjaśnienie zamknął się w sobie, przestał odpisywać, oddzwaniać i tyle go pani widziała.

Pani rozpaczała podwójnie - po pierwsze dlatego, że wraz z nim zniknęła sielanka namiętnej miłości, a po drugie dlatego, że spotkała wypisz wymaluj swojego byłego męża. Bo kilka lat temu pan mąż zaczął chodzić z inną kobietą, której przedstawił się jako mąż były z jednym dzieckiem, pomieszkujący u rodziców. Widocznie mało w domu bywał i zapomniał, że dzieci jest dwoje, a ich matką jest z nim mieszkająca i niczego nie podejrzewająca żona - ot, drobne szczegóły, nie ma się co czepiać. A jego żona, wtedy obecna, a później była, jak później tego pana w internecie poznała, znów niechcący znalazła się w trójkącie, tylko w innym narożniku.

Historia lubi się powtarzać, ale ta powtarza się zdecydowanie za często. Sama wiele lat temu spotykałam się z wolnym facetem, który chwilę wcześniej się rozstał z dziewczyną. Było miło do czasu gdy nie spotkałam jego "byłej", która okazała się być obecną, w dodatku żoną, a nie dziewczyną, a z wózka, który prowadziła śmiał się wesoło ich bobas. I tym oto sposobem na moich oczach wydarzyła się (nie)cudowna przemiana: wyszłam do sklepu w towarzystwie swojego chłopaka, a wracałam z niego z cudzym mężem i ojcem.

Moja inna znajoma tak się rozpędziła w swoim udanym narzeczeństwie, że zaszła, w planowaną zresztą przez oboje, ciążę. Kiedy już ciąża stała się faktem, jej facetowi przypomniało się, że on już właściwie ma dziecko, i żonę, o której również zapomniał wspomnieć, również już ma. Drugim dzieckiem z nie-żoną nie był zainteresowany.

Innej koleżance dobrze się pomieszkiwało z facetem, dopóki nie odwiedziła jej jego żona, głośno i dobitnie wyjaśniając jego rzekome singielstwo.

I chyba najbardziej drastyczny przypadek tego, jak bardzo można się poświęcić dla miłości. Pewien pan z miasta X (dajmy na to z Poznania), zaczął się spotykać zupełnie niesłużbowo z koleżanką z pracy z miasta Y (niech to będzie Łódź). Oboje byli handlowcami, czyli prowadzili tryb życia jeżdżący - spotykali się to w jednym hotelu, to w drugim. Tak się złożyło, że dziewczyna z Łodzi musiała coś załatwić w Poznaniu, więc pan z Poznania zaproponował, żeby na kilka dni zatrzymała się w jego mieszkaniu. Szczęśliwie jej wizyta przypadała na czas, kiedy wyjechała jego długoletnia narzeczona, o której oczywiście zapomniał dziewczynie z Łodzi wspomnieć. I biedak musiał spakować i schować wszystkie ślady narzeczonej - jej ubrania, kosmetyki, zdjęcia, ozdoby. A po wyjeździe dziewczyny z Łodzi i przed powrotem narzeczonej zacieranie śladów łódzkich i zmiana dekoracji. Widocznie tak mocno obie dziewczyny kochał, że nie chciał żadnej ranić.

W tym miejscu mała dygresja - warto zweryfikować obiegową opinię, że niewiele się można nauczyć na studiach. Ależ czegoś zawsze się można nauczyć, trzeba tylko uważnie słuchać. Pewien doktor na mojej uczelni zwykł powtarzać z szelmowskim uśmiechem, że "każdy facet zdradza swoją żonę". Zapytany przez zatroskane studentki czy on też, z tym samym uśmiechem odpowiadał "ja się na tym nie znam, od kolegów słyszałem". Pewnie nie miał racji, pewnie wszyscy nie zdradzają, ale ilu? Wielu? Większość? Mój też? Wasz?

Jak zatem szybko wyeliminować potencjalnego "oszusta matrymonialnego", skoro obrączka nie zdaje egzaminu (bo po pierwsze w związkach partnerskich nie występuje, a po drugie i tak łatwo można ją zdjąć - tylko ten cholerny biały ślad po opaleniźnie)?

Może ich czipować jakimś inteligentnym czipem z sygnalizacją - w sytuacji intymnej z inną kobietą załączałby się alarm? Taaa, alarm to by zaraz podnieśli Obrońcy Praw Mężczyzn, że to zamach na ich wolność.

A może by tak tatuaż w widocznym miejscu? Np. na czole? Taki czołowy ekslibris, czy raczej w tym przypadku eksfrontis, np. "Własność Anny K."? Nie, niezależnie od jego zamiarów, to wątpliwy element dekoracyjny.

A może założyć portal, taki "CheatBook", w którym umieszczałoby się zdjęcie + krótki opis panów, którzy dopuścili się zdrady, żeby potencjalna ofiara mogła sobie sprawdzić status związkowy nowego chłopaka? To też obyczajowo kontrowersyjne, i ochrona danych osobowych. Nielegalne - nie przejdzie.

A może próbować dzwonić w środku nocy, jak śpi sam, to odbierze? Ryzyko, że uzna cię za nawiedzoną psychopatkę

Ha! Najprostsze metody są najlepsze, a rady starszych kobiet - niezastąpione. Może więc za radą cudownej mamy mojej przyjaciółki umawiać się regularnie w niedzielę w porze obiadowej? Jak ma rodzinę, będzie się migał

A jakie są Wasze metody na weryfikację statusu związkowego nowo poznanych facetów?

Anna Kapczyńska

* Anna Kapczyńska - PoznaniANKA od urodzenia, JeżycjANKA z wyboru. Miłośniczka absurdu i czarnego humoru. Autorka sztuk teatralnych, m.in.: "Strzelić Focha" wystawianej na deskach Teatru MplusM. Autorka tekstów do "Wuja Niechluja" - blogowej niemoralnej i politycznie niepoprawnej bajki dla dorosłych w odcinkach.

Więcej o: