Kobiety, przestańcie ciągle przepraszać!

Przepraszam, że żyję, że ośmielam się zapytać, nie wiedzieć czegoś. Z pewną taką nieśmiałością, uległością i poddaniem w sarnich oczach. Może wreszcie czas zerwać z tym przepraszaniem?

BanksySorry Banksy /fot. RichKnowles Flickr CC0

Przeczytałam ostatnio artykuł o tym, że kobiety za dużo i za często przepraszają. Ale jak to, pomyślałam? Odruchowo chciałam zaprzeczyć, że przecież ja tak na każdym kroku wcale nie przepraszam. Chciałam zaprzeczyć dopóki nie obejrzałam reklamy Pantene, do której odwołuje się tekst. No i trochę mnie olśniło, że nie jest ze mną tak świetnie. Że również zdarza mi powielać się te schematy.

Film jest z ubiegłego roku, ale wciąż aktualny. Zaczyna się od sceny, gdy podczas biurowego spotkania kobieta przeprasza za zadanie "głupiego pytania", potem druga przeprasza, że prosi kogoś na chwilę. I tak do połowy reklamy. Kobieta przeprasza pana w poczekalni za to, że jej łokieć leżał sobie wygodnie na podłokietniku krzesła, a pan musnął go swoim łokciem. Kolejna pani przeprasza za to, że podaje mężowi dziecko, gdyż mając dwie ręce zajęte, musi coś wyjąć z lodówki. A tak z dzieckiem na ręku, to jednak trochę ciężko i w sumie niewygodnie. Kolejna kobieta przeprasza mężczyznę za to, że mu przerwała, gdy oboje zaczęli mówić coś jednocześnie, są jeszcze przeprosiny za "kołdrowe zabory". Na szczęście w drugiej części filmu, możemy zobaczyć te same sytuacje, tylko bez tego nieszczęsnego przepraszam. Można? Można!

Przepraszam, że żyję

W jednym z artykułów odnoszących się do tego "zjawiska" możemy przeczytać, że taki model działania kobiet wynika ze sposobu, w jaki jesteśmy wychowywane. Mamy być grzeczne, uległe, wyczulone na emocje innych ludzi. A magiczne słowo PRZEPRASZAM ma łagodzić potencjalne konflikty. Przepraszamy tak na wszelki wypadek, żeby nikt się nie przyczepił.

SorryNo cóż ... /fot. Dr Case Flickr CC0

Przepraszam, a ja dzisiaj taka

Ile razy przeprosiłaś za przypadkowe i niezamierzone dotknięcie drugiej osoby. Za to, że się zaśmiałaś. Za coś, co nie jest jakimś wybrykiem, czymś złym, tylko spontanicznym odruchem. No właśnie.

Zdarzyło mi się przepraszać za swoją frywolność, za trudny do ukrycia entuzjazm. Za to, że otwarcie powiedziałam o swoich uczuciach. Za spojrzenie zbyt przenikliwe. Za to, że chciałam rzucić się na ciebie miły kolego, zedrzeć z ciebie ubranie i robić z tobą rzeczy wspaniałe i nieprzyzwoite zarazem. Za to muśnięcie paznokciami po karku, wcale nieprzypadkowe. Za to, że reaguję emocjonalnie, że bywam neurotyczna. Za rzucanie talerzami i przekleństwami w chwili większej złości (tu w zasadzie przeprosić należało). Za to, że się popłakałam ze zdenerwowania. Za poczucie humoru, trochę absurdalne i niepasujące do poważnego nastroju, który panował w biurze, gdzie nie wolno żartować, bo to urząd i trzeba zawsze być takim serio. Przepraszałam też, za to że się za dużo śmiałam. Za to kim jestem. Za to, że mówię szczerze. To kompletnie bez sensu.

Przyznaję, że to ważne, żeby utrzymać równowagę między zachowaniem kultury osobistej, a wyuczoną i wystudiowaną grzecznością. Bo za często powtarzane "przepraszam" traci gdzieś swój prawdziwy sens i blaknie, jak druk na paragonie. A kiedy naprawdę trzeba przeprosić, to trudno to z siebie wycisnąć. I to prawdziwe "przepraszam", wypełza gdzieś ukradkiem między zębami, zamiast dumnie się prężyć. Przepraszając zbyt często i co tu ukrywać, bez sensu deprecjonujemy swoją wartość i zaniżamy samoocenę.

Przepraszam za ten projekt

W pracy wielokrotnie spotkałam się z takimi sytuacjami, kiedy to kobieta oddaje powierzone zadanie kilka dni przed terminem, przepraszając, że nie jest doskonałe, że ona nie jest do końca przekonana, czy o to właśnie chodziło. I w ogóle to ona przeprasza, że to takie jakieś nijakie jest. A mężczyzna? Podrzuci szefowi z uśmiechem projekt pisma na ostatnią chwilę, będąc z tego dumny, jak Napoleon po zwycięstwie pod Austerlitz. Niestety ta wiernopoddańcza postawa jest fatalna w skutkach, ponieważ skazuje kobiety na zawodowy marazm. Strzelamy sobie pięknie w kolano. Oczywiście, nie wszystkie. Ale przyznaję, że sporo moich koleżanek i ja również, czasem to robimy. Nie wiem, czy wynika to z jakichś kompleksów, małej przebojowości czy nieuzasadnionej skromności.

Zatem życzę sobie i wszystkim nieśmiałym kobietom więcej pewności siebie, nie tylko w poniedziałek, przez cały tydzień też.

Magda Acer

Więcej o: