Dlaczego fajnie mieć siostrę? 10 (nie)ważnych powodów

Zazwyczaj jestem zadowolona z siebie w roli matki, ale czasem patrzę na moją bawiącą się samotnie córkę i czuję wyrzuty sumienia. Tylko jedna sztuka. Biedna, nieparzysta jedynaczka. A ja na przykład mam siostrę...

Siostra nazywa się Urszula, i chociaż trzy dekady temu nie byłam zadowolona z jej przybycia na łono rodziny (lalka Magdalena w tradycyjnym stroju węgierskim minimalnie wynagrodziła mi straty moralne), to dziś uważam, że mężowie przychodzą i odchodzą, koleżanki i przyjaciółki się miewa, a siostra - zawsze jest. Nawet, jeżeli zdradziecko zmienia po ślubie nazwisko i nie możecie już mówić o sobie The Wróbel Sisters.

A teraz twarde dowody fajności siostry w ogóle i w detalu.

1. LALECZKA

Mam to szczęście, że jestem starszą siostrą. Dlatego Ula zawsze musiała robić to, co chciałam ja (przynajmniej do czasu, kiedy okazało się, że jest ode mnie wyższa i silniejsza). A ja na przykład lubiłam bawić się w stylistkę, wizażystkę i fryzjerkę (dlaczego nie poszłam tą drogą zawodową?). Kto zniesie godziny szarpania za włosy, jeżeli nie młodsza siostra? Lubiłam też odgrywać podziwianą malarkę w swoim atelier - i to właśnie Ula musiała podziwiać i pytać inteligentnie o moją sztukę (tą drogą też nie poszłam, ale akurat jakoś nie żałuję). Czasami miała dość i wtedy walczyłyśmy - siostra to także znakomita okazja żeby wypróbować i przećwiczyć unieruchamiające chwyty, które kiedyś mogą uratować wam życie!

Mam i nie oddam / fot. Olga Wróbel Mam i nie oddam / fot. Olga Wróbel

2. TESTERKA

Fajnie mieć też siostrę starszą - to na nią spada zazwyczaj ogrom rodzicielskich wątpliwości wychowawczych, które przy drugiej pannie są już łagodniejsze. Tępieje też trochę ostrze ambicji mamy i taty. Wyjście na koncert z koleżankami i powrót nad ranem, weekend na działce, wakacje pod namiotem - tak, starsza siostra już to robiła i nadal żyje, chociaż mocno pachnie tytoniem, młodsza z pewnością też da radę.

3. EKSPERYMENTY

Fajnie kopci się z koleżanką w parku czy na murku pod szkołą, ale jeszcze fajniej jest powiedzieć siostrze na wakacjach u babci z lekką dumą i zarozumiałością, wynikającymi ze starszeństwa: "Idę zapalić, ale nikomu nie mów" i usłyszeć w odpowiedzi: "Spoko, też palę, idę z tobą". Następnie fajnie jest odkryć, że cztery lata młodsza siostrzyczka zaciąga się, jak stary wiarus (a ja się lekko krztuszę) i ma zawsze czerwone Marlboro, podczas gdy ja jaram jakieś wymemłane Pall Malle.

4. POGOTOWIE RATUNKOWE

Kiedy wiedzie mi się doskonale, potrafię dryfować w swojej bańce nad lśniącym oceanem życia, do nikogo nie dzwonić i nikim się przesadnie nie interesować. Kiedy natomiast nadchodzi trwoga (a nadchodzi zawsze), natychmiast biegnę na skargę do siostry lub zawracam jej głowę telefonicznie. Gdyż: Ula mnie zna i wie, kiedy się przejmować moim wyciem, a kiedy zbesztać surowym słowem i doradzić wzięcie się w garść (90% przypadków). Misje ratunkowe odbywam też ja - dla nikogo innego nie wylazłabym z ciepłego łóżka, żeby jeździć lodowatymi tramwajami po mieście i dowozić zapomniane pigułki antykoncepcyjne, bo właśnie mijają 24 godziny od zażycia poprzedniej.

Wsparcie i oparcie / fot. Olga Wróbel Wsparcie i oparcie / fot. Olga Wróbel

5. PODWÓJNA SZAFA

Hm, słyszałam, że to możliwe - w naszym przypadku to zawsze było trochę niewydarzone przedsięwzięcie. Mam naturę pedantyczną, Ula jest dramatyczną bałaganiarą (siostro, wiem, że to czytasz - mówię jak jest, nie ma rady). Dlatego moja szafa zawsze była dostępna i przejrzysta, za to jaskinia Uli... Dość powiedzieć, że do tej pory nie odnalazłam wielu czarnych topów i spódnic wypożyczonych w dobrej wierze.

6. KOSMETYKI

Wiecie, co najbardziej niepokoiło mnie po opuszczeniu rodzinnego domu? Kwestia lakierów do paznokci. Czemu te buteleczki są takie duże i drogie? I tak nigdy się ich nie zużywa do końca (przysięgam, nigdy nie wyrzuciłam pustej butelki po lakierze, za to bardzo wiele uschniętych lub znudzonych). Zawsze miałyśmy wspólne zbiory z mamą i siostrą, a tu nagle jestem sama, odcięta od żyły kolorowej emalii. Rozwijając temat, z siostrą zawsze można bezproblemowo wymienić kosmetyki, które się znudziły lub nie pasują. Albo pozyskać te, na które ona ma uczulenie, a ty nie (czyli większość, he he he).

Wzajemny serwis świadkowski / fot. Olga Wróbel Wzajemny serwis świadkowski / fot. Olga Wróbel

7. KODOWANIE

Mamy z mężem trochę prywatnych żartów - ale jego znam sześć lat, a Ulę trzydzieści. Za nami - setki godzin nudnych, rodzinnych uroczystości, podróży samochodami i pociągami, wysiadywania w poczekalniach, na egzaminach (wspierałyśmy się wiernie na sesjach, maturach i w kolejce do państwowego ginekologa). Trzeba to było jakoś ubarwić i rozchichotać. System naszych kodów, żartów i nawyków jest ogromny (na przykład - stawianie sobie wirtualnych minusów za nierozpoznanie cytatu z popkultury młodości). "Osobiście preferuję omlet z dżemem". Zwykłe zdanie, a my już jesteśmy w roku 1995 i wyśmiewamy się z turystów na Murowańcu, podczas gdy nasi rodzice ogarnięci są romantyzmem Tatr. Z nikim innym nie mam takiej chemii i już chyba nie zdążę mieć.

8. BEZ WSTYDU

Menstruacyjne anomalie? Suchość pochwy? Hemoroidy? Owszem, można pogadać o tym wszystkim z paniami w poczekalni, zawsze chętnie omawiającymi wszelkie dolegliwości. Ale lepiej z siostrą - bo mamy te same geny i podobne nawyki, więc rozmowy o zdrowiu są bardziej pokrzepiające. Wiele uspokajających moje hipochondryczne nerwy konwersacji zaczynam od zdania "Ulaaaa, czy miałaś tak kiedyś że..."

Krytyczny rzut oka na fryzury / fot. Olga Wróbel Krytyczny rzut oka na fryzury / fot. Olga Wróbel

9. NA BRUDASA

Na spotkania z koleżankami zawsze muszę się trochę odpicować - w końcu chcę być wizytówką siebie i swojego stylu życia, a nie wsnuć się do kawiarni, skubiąc skórę złażącą z nosa i narzekając, że boli mnie kręgosłup. Z siostrą - no cóż, przecież nie ma przed kim udawać. Ktoś, kto na licznych imprezach wyławiał mi włosy z sedesu, nie zniechęci się byle czym.

10. DIAMONDS ARE FOREVER

Kiedy w dzieciństwie często się kłóciłyśmy nasi rodzice, ludzie czasem nieco melodramatyczni, brali nas na rozmowę i mówili tak: "My kiedyś umrzemy i wtedy będziecie miały siebie. Musicie się kochać i zawsze sobie pomagać". Podziałało (chociaż rodzice nadal żyją i cieszą się dobrym zdrowiem).

Więcej o: