Dania ze szkolnej stołówki: pomidorówka "na szmacie" i kasza manna z soczkiem

Zaczął się nowy rok szkolny, a wraz z nim przywędrowały wspomnienia ze szkolnej stołówki. W większości przypadków pewnie nie najlepsze. Zróbmy więc sztandarowe dania po naszemu - tak, by były pyszne.

Do szkoły podstawowej chodziłam w ciężkich czasach - wczesnych latach 80. Należałam do tej grupy dzieci, które chodziły z kluczem na szyi i jadały w szkolnej stołówce. Pamiętam jak dzisiaj - dzwonek na długą przerwę i szaleńczy bieg "na stołówkę", bo kto pierwszy, ten miał szansę załapać się na pierwszą turę obiadową - w innym wypadku trzeba było czekać do kolejnej przerwy. Przed stołówką ustawiała się długa kolejka uczniów z różnych klas. Takie były czasy, a raczej liczne klasy (średnia liczebność wynosiła od 30 do 35 uczniów). Moją ulubioną zupą była tzw. "pomidorowa na szmacie", czyli zupa na koncentracie pomidorowym (30%) ze śmietaną i z rozgotowanym ryżem. Na drugie danie raz w tygodniu podawano kaszkę mannę na sztywno z sokiem malinowym - uwielbiałam to.

Stiuningowana kasza manna / fot. Agnieszka HaponiukStuningowana kasza manna / fot. Agnieszka Haponiuk

Ze smakiem zjadałam też kapuśniak czy ogórkową, ale z całego serca nienawidziłam krupniku (czy cholera wie, co to było) z kaszką manną - była to taka kleista zupa. Ohyda. Najgorszą rzeczą na świecie była kasza gryczana (nie jadam jej do dzisiaj) i buraczki w każdej postaci oraz wątróbka, za którą nie przepadam do tej pory, choć zdarza mi się ją zjeść. Nie przepadałam także za racuchami z jabłkami, były takie tłuste, posypane cukrem pudrem. Wynosiłam je ze stołówki dla koleżanki Ewy W. Na pewno wielu z was pamięta "krowi placek", czyli najohydniejszy na świecie szpinak. Zbierało mi się wówczas na wymioty na samą myśl o nim, a teraz, gdy nauczyłam się go przyrządzać inaczej niż w formie rozciapanej, to śmiało mogę powiedzieć, że szpinak ubóstwiam.

Nie jestem w stanie przypomnieć sobie wszystkich dań ze stołówki, wszak minęły wieki, Ale jest coś, czego zazdrościłam mojej koleżance Hance... Jej mama, co piątek (nie wiem, dlaczego akurat w piątki?) robiła kotlety z mortadeli, podawała je z ziemniakami i kiszoną kapustą. Wówczas uważałam to za najpyszniejsze danie świata i starałam się na taki obiad wprosić (poza tym jej tata pływał na statku i przywoził batoniki). Natomiast Magda i Sebastian na śniadanie dostawiali prawdziwą kawę po turecku, ale zalewaną gorącym mlekiem zamiast wody. Bardzo im zazdrościłam, bo rodzice nie pozwalali mi wówczas pić kawy, a to było jedno z moich największych marzeń - pić kawę co rano, jak dorosła.

Nie wiem jak tego dokonałam, ale od czasu do czasu wpadałam do Magdy i Sebastiana na śniadanie, pamiętam tę kawę i chleb z plastrami słoniny. Smakowało wybornie. Nigdy też w domu rodzinnym nie jadałam na obiad panierowanej mortadeli, bo rodzice gustowali raczej w kurczakach i wołowinie. Koleżanki i koledzy, których mamy nie pracowały zazdrościli mi tych szkolnych obiadów, a z kolei ja im zazdrościłam codziennych obiadów domowych. Z tego co pamiętam, to w szkolnej stołówce mogły się żywić tylko te dzieci, których oboje rodzice pracowali. Takie to były czasy, trochę niesmaczne i byle jakie pod względem kulinarnym. I na koniec hit stołówkowy! Zamiast kompotu dość często serwowano rozwodniony kisiel lub galaretkę. Obrzydlistwo.

Postanowiłam ugotować ulepszone wersje zupy pomidorowej "na szmacie" i kaszy manny na sztywno.

Różnica w smaku znaczna. Kaszka z cukrem waniliowym i żółtkiem oraz świeżymi malinami, a zupa pomidorowa zamiast koncentratu składa się ze świeżych startych pomidorów i ryżu jaśminowego. Może da się odczarować smaki ze szkolnej stołówki? Przepisy bardzo proste:

ZUPA POMIDOROWA "NA SZMACIE" (w wersji z roku 2015)

Składniki dla całej rodziny:

- 1 kg pomidorów malinowych;

- łyżka soku z cytryny;

- pęczek włoszczyzny;

- porcje rosołowe z kurczaka (2 lub 3);

- 2 liście laurowe;

- kilka ziaren ziela angielskiego;

- śmietana 12%;

- sól i pieprz do smaku.

Przygotowanie:

Włoszczyznę myjemy, obieramy i w całości wrzucamy do garnka. Korpusy myjemy i dorzucamy do garnka z włoszczyzną, a następnie wszystko zalewamy zimną wodą (tak, aby zakryła wszystkie składniki). Dodajemy liść laurowy i ziele angielskie. Gotujemy tak długo, aż mięso będzie odchodzić od korpusu, a warzywa będą miękkie. W czasie gotowania zbieramy szumowiny. Po ugotowaniu warzywa wyjmujemy, marchewkę kroimy na plasterki, a resztę wyrzucamy albo robimy z niej sałatkę warzywną. Korpusy obieramy z mięsa i dodajemy do zupy. Pomidory przekrawamy na pół i ścieramy na tarce. Wyrzucamy tyko skórki. Starte pomidory dolewamy do rosołu, solimy, pieprzymy i zagotowujemy. Na koniec zabielamy śmietaną. Ryż gotujemy osobno. W wersji "oryginalnej" ryż był dorzucany do zupy i podgrzewany razem z nią, aż robił się taki całkiem rozgotowany.

Nie na szmacie, a na ładnym talerzyku / fot. Agnieszka HaponiukNie na szmacie, a na ładnym talerzyku / fot. Agnieszka Haponiuk

KASZKA NA SZTYWNO ZE ŚWIEŻYMI MALINAMI (wersja ulepszona)

Składniki dla całej rodziny:

- 1 litr tłustego mleka;

- torebka cukru "waniliowego";

- 1 żółtko;

- łyżka masła;

- 400 g świeżych malin;

- niecała szklanka kaszy manny.

Przygotowanie:

Mleko zagotowujemy (pilnujcie by nie wykipiało, bo mnie zdarza się to za każdym razem). Wsypujemy kaszę mannę, cukier waniliowy i mieszkamy, aż zgęstnieje i zacznie lekko bulgotać. Zdejmujemy z ognia i wbijamy żółtko, energicznie mieszając. Wlewamy do miseczek i czekamy aż wystygnie albo zjadamy na ciepło, jak kto woli. Podajemy ze świeżymi malinami (częściowo zmiksowanymi na sos).

A wy jadaliście w szkolnych stołówkach? Jakie były wasz ulubione, a jakie znienawidzone dania?