Seks kobiety 40-letniej (gdy masz dzieci i psa)

Jeśli zapytasz przeciętną czterdziestolatkę, czy ważny jest dla niej seks, odpowie, że tak, oczywiście. I jeszcze spojrzy, jak na głupiego, że w ogóle o to pytasz. Bo przecież wiadomo! Dzieci i nadmiar pracy nie mają tu nic do rzeczy, seks to chleb nasz powszedni! Czyżby? Oto jak teoria rozjeżdża się z praktyką.

Foch.pl

40 to nowe 20 - wiadomo

Czterdzieści to nawet lepiej, niż jak się miało te 20, bo wiesz czego chcesz i jak lubisz. Jesteś niezależna, odważna, świadoma i ciągle jeszcze kobieca. W każdym razie nadal używasz kremów dla 30. plus. Przecież 40. się dopiero zaczyna! Jeszcze nic po tobie nie widać. Bez większych przekłamań, można cię określić jako dojrzałą boginię seksu. Kocicę na gorącym dachu, wampirzycę albo demona. Silna, zdrowa, przebojowa. Czy jakoś tak. No to zacznijmy od poniedziałku!

5.30 - poniedziałek

Budzisz się jeszcze przed budzikiem. Stary smacznie chrapie, wiadomo. On jakoś nigdy nie ma takich stresów, które nie pozwoliłyby mu chrapać. A niech go. Trącasz łokciem, w końcu, do cholery, niech też już się budzi. Z psem by poszedł, w śniadaniu pomógł! Ta, przekręca się na drugi bok i nie słyszy. Oni nigdy nie słyszą. Zwłaszcza jak w nocy dzieci płaczą. No nic, zwlekasz się sama. Idziesz z psem. Niech będzie, to ci na zdrowie wychodzi, skóra lepiej napięta, jak się człowiek rusza. Poza tym, powdychasz świeżego powietrza, no nie?

Wracasz, szybki prysznic i do kuchni. Czas uruchomić fabrykę kanapek. Po dwie na głowę i jeszcze po dwie do pracy i do szkoły. Wyjdzie prawie cały bochenek. O kurna, wędliny nie starczy. Może lecieć do sklepu? A może starego wysłać? O, wchodzi do kuchni właśnie. Buziaczek, sraczek, po szynkę byś poszedł! Z samym serem to niedobre! Dzieci nie zjedzą, no idź!

Poszedł, ogarniasz kawę, budzisz potomstwo. Malujesz oko - na razie jedno, bo mały jakiś marudny. Makijaż skończysz już w samochodzie, tradycyjnie. O matko, już tak późno? Nie, dziś się nie możesz spóźnić! Poganiasz towarzystwo, po drodze jest kilka sytuacji konfliktowych, które skutkują naburmuszeniem wszystkich członków rodziny. Trudno, nie możesz oczekiwać dobrego humoru w poniedziałek, to byłoby za dużo.

Kociokwik do 17.00

Pędem do pracy, po drodze zostawiasz potomstwo w placówkach. W pracy - typowy poniedziałek, jakby przez weekend te cholerne sprawy się mnożyły. Nie masz czasu na siku, nie mówiąc o kawie. I tak do 17.00. Wybiegasz, masz pół godziny na to, by zdążyć do przedszkola. Korki, stres, zgrzytanie zębów i rzucanie kurw. Ale się udaje! Wpadasz dosłownie w ostatniej minucie. Zwycięski sprint, a na mecie czekają małe ramionka! Ależ się stęskniłaś.

Wracacie do domu. Po drodze zakupy. Mały marudny jakiś. Bosz, żeby tylko nie był chory. W domu, wiadomo, zaczynasz od ogarniania leja po porannej bombie. Wypychasz starsze dziecko do lekcji, sama lecisz z psem. A potem jakiś obiad, ogarnianie po obiedzie, nastawiasz pranie. Samo się nie zrobi. "Mamo, zapomniałaś mi kleju kupić, prawda?" Wraca stary, odgrzewasz mu obiad, ogarniasz. On leci z psem i po klej, ty kąpiesz małego. Dalej - typowo - czytanie bajek, sprawdzanie lekcji, przygotowanie ubrań na rano.

Seks z Grekiem - najlepiej!

22.15 - zapada cisza, choć tobie nadal w uszach dzwoni. Stary zastygł na kanapie. Sztywny taki jakiś, wymięty, zmęczony. Trykasz go nieco, może pogadacie, ale on ziewa i bąka, że jeszcze musi ze dwa slajdy dokończyć. O Jesu, biedak. Idziesz się wykąpać. A może by tak? Dzieci śpią w końcu. A jakby on się uwinął z tymi slajdami, to takie miłe zakończenie dnia. Kładziesz się. Oczy ci się kleją. Nawet nie wiesz, kiedy odpływasz z Morfeuszem. Ostatnio ten grecki bóg wyparł twojego męża i skutecznie go zastępuje w sferach, powiedzmy, intymnych. Sny takie przyjemne. Aż do 5.30 następnego rana, ale budzisz się i nic nie pamiętasz. Niestety, seks z tym cholernym Grekiem bywa ulotny.

Scenariusz mało seksualny

Wtorek, środa, czwartek i piątek przebiegają według podobnego scenariusza. W piątek twoje zmęczenie osiąga apogeum. Zasypiasz zanim zdążysz pomyśleć o seksie. W ubraniu, nad książką, którą czytałaś dziecku. Twój życiowy partner budzi cię, głaszcze po głowie. Uwielbiasz tę jego czułość. A on jest tak samo wykończony jak ty. Zanosi malucha do jego sypialni, proponuje ci herbatę albo kieliszek wina, ale ty marzysz tylko, by trwale zamknąć powieki, najlepiej do 9 rano w sobotę. Morfeusz się nie liczy, chodzi o to, by w końcu odpocząć! Choć weekend tak w ogóle nie napawa cię optymizmem. Szybko się kończy, a ty chciałabyś zrobić tyle rzeczy. Pewnie nawet połowy nie da się zrealizować. Pewnie znowu prasowanie zostanie na przyszły tydzień. "A może w sobotę wieczorem odstawimy dzieci do dziadków?" - pyta on, z nadzieją.

No nie odstawicie, bo mały łapie katar i obydwoje dyżurujecie nad jego smarkami. W niedzielę okazuje się, że wirus był nieprzyjazny i gorączki dostaje starsze. Dalej jest już tylko gorzej.

Ochota na seks w każdym razie mija, jak ręką odjął. Ale nieważne. Jesteście razem, ciche porozumienie między wami. Kładziecie się zmęczeni obok siebie. Wtulasz się w jego szyję, on gładzi cię po włosach. "Rano pojadę do przychodni z małym. Wezmę zwolnienie, bo ty masz teraz trudniej w pracy" - mówi. "Zrobię zakupy" - odpowiadasz. "To kup coś na rosół, zrobię dzieciom" - mówi on, bo jak chore, to rosół najlepszy. "A wiesz, jak wyzdrowieją, to odstawimy ich do dziadków, pójdziemy może do kina?". No pewnie, świetny pomysł - mówisz już prawie przez sen.

I wcale seksu nie brakuje!

Zaraz znajdzie się tłum krytyków, który stwierdzi: co to za życie! Beznadzieja, on cię zostawi! Jesteś kwoką, znajdzie sobie młodszą. Albo: zachowujecie się jak stare dziady, tylko praca i praca, zero spontanu. Dno. Pewnie dorobkiewicze, kredyty spłacają, tylko współczuć.

Tymczasem ty wiesz, że to nieważne. Bo wiesz, że masz na kogo liczyć, że seks to w tym wszystkim tylko jeden z elementów i już nie najważniejszy. Już zbudował, co miał zbudować, teraz liczy się coś więcej. Zaufanie, partnerstwo i to, że jedziecie na tym samym wózku. Ale to solidny wózek (wzięliście w leasingu). I wiesz, że jak trzeba, to w ciągu sekundy staniesz się demonem seksu. Jeszcze możesz, jeszcze używasz kremu dla 30 plus, jesteś w formie, ciągle kobieca. On ciągle ci się podoba, ty ciągle jemu. Ale nie teraz, bo teraz jesteś taka śpiąca Morfeuszu! Ty znowu tutaj!

Więcej o: