Co damy pani na koniec roku - kwiaty czy złotą biżuterię?

Elegancka filiżanka czy maszynka do mięsa (sic!)? A może tylko kwiaty? Albo jeszcze lepiej: zamiast dawać kwiaty wesprzyjmy jakąś akcję charytatywną. Dyskusja o tym czy i czym uhonorować nauczycieli z okazji końca roku szkolnego twa w najlepsze. Może też bierzecie w niej udział?

Koniec roku szkolnego coraz bliżej, więc rodzice uczniów (a nawet przedszkolaków!) uczestniczą w dyskusjach na temat "zwyczajowych" prezentów dla nauczycieli. Jedni mają wątpliwości - czy w ogóle, oprócz symbolicznego kwiatka, należy coś dawać, czy to etyczne? W końcu nauczyciele wykonują swój zawód i dodatkowe nagradzanie ich upominkiem to trochę jak chodzenie do pana doktora z koniakiem, czy do urzędu z innymi "dowodami wdzięczności" - grząski grunt między miłym gestem, a łapówką. Może więc wystarczą kwiaty i laurki albo jakiś prezent wymyślony i zrobiony własnoręcznie przez dzieci? Inni uważają zakupiony z rodzicielskich składek upominek na koniec roku za nieodzowny element szkolnego obyczaju albo sposób na wyrażenie autentycznego uznania i wdzięczności za trud i pracę nauczycieli.

Choć niektórzy nauczyciele - jak Krzysztof Ponikowski ze Szczecina - sami sugerują, by zamiast dawać kwiatka, wesprzeć akcję charytatywną i zaoszczędzone na kwieciu pieniądze przeznaczyć na pomoc dla Nepalu. Piękny gest, ale nawet taka szlachetna w intencjach akcja jak #ZamiastKwiatka też wzbudza kontrowersje. Nie wszystkim nauczycielom się to podoba (bo przecież trzeba nauczyć dzieci... kultury wręczania kwiatów!), przeciwni są też właściciele kwiaciarni - z powodów dość oczywistych. Jak widać, powiedzenie, że gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania jest niestety bliskie prawdy. A prawdziwe schody zaczynają się dopiero przy wyborze tego właściwego, adekwatnego i stosownego prezentu.

Z rozmów ze znajomymi i własnych - jeszcze dość skromnych - doświadczeń wiem, że pomysły na prezenty dla nauczycieli oraz argumentacja za i przeciw bywają dość kosmiczne. Najpopularniejsze są dość neutralne typu filiżanka (no tak, ale do kawy czy do herbaty? A jeśli pan NIE LUBI kawy?) lub pióro (ale czy to nie za poważny prezent dla takiej młodej nauczycielki?). Pojawiają się jednak propozycje bardziej osobistych prezentów - coś z biżuterii, spinki do mankietów, krawat. Mnie osobiście najbardziej przerażają wielce praktyczne, a przy tym dość kosztowne upominki - nosidełko dla dziecka czy elektryczna maszynka do mięsa (oba przykłady całkowicie autentyczne). Panie nauczycielki napomknęły bowiem, że akurat te rzeczy by im się przydały...

Ze swojej (odległej) szkolnej przeszłości pamiętam tylko jeden prezent dla pani wychowawczyni, zazwyczaj dawaliśmy "tylko" kwiaty. Nasza nauczycielka nauczania początkowego na zakończenie roku otrzymała jednak modną wówczas "paletę", czyli zestaw kilkudziesięciu kolorowych kosmetyków: cienie do oczu, róże, szminki i inne duperelki zebrane w jednym praktycznym opakowaniu. Ponieważ były to szalone i tęczowe lata 80., mieliśmy okazję stwierdzić, że pani Jolanta używała WSZYSTKICH kolorów z otrzymanej palety. Prezent był więc w stu procentach trafiony, choć - jak dziś o nim myślę - cholernie niestosowny.

Przyznaję, że do tego obyczaju obdarowywania nauczycieli mam stosunek ambiwalentny. Gdzieś towarzyszy mi poczucie, że to jednak nie powinien być żaden obowiązek czy przymus, a kwiatki w zupełności wystarczą, jako gest pamięci i uznania. Ale gdy chodzi o naprawdę ukochane nauczycielki i przedszkolanki, przestaję być taka pryncypialna - należy im się jakiś miły prezent! Tak po prostu - od serca. Coś prostego, zrobionego własnoręcznie przez dzieci na przykład.

A jak jest u Was? Dajecie, nie dajecie? Pamiętacie jakieś dziwne prezenty lub propozycje tychże, które wzburzyły w Was krew lub uniosły brewki? A może (na pewno!) czytają nas jakieś nauczycielki i rzucą nieco światła jak to zagadnienie wygląda z ich perspektywy? Bardzo jestem ciekawa.

Różne są dowody wdzięczności - mam swoje preferencje Różne są dowody wdzięczności - ja mam swoje preferencje

Więcej o: