Twórca "Grafik płakał jak projektował": Wyznaję zasadę, że klient nigdy nie ma racji

Na fanpage'u "Grafik płakał jak projektował" pokazuje projekty najgorsze, na stronie "FONT nie czcionka!" tylko te najlepsze. Oba działania traktuje misyjnie. Podobnie jak walkę o to, żeby z polskich miast zniknęły banery. Tomasz Tobys opowiada, jak uczynić nasze otoczenie piękniejszym.

Prowadzisz strony „Grafik płakał jak projektował” i „FONT nie czcionka!”. Masz na to papiery czy jesteś samozwańczym cenzorem brzydoty?

TOMASZ TOBYS: Skończyłem socjologię reklamy i komunikację społeczną na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Na tym kierunku nauczyłem się wrażliwości na sprawy społeczne. Teraz robię dyplom na Wydziale Grafiki katowickiej ASP. Rok temu podjąłem studia w Instytucie Kultury Uniwersytetu Jagiellońskiego. Poza edukacją - właściwie od matury pracuję w branży reklamowej, od ponad trzech lat jestem kierownikiem agencji reklamowej. Przez te lata nauczyłem się pracy z klientem oraz pracy w zespole.

Planuję w przyszłości iść na studia doktoranckie, na których podjąłbym tematykę związaną z projektowaniem, może też na studia podyplomowe, które uzupełniłyby moją wiedzę o architekturze i urbanistyce. A miałem zostać informatykiem. Tego w każdym razie po klasie matematyczno-informatycznej w liceum oczekiwali ode mnie rodzice. Ale nie dałem się. Rodzice nie są artystami, choć mój ojciec był fizykiem, który dostał się też kiedyś na ASP.

Od zawsze miałeś oko do piękna?

- Od zawsze miałem oko do kompozycji - taki gen. Ale w polskiej szkole niełatwo nauczyć się estetyki. Plastyka jest zawsze traktowana po macoszemu. Może gdyby wszyscy nie dostawali piątek na świadectwie, coś by się zmieniło. A na polskim powtarza się nam, że tekst musi mieć odstępy, ma być wyjustowany i że trzeba robić wcięcia akapitowe. Projektowanie graficzne jest bardziej skomplikowane.

(fot. www.facebook.com/grafikplakal)(fot. www.facebook.com/grafikplakal)

A czym się różni ogólnie przyjęta estetyka od indywidualnego gustu?

- Estetyka to taki wspólny mianownik. Popatrz na ten duży, czarny, kawiarniany parasol. Jest estetyczny, bo spełnia funkcję parasola, więc może tu stać. Ale może mi się nie podobać. To już kwestia gustu. Ludzie często mylą te pojęcia.

Chociaż sam wiesz lepiej, to - pracując w agencji - wyznajesz zasadę, że klient ma zawsze rację?

- Wręcz przeciwnie! Moja podstawowa zasada brzmi: klient nigdy nie ma racji - on nie może za nas projektować. Trzeba go uważnie słuchać, ale gdy grafik zaprojektuje zgodnie z pomysłem klienta, to sam klient potem płacze. Klient wybiera konkretną agencję ze względu na jej portfolio, a nie dlatego, że jej pracownicy potrafią obsługiwać program graficzny.

Denerwuje mnie jednak, jak projektanci robią coś za 50 zł. Powinno się pracować albo za darmo, albo za odpowiednie wynagrodzenie - które jest w stanie pokryć koszt legalnego oprogramowania, porządnego sprzętu i oczywiście koszty godnego życia dla grafika.

Twoje otoczenie zawsze było estetyczne?

- Zawsze zwracałem na to uwagę. W moim domu stały meble z PRL-u, proste, retro, trochę w stylu Bauhaus. Królowały meble na wysoki połysk, w prostych formach geometrycznych. A w przedszkolu najbardziej podobała mi się wielka drewniana szafa, w której każde dziecko miało swoją szufladę. Do dzisiaj pamiętam jej zaokrąglone, nowoczesne metalowe klamki, które stały w opozycji do drewna, jednak tworzyły spójną całość.

(fot. www.facebook.com/grafikplakal)(fot. www.facebook.com/grafikplakal)

A teraz lubisz otaczać się pięknem?

- Na pewno lubię przebywać w estetycznych wnętrzach - np. wnętrze ASP w Katowicach jest bardzo dobrze zagospodarowane pod względem funkcji - miejsca pracy artystów. Moje krakowskie mieszkanie jest wynajęte i zostałem zmuszony je wyposażyć meblami z Ikei - oczywiście jest w nim piękny drewniany parkiet, który uwielbiam. Właściwie ograniczam liczbę przedmiotów wokół siebie. Bliska mi jest ekologia, więc mam wiele rzeczy, które pochodzą z innego okresu w moim życiu i już do mnie nie pasują, ale nie wymieniam ich na nowe, bo działają. Popatrz na rower, którym przyjechałem - to stary góral, nie jest designerski, ale funkcjonalny.

Czy dobry design musi być drogi?

- Może być tani i fajny. Organizuje się coraz więcej wydarzeń, na które każdy może przyjść i czegoś się nauczyć, np. World Usability Day w Katowicach, targi designu albo różnego rodzaju warsztaty, np. odnawiania mebli. Nie rozumiem, czemu ludzie tam nie chodzą, tak samo jak nie rozumiem, dlaczego nie chodzą do galerii sztuki. Fajne meble można znaleźć nawet w... rowie. Ostatnio jechałem z Bielska do Krakowa i przy drodze zobaczyłem wyrzucone krzesła. Pewnie zapłaciłbym za nie 800 zł od sztuki. Dałem je do renowacji, za każde zapłaciłem 120 zł, czyli tyle, ile za meble z Ikei, a mam coś wyjątkowego. Niektórzy projektanci sztuki użytkowej tworzą czarne krzesło za 800 dolarów, a białe kosztuje już pięć razy więcej. Bo to białe ma rangę sztuki. Jasne, chciałbym siedzieć na dziele sztuki, ale bez przesady z tym snobizmem! Tak jak z iPadami i iPhone'ami, które są nawet przez niektórych pokrywane 24-karatowym złotem. Bez przesady. Apple to nie bóstwo, choć ma dobry design i jeszcze lepszy marketing.

Myślałam, że będziesz większym snobem albo hipsterem.

- Snob to chyba za mocne słowo. A na hipstera wyglądam? Kiedyś znajomi śmiali się, że jestem hipsterem, bo nosiłem okulary typu Ray-Ban, jeszcze zanim były trendy w Polsce. Ale daleko mi do hipstera, który będzie obnosić się z designerskim rowerem, efektownymi słuchawkami na uszach i najnowszym modelem iPhone'a. Zawsze staram się wybierać rzeczy, które mnie otaczają w sposób racjonalny, z poszanowaniem ekologii - wiec zwracam również uwagę, jak dany przedmiot jest zapakowany.

(fot. www.facebook.com/grafikplakal)(fot. www.facebook.com/grafikplakal)

Czujesz się trendsetterem?

- Moja szafa ostatnio jest zaniedbywana, a to wszystko z braku czasu. Nie epatuję jakoś specjalnie swoim wizerunkiem, wolę nie zaprzątać sobie tym głowy - wybieram często zwyczajne jeansy i prostą bluzkę. Ale do designu mam intuicję, np. od razu spodobały mi się nowe koncepty samochodów Volvo - nie miałem pojęcia, że modele koncepcyjne tej marki wejdą do produkcji, a tutaj premiera Volvo XC90.

To, co jest modne, najpierw hołubią elity, potem przechwytuje to klasa średnia i wtedy przestaje być modne, bo traci na indywidualności. Ci, którzy się nie znają, najczęściej ulegają trendom i potem chodzą po ulicy w niebieskich „baleronach”. Design staje się elitarny, niektóre rzeczy są z założenia przeznaczone dla wybranej grupy - jednak design powinien być dostępny dla wszystkich. W latach 90. wszystko było masowe, teraz na topie jest personalizacja.

Magazyn „FONT nie czcionka!” powstał w celach edukacyjnych?

- Wkurzało mnie, że moja koleżanka, choć jest graficzką, ciągle używała błędnie pojęcia „czcionka”. Założyłem fanpage, potem bloga, a teraz jest to portal branżowy w formie magazynu. To działalność non profit, nic na tym nie zarabiam. Chciałbym, żeby na stronie specjaliści mogli wymieniać się inspiracjami (w nowym numerze prawnik pisze o prawie autorskim, projektanci o designie, ciekawy tekst przedstawi translatoryk - opowie o lokalizacji produktu), podejmować konstruktywną krytykę projektów i wyznaczać nowe trendy. Tym sam zajmuję się w agencji - oceniam, poprawiam i pomagam zespołowi stworzyć lepsze projekty.

A „Grafik płakał jak projektował” też ma misję czy to raczej beka z nieudolności grafików?

- Ten fanpage powstał po „FONCIE...”, gdzie chcę publikować tylko pozytywne przykłady. Złe wiadomości szybko się rozchodzą, tak samo złe grafiki. Strona powstała 16 kwietnia minionego roku, a w ciągu kilku dni mieliśmy już 50 tysięcy fanów - obecnie jest to już prawie 160 tysięcy. Mam nadzieję, że ludzie zauważają misję, jaką niesiemy - pokazać to, co jest nieestetyczne.

Myślisz, że podziałało zabawne hasło czy straszna i śmieszna zawartość?

- Wykorzystałem marketingowo hasło w stylu: „Niemiec płakał jak sprzedawał”, z błędem gramatycznym, ale celowo. Chwyciło! Inne strony skopiowały ten motyw. A jeśli chodzi o zawartość, wstrzeliłem się w niszę. Wcześniej nie było miejsca, gdzie można by opublikować brzydkie rzeczy. Fani sami wrzucają swoje znaleziska. Ale nie tylko na żarty. Moim celem jest publikowanie tych najgorszych projektów (średnich nie wrzucamy!) i uświadomienie ludziom, dlaczego są złe.

Czasami szefowie jakiejś firmy zobaczą na naszej stronie swój baner albo ktoś im podeśle linka. Od razu zmieniają swoje nastawienie do reklamy i proszą o usunięcie z GPJP.

(fot. www.facebook.com/grafikplakal)(fot. www.facebook.com/grafikplakal)

Ale czy nie ma w tym aspektu klasowego, wyższościowego? Nie śmiejecie się przypadkiem z biednej prowincji, która nie ma gustu?

- Bardzo dużo projektów na stronie pochodzi z Warszawy i dużych miast. Próbuję udowodnić, że nawet banery, plakaty i reklamy realizowane na małą skalę i lokalnie można robić profesjonalnie. Wystarczy napisać tekst w Wordzie, ale nie justować go, wkleić zdjęcie, nie rozciągając go bez proporcji, dodać poukładane logotypy tej samej wielkości poniżej zdjęcia. Tyle wystarczy, by przekazać komunikat. A ludzie wolą wstawić obrazek jednorożca między tekstem a logo, dodać gradient i wybrać krój Comic Sans.

Ciekawie się robi, gdy wrzucamy nieudolne projekty, które powstały w słusznej sprawie, np. zbiórka pieniędzy dla chorego dziecka. Ludzie zarzucają nam, że z tego nie można się śmiać. Na litość boską, czy agencje reklamowe nie zrobiłyby plakatu dla chorego dziecka za darmo?

Od czego w takim razie rozpocząć edukację estetyczną?

- Przede wszystkim - od kogo. Od najmłodszych. Dzieci, wbrew temu, co sądzą ich rodzice, wcale nie potrzebują wokół siebie tylu kolorów. Wszystko rozpoczyna się na etapie przedszkola: brzydkie budynki, pomalowane na jaskrawe kolory place zabaw, plastikowe zabawki. A przecież dzieci mogą odkrywać świat inaczej.

A potem co - dzieci uczą rodziców?

- Jasne, dzieci wszystko łapią! W Anglii uczenie segregowania śmieci zaczęto właśnie od dzieci, które mają przecież ogromny wpływ na rodziców. Niech się zbuntują, że nie chcą do matury mieszkać w żółto-zielonych pokojach, ze wzorzystym dywanem. Ale to wymaga świadomej pracy nauczycieli. Dzieciom mówi się, że wszystko, co narysują, ulepią, napiszą, jest piękne. Może nie tędy droga? Baśnie, które dzieci przyswajają przecież od najmłodszych lat, są okrutne. Może zwrócą na coś uwagę, jeśli nie będzie idealne?

A potem, już w szkole?

- Niestety nie jesteśmy wszechstronnie wykształceni, wbrew zapewnieniom liceum „ogólnokształcącego”. Bardzo wcześnie i bardzo silnie następuje w szkole proces specjalizacji. To błąd. Każdy powinien choć trochę interesować się wszystkim.

A skąd ty czerpiesz inspiracje do pracy?

- Zewsząd. Od miejsc, w których graficy wrzucają swoje prace, po przestrzeń publiczną czy publikacje prasowe. Interesuje mnie przede wszystkim to, co się dzieje w polskim designie, ale również zwracam uwagę na trendy światowe.

(fot. www.facebook.com/grafikplakal)(fot. www.facebook.com/grafikplakal)

Jest teraz trend „pretty ugly” [piękna brzydota - przyp. red.], na pikselozę, kontrastowe kolory, chaos. Może projekty z „Grafika” się w niego wpisują?

- Jak ktoś chce tak sobie zaprojektować mieszkanie, kawiarnię albo fanzin, to droga wolna, ale nie powinno być na to miejsca w przestrzeni publicznej.

Hitem ze strony „Grafik płakał jak projektował” jest ulotka pizzerii, na której pizza leży na banknocie dziesięciozłotowym. Może do kogoś ta brzydota trafia?

- Może jak znajdę tę ulotkę w skrzynce pocztowej i będę umierać z głodu, to zamówię tę pizzę. Ale to będzie ten jeden raz - później wyrzucę ulotkę do kosza.

Ale może zbyt surowo oceniasz twórców tych projektów. Przecież nie każdy jest profesjonalistą!

- Sami nie naprawiamy kuchenki gazowej, to dlaczego projektowaniem nie mają się zajmować specjaliści/profesjonaliści? A przecież projektant zrobiłby to dziesięć razy lepiej i dwa razy szybciej! Trzeba mieć trochę pokory. Poza tym wszystkich obowiązują te same zasady. Oczywiście, jeżeli ktoś zabiera się za projektowanie, ma szanse zrobić dobry projekt, jeśli będzie pozbawiony efektów specjalnych: gradientów, cieni, dziwnych krojów pisma.

Podobnie z ulotkami wyborczymi w stylu Półbratek czy „Postaw ptaszka na ptaszka”? Śmieszą, ale nie wywołują pożądanej reakcji?

- Ludziom się wydaje, że jeżeli będą popularni w internecie, to dostaną się do sejmików, bo przecież to jest mandat obywatelski. Wyborcy nie są na tyle głupi, żeby zagłosować na kogoś, kto nie wykazuje się żadną estetyką. To nie budzi zaufania. Pani Półbratek nie otrzymała tym razem zaufania wyborców.

A jak oceniasz, z punktu widzenia estetyki, kampanię prezydencką?

- Duda miał takie dziwne, kolorowe, pseudoartystyczne plakaty, ale PiS ma generalnie dobrą identyfikację - świetne logo, zgodne z ideologią. Komorowski miał proste grafiki na białym tle, które nie zapadały w pamięć. Kotylion na czerwonym podlewie dałby lepszy efekt.

(fot. www.facebook.com/grafikplakal)(fot. www.facebook.com/grafikplakal)

Jechałeś już drugą linią warszawskiego metra?

- Nie, ale słyszałem, że jego projekt jest kontrowersyjny, więc chcę się przekonać na własne oczy. Druga linia metra ma zupełnie inną identyfikację graficzną niż pierwsza. Te kolorowe daszki, nieczytelne napisy nawiązujące do polskiej szkoły plakatu, zaśmiecona przestrzeń. Taki brak konsekwencji jest w Polsce typowy - ale trzeba to zmienić. Wbija się ludziom do głowy, że sztuka potrzebna jest wszędzie i w każdym aspekcie życia. A metro to przecież przestrzeń użytkowa, która powinna przede wszystkim spełniać kryteria funkcjonalne i wpisywać się w tkankę miasta, być prosta i sterylna. To się udało przy pierwszej linii, która jest szara, choć poszczególne stacje oddają charakter danych dzielnic. W estetyce wszystko opiera się na dopasowaniu, np. stacja Warszawa Śródmieście nawiązuje do architektury pobliskiego Pałacu Kultury. Ale to się nie podoba, bo jak słusznie pisze Filip Springer w książce „Źle urodzone”, architektura PRL-u kojarzy się z szarością, więc ją odrzucamy, przyjmując bezkrytycznie wszystko, co nowe. Epoka pastelozy lat 90. była właśnie niezgodą na szarość. A przecież bloki miały być mało widoczne, wtopione w miasto, więc szare.

W Polsce nie ma edukacji estetycznej, dlatego wszystkim się wydaje, że wystarczy użyć koloru, żeby coś było ładne. Architekci, którzy mieli odświeżyć budynek dworca we Wrocławiu, zaproponowali, żeby był biały, jednak rozgorzała dyskusja na temat koloru i finalnie jest pomarańczowy. Za rzadko w Polsce słucha się ekspertów: architektów, urbanistów, planistów. A o wyglądzie bloku 10-piętrowego nie powinni przecież decydować tylko jego mieszkańcy, bo ma wpływ na całą panoramę miasta!

Tak samo działa to z muralami. Powstają, bo są modne, zwłaszcza w Katowicach, w Łodzi i w Trójmieście. Tam świetnie pasują do tkanki miejskiej, nawiązując do postindustrialnego klimatu. W Krakowie, poza Zabłociem, gdzie mieści się dużo starych fabryk, między innymi fabryka Unitry, mnie rażą, wiele murali nie jest konsultowanych społecznie. Ale włodarzom miasta wydaje się, że to świetny wabik na turystów.

Często krytykujesz nie tylko rozwiązania urbanistyczne, ale i identyfikację graficzną urzędów.

- Bo nie rozumiem, dlaczego ministerstwa mają inne identyfikacje/inne znaki graficzne. Przecież ze sobą nie konkurują! Nie wiem, po co logo województwom - gdyby w województwie, w którym mieszkam, zrobili takie logo jak w pomorskim, to miałbym powody, aby się wyprowadzić. W Niemczech i w Wielkiej Brytanii wszystkie ministerstwa są opisane tym samym, prostym fontem, a ich motyw graficzny to godło. Polską bolączką jest mnożenie bytów, nadprodukcja, zaśmiecanie.

Jak można przeciwdziałać szpeceniu przestrzeni?

- Zerwałem kiedyś w Bielsku-Białej trzy nielegalne banery, a na ich miejsce pojawiło się dziesięć nowych. Postanowiłem więc napisać maila do Miejskiego Zarządu Dróg z informacją, w którym miejscu wiszą. Po dwóch tygodniach Generalna Dyrekcja Dróg i Autostrad oraz Lasy Państwowe zajęły się sprawą - widocznie posypały się kary, bo do dzisiaj banerów w tych miejscach nie ma. Moje oddolne działanie miało bezpośredni wpływ na tkankę miasta. I wiesz co? To może zrobić każdy!

fot. archiwum prywatne

*Tomasz Tobys. Dyrektor artystyczny w agencji reklamowej, absolwent socjologii reklamy i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Śląskim, teraz robi dyplom na Wydziale Grafiki katowickiej ASP. Prowadzi fanpage „Grafik płakał jak projektował” na Facebooku i magazyn „FONT nie czcionka!”. Pochodzi z Bielska-Białej, mieszka w Krakowie, studiuje w Katowicach. Do Warszawy wpada rzadko.

Więcej o: