10 problemów, które zrozumieją tylko małe kobiety

Każda z nas ma w sobie coś, z czego nie do końca jest zadowolona. A to fałdka na brzuchu, za duży pośladek, a to podstępny siwy włos. To są rzeczy nad którymi można popracować. Ze wzrostem niestety nie można zrobić w zasadzie nic (nie licząc 12-centymetrowych obcasów). Pozostaje tylko samoakceptacja.

krzesło Fot. Magda Acer

To nie jest kraj dla niskich ludzi. Minęło wiele lat zanim polubiłam swój rozmiar krasnoludka. Jednak akceptacja tego czym się dysponuje nie sprawi, że świat stanie się bardziej przyjazny dla małych ludzi. Osoby, które znają mnie osobiście, wiedzą, że tym razem nie przesadzam i nie koloryzuję. Naprawdę jestem niska. Przysłowiowe metr pięćdziesiąt w kapeluszu. W dowodzie osobistym, w rubryce wzrost mam wpisane 158 cm, choć gdy ostatnio się zmierzyłam wyszło troszkę mniej - zakładam jednak, że to nieskalibrowana miarka stała się przyczyną tego zła. Życie osoby niskiej nie jest łatwe. Nie wierzycie, chcecie dowodów? Proszę bardzo.

1. Wszystkie spodnie są za długie. Smutna i trudna do wypowiedzenia prawda jest taka, że niskie osoby mają krótkie nogi. Natomiast większość spodni jest szyta na żyrafy lub inne modelki o kopytach kończących się w okolicy mojej szyi. Co oznacza, że muszę dopłacać do każdej pary 10-20 zł za skrócenie nogawek, mogę ewentualnie zaopatrywać się w Smyku lub innym sklepie oferującym asortyment dla dzieci o wzroście 158 cm.

2. Zakupy w spożywczym też mogą być krępujące. Produkty z górnych półek są dla nas nieosiągalne nie z powodu kosmicznych cen. Po prostu są za wysoko. Wydobycie niezdrowej mrożonki z dna zamrażarki również bywa wyzwaniem. Kto nigdy nie nurkował, ten nie wie o czym mówię. W każdym razie wygląda to mniej więcej tak, jak na załączonym obrazku.

Nurkowanie w poszukiwaniu mrożonki. Dobrze, że jest ta metalowa szyna, dzięki niej nie muszę tak wchodzić cała (fot. archiwum prywatne, tajne) Nurkowanie w poszukiwaniu mrożonki. Dobrze, że jest ta metalowa szyna, dzięki niej nie muszę tam wchodzić cała (fot. archiwum prywatne, tajne)

3. Ludzie patrzą na mnie z góry. Do tego można się nawet przyzwyczaić i nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że ja widzę dziurki od nosa ludzi patrzących na mnie z góry. Chciałabym to odwidzieć, ale stara prawda internetu mówi: "co zostało zobaczone, tego już się nie odzobaczy".

4. Rozmowa w cztery oczy z wyższym człowiekiem wchodzi w grę dopiero, gdy wejdę na krzesło. Normalnie moje oczy patrzą na tors lub biust wysokiego rozmówcy. Nawiązanie kontaktu wzrokowego wymaga zadzierania głowy do góry. Sami rozumiecie, że można poczuć się jak dziecko.

Krzesła. W świecie niskich nie służą jedynie do siadania. One wynoszą nas w inny wymiar. Krzesła. W świecie niskich nie służą jedynie do siadania. One wynoszą nas w inny wymiar (fot. longzijun flickr/Creative Commons)

5. Bardzo często lustra w łazienkach są zawieszone za wysoko. Tak, że mogę sobie co najwyżej obejrzeć czoło oraz grzywkę, gdybym ją miała. Dlatego w swojej łazience korzystam z podstawki dla dzieci o wdzięcznej jak to w IKEI nazwie FÖRSIKTIG.

6. W ogóle podstawka z IKEI oraz taboret są nieodłącznym elementem życia niskich. Sięganie do wysokich szafek oraz ścieranie kurzu z półek w okolicach sufitu bez taboretu nie wchodzi w grę. Jeśli nie ma taboretu można sobie pomóc widelcem. Może się wydawać, że to taki pomysł rodem z ChPD, ale działa.

7. Zapachy spod pachy. Moja głowa znajduje się standardowo na wysokości ludzkich pach. Podróżując komunikacją miejską czuję się często jak w pachowym domku, osaczona właśnie przez te intymne fragmenty ludzkich korpusów, emitujące niespecjalnie miłe wonie. Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest nieekologiczne przestawienie się na jazdę samochodem. Cóż, w praktyce to wcale nie jest takie proste, ponieważ...

8. Niskie osoby nie za bardzo dosięgają do pedałów. Zwłaszcza w dużych samochodach. W związku z posiadaniem krótkich nóg, dostęp do sprzęgła i hamulca bywa utrudniony. Żeby wcisnąć do końca sprzęgło muszę się prawie położyć. Nie wspominam już o samochodach, które nie mają podnoszonego fotela, dzięki czemu mojej głowy nie widać zza kierownicy. Nie, to nie samochód widmo krąży po mieście, to mała osobna za kółkiem.

9. Zbyt wysokie krzesła i ławki to nasza codzienność. Nie wiem kto projektował siedzenia na niektórych przystankach, być może miał taki zamysł i fantazję na temat dyndających w powietrzu nóg.

Klasyczna ławka niedostosowana do ludzkiego wzrostu. Przystanek tramwajowy pod Dworcem Centralnym w stolicy. Klasyczna ławka niedostosowana do ludzkiego wzrostu. Przystanek tramwajowy pod Dworcem Centralnym w stolicy (fot. Magda Acer)

10. Sport dla niskich - ktoś widział? Czy są jakieś dobre dyscypliny dla niskich? Hmm, na pewno nie basen, bo nawet w najwyższym miejscu muszę stać na czubkach palców, o ile nie planuję wciągać nosem chlorowanej wody. Koszykówka odpada, wiadomo. To może bieganie? Cóż... Ci z długimi nogami muszą wykonać mniej kroków niezbędnych do przebycia tego samego dystansu. Nawet matematyka, królowa nauk, jest przeciwko mnie. Podła larwa.

No dobrze, dość już tego marudzenia, przecież niski wzrost ma też swoje zalety. Niekwestionowane. Po pierwsze małe jest piękne. Nie mam problemów z za krótkim łóżkiem. Za krótkie łóżka nie istnieją w moim świecie, mogę spać nawet w dziecięcym, podołam. Idąc tropem łóżkowym, nie mam też kłopotów z krótką kołdrą i wystającymi spod niej stopami. Mogę się zwinąć w kłębek na siedzeniu w autokarze i kimnąć się podczas dłuższej podróży. Dodatkowo mój wzrost mnie odmładza, ponieważ nie różnię się specjalnie wysokością od dzieci z czwartej klasy podstawówki. Nieznany był mi problem niskiego chłopaka, przy którym nie mogę założyć szpilek. A jednak pomimo tych fantastycznych zalet chciałabym mieć tak z 10 cm więcej. Wystarczy w samych nogach.

Magda Acer