Ćwiczenia bez diety - działają czy nie? Perypetie w walce o rzeźbę

Świat oszalał na punkcie ćwiczeń i fitnessu. Trenerek przybywa szybciej, niż ćwiczących, a każda ładniejsza, zgrabniejsza, fajniejsza. Tylko czy ćwiczenia bez diety rzeczywiście pozwolą ci schudnąć?

Przed drugą ciążą miałam na brzuchu kaloryfer. Długo na niego pracowałam, lubiłam go, głaskałam sobie, grzałam się nim w chłodne wieczory. Trochę za nim tęsknię, bo choć od urodzenia córy wkrótce miną 4 lata, wciąż nie udało mi się do niego wrócić.

Najważniejsze, to dobry strójNajważniejsze, to mieć dobry strój (fot. BlindBloger)

Tak, ćwiczę. Wydaje mi się, że sporo, choć niekoniecznie z Chodakowską (ale wypróbowałam jej wszystkie treningi, wiem, o czym mówię), bo lepiej mi wychodzi w klubie niż w domu. Kocham wszystkie fitnessy świata, na zajęciach staram się być co najmniej cztery razy w tygodniu. Wybieram raczej te ciężkie niż łatwe, bo lubię wyczołgać się z sali w mokrej koszulce. A raczej wypłynąć na rzece potu. Kocham sztangę, cardio, ABS, tabatę, TBC, mocny pilates. Cokolwiek. Jak nie ćwiczę, staram się biegać, choć strasznie mnie to nudzi. Ale 10 kilometrów w czasie poniżej godziny nie jest dla mnie problemem. Staram się jeździć na rowerze do pracy, kiedy tylko mam na to czas (blisko 20 km w jedną stronę, potrzebuję co najmniej godzinę na dojazd). I co? Nic. Kaloryfer gdzieś tam jest, czuję go, ale ciągle przykryty zbyt miękką kołderką.

No, nie usiedzę spokojnie na miejscu zbyt długo (fot. BlindBloger)No, nie usiedzę spokojnie na miejscu zbyt długo (fot. BlindBloger)

Według wszystkich tabelek i norm nie mam nadwagi, choć ciągle nie wróciłam do wagi sprzed ciąży. Nie marzę o tym, żeby być chudą jak modelka, bo lubię mięśnie, ale ciągle pałęta się gdzieś po mnie to nieszczęsne 4-5 kg. I te wszystkie ćwiczenia niewiele potrafią z tym zrobić. Chciałabym ćwiczyć więcej, bo lubię i nie jest to dla mnie męka, ale trudno mi wygospodarować na nie więcej czasu. I tu dochodzimy do sedna - powinnam mniej jeść. Nie bardziej zdrowo, bo zdrowo jem od lat, ale mniej. Może to wiek, może to tarczyca, może cokolwiek innego. W każdym razie jeśli chcę ważyć mniej, wiem, że muszę jeść mniej. A jeść lubię i ciągle jestem głodna. Zawsze tak było.

Zawsze lubiłam jeść i zawsze jadłam. Jestem odkurzaczem, żarłokiem, mam apetyt - nazwij to, jak chcesz. Tłumaczyłam sobie, że potrzebuję energii do sportu i pewnie tak właśnie było - kiedyś trenowałam więcej. Śmiałam się, że wolę więcej ćwiczyć, niż rzucić jedzenie, bo jedzenie jest najlepsze na świecie. Dobre jedzenie, bo ustalmy:

- prawie nie jem słodyczy, bo słodki smak mnie nudzi

- nie jem fast foodów, bo mi nie smakują, poza tym boli po nich brzuch

- nie lubię pizzy, makaron okazjonalnie

- właściwie nie jem mięsa

- lubię ryby

- kocham warzywa, kasze, owoce

- typowa polska kuchnia (pierogi, kluchy, smażone, tłuste) mnie nie interesuje

- słodkie gazowane napoje i soki - fuj i ble.

Owszem, jem. Sporo, ale zdrowo (fot. Pexeles.com)Owszem, jem. Sporo, ale zdrowo (fot. Pexeles.com)

Umiem gotować, gotuję sama, zdrowe jedzenie po prostu mi smakuje. Tak, szczęściara ze mnie. Dlaczego więc nie mogę schudnąć?

Tak, wiem, że mięśnie też swoje ważą, ale wiem, co jest mięśniem, a co nim nie jest. Tak, wiem, pewnie jem za dużo, zbliżam się do czterdziestki, metabolizm się zmienia, nic już nie będzie takie samo. Muszę to zaakceptować albo się wyluzować. I to jest właśnie to, co chcę wam powiedzieć - jeśli chcecie schudnąć, musicie przestać tyle jeść. Choćby to było najzdrowsze. Tak, uważam, że zawsze lepiej ćwiczyć niż nie ćwiczyć, tak, ciało wam się zmieni, kiedy będziecie ćwiczyć, tak, być może coś tam się zmieni w obwodach. Ale jeśli chcecie schudnąć tylko ćwicząc - nie tędy droga.

Nawet Chodakowska przekonuje, że trzeba ćwiczyć i "zmienić nawyki żywieniowe". Nie mówi "dieta", bo to straszne słowo i wszyscy się go boją, dieta jest zła, okropna i jo-jo, ale tak naprawdę to, co proponuje, to taka "dieta do końca życia". Zaczynamy jeść zdrowo - to początek. Zaczynamy jeść mniej - to później. Ukochany Vetulani twierdzi, że powinniśmy jeść na raz tyle, ile zmieści się w naszej garstce i to nam wystarczy (tak, wiem, że to straszne, dla mnie też). Do tego ćwiczenia. Co działa? Wszystko razem. Dzięki jedzeniu mniej - tracisz sadło, dzięki ćwiczeniom - rzeźbisz. Bo rzeźbienie w sadle po prostu nie działa, choć bardzo chciałabym, żeby było inaczej. Biegnę na trening!

Więcej o: