8 powodów, dla których powinnaś wyjść z pracy. Natychmiast!

Nie byłaś na przedstawieniu przedszkolnym syna, opuszczasz wywiadówki? Gdy dzieci chore, łatasz babciami, a dwutygodniowy urlop to dla ciebie zmora? Myślisz, że jesteś niezastąpionym trybikiem w korporacji? Nieprawda! Praca ma się bez ciebie tak samo dobrze, za to ty masz źle w głowie!

Rodzina kontra praca? Serio, stawiasz to obok siebie? (fot. Agnieszka Durska)Przedstawienie, w którym syn gra pirata kontra praca? Serio, stawiasz to obok siebie? (fot. Agnieszka Durska)

Pracoholizm - nałóg podstępny

Polacy należą do ścisłej europejskiej czołówki narodów, które pracują najwięcej. Tzw. lemingi z biurowców, jak donosi Newsweek w artykule o pracoholikach, Polacy przesiadują w szklanych pułapkach po 14 godzin dziennie. Śmiemy twierdzić, że zupełnie niepotrzebnie!

Jak wychodzą, to z nosami w smartfonach, bo przecież w każdej chwili może przyjść mail niecierpiący zwłoki. Zaganiani, sfrustrowani, ale nienagannie ubrani. Przekonani, że korpo padnie, jak oni się na chwilę odetną. Realizują amerykański sen za polskie pieniądze, które w dużej części przeznaczają na spłatę kredytów. Sami sobie są winni, powiecie. Nikt nikomu nie każe tak się zachowywać, nie ma obowiązku bycia pracoholikiem! Oczywiście, mogli wybrać inną pracę, nie brać kredytów i nie muszą co tydzień napychać się sushi. Rzecz w tym, że oni nawet nie wiedzą, że coś tu nie gra. Pracoholizm to podstępny nałóg. Ogranicza wolną wolę stopniowo i wieloma metodami na raz.

Każdy zna jakiegoś pracoholika

Zrobiłam małą sondę wśród Fochowych redaktorek. Okazało się, że każda z nas albo miała doświadczenie z pracoholizmem, albo zna kogoś, kto skutecznie zatracił równowagę między życiem prywatnym a służbowym. I tak, jedna ma koleżankę, która nie pojechała na pogrzeb babci, bo nie chciała przekładać służbowego spotkania. Druga ma kolegę, który zostawił ciężko chore dziecko bez opieki w domu, bo nie chciał opuszczać zebrania. Zdarza się nam i naszym znajomym się iść do pracy chorym, bo to w ogóle nie jest żadna przeszkoda, by pracować.

Dlaczego tak trudno zachować równowagę?

Zastanawiałyśmy się, co tu nie gra i co powoduje ludźmi, że tak bezsensownie zatracają się w pracy. Przecież to, czym się zazwyczaj zajmują, naprawdę świata nie zbawia! Korporacje robią pranie mózgów, to oczywiste. Wszystkie szkolenia, integracje, spotkania służą stopniowej i skutecznej indoktrynacji. To mistrzowska manipulacja, a jak zabierze się za nią ambitny i niestety często despotyczny szef, to trudno uciec. Poza tym firmy, w których stawia się na zadowolenie pracowników i ich równowagę w życiu, ciągle jeszcze należą do mniejszości. Na rynku jest kiepsko, więc ciśnienie jest spore. Wyniki, głupcze, wyniki, a potem możesz sobie odpoczywać! Strach na pewno nie sprzyja równowadze. Presję może wywierać szef, środowisko, koledzy. Nawet jak jej nie ma w pracy, bo zespół zgrany, ludzie fajni, życzliwi, wyrozumiali i naprawdę realizują program work-life balance, to zawsze z tyłu głowy są doniesienia o bezrobociu, narzekania znajomych, którzy szukają pracy, groźba niestabilnego kursu i tak dalej. Takie czasy, nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Dlaczego nie wychodzisz?

No dobrze, ale wielu z naszych redakcyjnych znajomych nie miała się czego obawiać. Mieli mocną pozycję w pracy, normalnych przełożonych, a mimo to zawalali ważne sprawy prywatne. Jakby zupełnie zapomnieli, że korpo to taka organizacja, w której każdy trybik da się zastąpić.

Według nas przyczyną może być brak zaufania do współpracowników, ucieczka od życia prywatnego, chora ambicja i niezdrowe poczucie odpowiedzialności. Brak zaufania wynika z prostego faktu, że inni nie lubią być obarczani cudzą pracą. A jak już są, to robią ją na odwal. Oczywiście potem ty musisz nadrobić straty. Można mieć to w dupie, ale wtedy trudno podnieść indywidualne słupki w arkuszach kalkulacyjnych i ocena roczna leci. Lepiej przychodzić z katarem i unikać pogrzebów babć.

Ucieczka od życia prywatnego dotyka tych, którzy nie do końca sobie radzą z tzw. prawdziwym życiem poza pracą. Bo korpo to w gruncie rzeczy bezpieczny świat. Jasne zasady, cisza, spokój, wiadomo komu polizać, a komu przychrzanić. A taki chory dzieciak? Totalna zagadka! Nie dość, że marudzi, to jeszcze np. ma torsje - mówiąc elegancko. Lepiej zostać na zebraniu, bezpieczniej, czyściej.

Ambicja - no cóż, to czynnik niezbędny, gdy się robi karierę i pnie po szczebelkach. Zaczyna być groźna, gdy zamiast po jednym stopniu, przeskakujesz po kilka na raz. Wszystko w nadmiarze szkodzi.

Niezdrowe poczucie odpowiedzialności - "bo ja zrobię to lepiej, bo nie chcę, by inni mieli przeze mnie kłopoty, bo termin to święta rzecz, a zadowolenie przełożonych jeszcze świętsza" - czyli klasyczny przypadek Matki Polki Korporacyjnej. Wychowuje projekty, a własne dzieci ze łzami w oczach patrzą na drzwi sali podczas przedszkolnego przedstawienia. Miała przyjść, ale znowu wysłała babcię. Dorzucicie coś jeszcze?

Jesteś "zastępowalny" - zawsze

No dobrze, łatwo krytykować i pokazywać palcami. Czasem trzeba zostać, bo nie ma innego wyjścia. Czyżby? Znacznie częściej to po prostu kwestia organizacji i komunikacji. W każdej sytuacji da się załatwić jakieś zastępstwo, tzw. podejście indywidualne, czy co tam chcecie. Oto lista powodów, dla których wychodzisz z pracy bez dyskusji:

1.Telefon z placówki informujący, że dziecko jest chore. Nie załatwiaj zastępstwa. Pociecha czeka na ciebie, a nie na nianię, ciocię czy babcię. To nie one mają obowiązek bycia z dzieckiem, tylko ty. Serio - nie ma nic ważniejszego. Nawet jeśli powodem była tylko gorączka. Pokaż dziecku, że może na ciebie liczyć w trudnych sytuacjach. Dla niego trudnych. Szef się złości? Serio, to taki potwór? Umów się z nim, że skończysz zadania w domu.

2. Przedstawienie w przedszkolu - patrz wyżej, pokaż, że jako rodzic jesteś godna zaufania. Pewnie, że w gruncie rzeczy to nie jest takie ważne, jak prezentacja przed zarządem, ale nie mierz wszystkiego swoją miarą. Poza tym o przedstawieniach i np. wywiadówkach z reguły dowiadujesz się wcześniej i możesz wszystko lepiej zaplanować, no nie?

3. Własna choroba. Nie przyłaź, bo zarażasz. Nic więcej tu nie trzeba dodawać. Jak ci szkoda pensji na zwolnienie, to pracuj z domu. Podobnie z wizytą u lekarza - na niektórych specjalistów czeka się wieki i jak szef tego nie rozumie, to powiedz mu, że z niego baran, tylko ujmij to jakoś dyplomatycznie.

4. Sprawy urzędowe - podobnie jak wizyty lekarskie, czasem są nieprzekładalne i już. Nie musisz mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. Załatwiasz, wracasz do pracy. Jak się szef pulta, to powiedz mu, żeby poszedł pobiegać.

5. Pogrzeb - zebrania i spotkania można przełożyć. Pogrzeb ma to do siebie, że jest nieprzesuwalny. Kiedyś to zrozumiesz.

6. Urlop. Tydzień to za mało, naukowcy już dawno to dowiedli. By przyzwoicie się zregenerować, potrzebujesz dwóch tygodni bez dostępu do służbowego maila. A przed urlopem, normalnie, dzielisz się swoimi obowiązkami. Nic więcej w temacie. Ty przejmiesz obowiązki innych, jak oni pójdą odpoczywać.

7. Chore zwierzę. To akurat mój autorski przypadek, którym się z wami podzielę. Wydawało mi się, że jak powiem szefowej, że mój pies jest chory, to mnie wyśmieje. Zostałam w pracy, przeżywając katusze, że zwierzę samo w domu. Koledzy wypychali mnie z firmy, a ja siedziałam, bo przecież z powodu psa? A jednak. Nic na szczęście się nie stało, ale nauczka była. Gdy otworzyłam drzwi, pies się wyczołgał, położył mi łeb na kolanach, ledwo żywy. Niosłam do weterynarza. Więcej tego nie zrobię. Bo równie dobrze mogę pracować z domu, opiekując się przyjacielem. Korpo nie ucierpi. Po fakcie, kolega mi powiedział szczerze, że pożytku ze mnie i tak nie było, bo nerwy mnie zjadały, a on po mnie poprawiał błędy. I tak zmarnowałam jego czas.

8. Wypadki losowe - są bezdyskusyjne. Wychodzisz i tyle. Jak ty będziesz się zachowywać jak robot, to inni będą cię tak traktować, więc przestań.

Pozostałe powody, typu zakupy, spotkanie z koleżanką w godzinach pracy, fryzjer, kosmetyczka czy inne zabiegi upiększające, nie są podstawą do opuszczenia stanowiska i mogą być traktowane jako złamanie regulaminu pracy. Pracodawca może czuć się wówczas oszukany, a jego zaufanie zostanie nadszarpnięte, gdy naprawdę będziesz musiała wyjść.

I jeszcze jedno. W czasie przeznaczonym na pracę, pracuj. Trzy kawy i godziny plotek w kuchni, a potem przerwa na lunch i zostawanie po godzinach, bo się nie wyrabiasz, to nie pracoholizm tylko lenistwo i nieumiejętność organizacji pracy.

Pisałam o korporacji, ale to może dotyczyć urzędu, firmy, fundacji. Bo wszędzie pracują pracoholicy, którym wydaje się, że bez nich to się świat zawali.