Dlaczego mężczyźni myślą, że wszystko jest zachętą do seksu?

Uśmiechasz się przelotnie do nieznajomego w metrze, a on daje ci numer telefonu. Piszesz kumplowi, że jest super, a on odpowiada nagim zdjęciem. Owszem, niekiedy dodaje to animuszu, ale bywa, że staje się źródłem nieporozumień.

Linda nie wzywa policji, gdy usłyszy od nieznajomego na ulicy komplement. Ale zastanowi się poważnie, czy za agresję lub molestowanie nie uznać "przypadkowego" klepnięcia w pupę, złapania za biust, jak to zwykł czynić Wardęga w swoich prankach albo przeciągłego gwizdu, gdy przechodzi obok.

Sytuację realnego zagrożenia i błędów w komunikacji między kobietami i facetami łączy - wciąż niestety popularne w pewnych środowiskach - przekonanie, że kobiety zazwyczaj chcą seksu, tylko się wstydzą, więc nie warto ich pytać o zdanie. Większość "podrywaczy" ma poczucie, że kobiety wysyłają im "sygnały", a gdy mówią "nie", to na pewno oznacza: "daj mi chwilę", "nie przy ludziach" albo "jakiś ty słodki". O groźna (dla nas) naiwności!

Pewnie się ze mną tylko droczy...Pewnie się ze mną tylko droczy...

Cóż, kobiety i mężczyźni mówią różnymi językami, pochodzą z innych planet, mają inne mózgi itd. (tu można wpisać wszystkie pozostałe pseudonaukowe odkrycia, półprawdy i stereotypy).

Nie ułatwia też sprawy wychowanie, które od chłopców wymaga romantycznego zdobywania, a od dziewcząt naiwnego ulegania, a więc spojrzeń spod rzęs, przygryzania warg, odgarniania włosów, czy bardziej dosłownych zagrywek w stylu: "mam na ciebie ochotę, ale trochę się podroczę". Na co dzień ta gra sił sprowadza się do prostego pytania: dlaczego cokolwiek Linda zrobi, jej chłopak, jej koledzy i zupełnie obcy mężczyźni, myślą, że ona ma ochotę na seks? Może dlatego, że sami zawsze mają ochotę? Może dlatego, że chcemy być miłe, a oni bywają pozbawieni zdrowego samokrytycyzmu (stąd częsty przypadek, gdy podtatusiały pan w przepoconej koszulce bez rękawków "adoruje" piękną dwudziestolatkę). Może dlatego, że flirt oznacza dla Lindy niewinną zabawę, a dla facetów pierwszy krok, który na pewno będzie miał z góry wiadomy happy end?

Ale właściwie czy warto zastanawiać się nad tym, że sygnały, które Linda wysyła mogą być błędnie odczytywane? Dlaczego słysząc po raz setny ten sam tani tekst albo czując jego dłonie na swoich pośladkach w tańcu lub widząc, jak wyciąga z kieszeni klucze do mieszkania ze znaczącą miną, Linda analizuje swoje zachowanie w poszukiwaniu przyczyny? Na pewno przecież coś zrobiła źle!

Prowokowała go, za długo się na niego patrzyła, za szczerze rozmawiała. To teraz może wypadałoby zgodzić się na szybki numerek, żeby nie poczuł się zawiedziony, żeby go nie zranić, żeby spełnić jego marzenie. Stop.

Co z tego, że mężczyźni bywają kiepscy w interpretowaniu kobiecego zachowania? Co z tego, że kupili Lindzie drinka? Co z tego, że była uprzejma? Nie wszystkie musimy być zimne jak Elsa z "Krainy Loda". Linda lubi mężczyzn. Trzepotanie rzęsami, lekkie rozmowy, seksowne ubrania. I nie ma zamiaru przepraszać za każdym razem, gdy mężczyźni wyobrażają sobie za dużo.

Ale może powinna powiedzieć im wyraźnie, zwłaszcza że szczerość jest tak rzadka - że są pewne granice. Facetowi poznanemu w klubie może warto zwrócić uwagę, że "fajnie nam się rozmawia, ale nie oznacza, że pójdę z tobą do łóżka na pierwszej randce", koledze: "lubię cię, ale to by było na tyle", a własnemu mężczyźnie: "to, że rozbieram się w drodze do łazienki nie jest zachętą".

Na szczęście Linda ma na tyle samokrytycyzmu, by zdawać sobie sprawę z tego, że bywa kokietką. Czasami za późno zapala jej się czerwone światło. Gdy już flirtowała, uwiodła, usidliła. To wciąż nie oznacza, że mężczyźni mogą zakładać, że "nie", "nie wiem", "jednak nie" oznacza "tak". Kobiece niezdecydowanie nie zwalnia mężczyzn od przestrzegania granic, tak jak męskie pożądanie nie zwalnia kobiet od szanowania ich uczuć. Nie chcesz seksu? Powiedz to wyraźnie. Chcesz? On zapewne się ucieszy.

Więcej o: