Figi, pantalony, a może ineksprymable, czyli co naprawdę wiesz o swojej bieliźnie

Majtki nosimy wszyscy. Nosimy je codziennie (przynajmniej ja mam taki zwyczaj, nie wiem, jak u was), ale... skąd właściwie wzięła się ta część garderoby?

Ktoś jeszcze pamięta te majteczki podpisane dniem tygodnia? (fot. Pexels.com CC0)Ktoś jeszcze pamięta te majteczki podpisane dniem tygodnia? (fot. Pexels.com CC0)

Majtki to specyficzna część naszego przyodziewku, bardzo bliska ciału, ale niechętnie dyskutowana. Mamy ukochane buty, sukienki, pamiętne płaszcze i nakrycia głowy - czy ktoś prowadzi ranking drogiej sercu bielizny?

Do historii popkultury z pewnością przeszły ogromne gacie, którymi usiłowała modelować sylwetkę Bridget Jones czy trzymane w lodówce majtki Marilyn Monroe, których NIE zobaczyliśmy w słynnej scenie ze "Słomianego wdowca". W folklorze mieszczą się też legendarne ciepłe majki, które zapobiegliwe matki pakowały panienkom na wakacje lub zawstydzały nimi bezpośrednio, wołając za udającą się na randkę delikwentką: "Żeby tylko cię nie przewiało!".

Myśląc intensywnie nad tym zagadnieniem wydobyłam z mgły zapomnienia bieliznę, która była dla mnie najważniejsza i nic już chyba nie zachwieje jej pozycji w rankingu czułej pamięci. Początek lat 90. i pakowane po siedem sztuk majtki z nazwami dni tygodnia i pastelowymi bukiecikami kwiatów na froncie. Marzyłam o nich tak gorąco, jak tylko potrafi ośmiolatka (wychowana w raczej pozbawionym marketingowych bodźców ustroju). Ostatecznie mama dała się przekonać i mogłam udać się dumnie na obowiązkowe pławienie w basenie - nienawidziłam tych zajęć, ale błyskanie w szatni majtkami z napisem "Tuesday" było w stanie osłodzić mi koszmar chlorowanej wody i pani z kijem służącym do przytapiania wyławiana drugoklasistów. Uważałam, że to pierwszy dowód dorosłości - kobieca bielizna (nie wiedziałam wtedy oczywiście o stringach, koronkach i innych fanaberiach, bawełniane majty z nadrukiem to było TO).

Ale na bok płoche wspomnienia! W księgarniach pojawiła się niedawno książka Iwony Wierzby "Wstydliwa historia majtek". Jest to pozycja kierowana głównie do starszych dzieci i młodzieży, jednak dorosłość nie odbiera przyjemności z tej lektury (prawie nie odbiera - ale o tym za chwilę). Autorka lekko i z polotem opisuje dzieje "niewymownych" od czasów pradziejowych (najstarsze europejskie majtki, zamaskowane pod postacią przepaski biodrowej, zostały znalezione na słynnym Otzim - człowieku zamarzniętym w alpejskim lodowcu blisko 5000 lat temu) aż po chwilę obecną. Są twarde fakty i daty, są anegdoty - na przykład z życia sejmu:

"Ponoć elegancka dwórka Anny Katarzyny Wazówny ubrana w bogatą suknię, pod którą piętrzyło się kilka suto marszczonych spódnico-halek, odziana w kosztowne pończochy, niestety bez dyskretnej części garderoby, przypatrywała się, stojąc na drewnianym ganku, obradom sejmu koronacyjnego Władysława IV. Niestety dwórka stanęła na kilku spróchniałych deskach, które nie wytrzymały jej ciężaru. Dalszych wypadków nietrudno się domyśleć. Na szczęście w wyniku upadku dama nie doznała żadnych obrażeń, szeroka spódnica i sztywne halki zatrzymały na ganku połowę jej ciała, druga połowa zawisła nad głowami senatorów. Obrady sejmowe na chwilę zostały przerwane. Jednej z uczestników zdarzenia zanotowała, że wszyscy patrzyli na damę, która zwisała z ganku - jako się urodziła".

Bardzo ciekawa pozycja, choć z pewnymi niedociągnięciami (fot. materiały promocyjne)Bardzo ciekawa pozycja, choć z pewnymi niedociągnięciami (fot. materiały promocyjne)

Lubię książki, które pokazują, że życie nie zawsze było takie, jak bylibyśmy w stanie wyobrazić je sobie za pomocą tzw. chłopskiego rozumu. Iwona Wierzba zgrabnie pokazuje, że nawet tak prosta i oczywista, zdawałoby się, cześć garderoby, przechodziła liczne transformacje, a jej postrzeganie zmieniało się na przestrzeni wieków. Przez długie wieki w Europie noszenie majtek było uważane za nieprzyzwoite, osłanianie części intymnych stanowiło domenę kurtyzan i nie godziło się porządnym kobietom korzystać z ich wynalazków. Jean Jacques Rousseau, autorytet w sprawach wychowania młodzieży, zalecał wprawdzie, by dziewczynki nosiły majtki - ale tylko do 12. roku życia, kiedy to dziecięce szaleństwa miały się definitywnie zakończyć i ustąpić miejsca statecznemu dorośnięciu do roli żony i matki. Jeszcze w czasach Napoleona panie nie miały zazwyczaj bielizny pod pięknymi sukniami w stylu empire. Rewolucja bieliźniana zaczęła się natomiast za sprawą krynoliny. Dlaczego? Nie powiem więcej, sami przeczytajcie.

Równie ważna jak treść jest wspaniała oprawa graficzna autorstwa Marianny Sztymy, jednej z najzdolniejszych polskich ilustratorek. Jej dowcipne, piękne ilustracje tworzą oddzielną narrację, a każdy z obrazków mogłabym powiększyć i wytapetować sobie nim pokój. I biuro. I klatkę schodową. Na szczęście wydawnictwo Albus zapewniło mi chociaż namiastkę tej rozkoszy - obwolutę można zamienić w mały plakat z bieliźnianym drzewem genealogicznym.

Marianna Sztyma jest autorką przepięknych ilustracji (fot. materiały promocyjne)Marianna Sztyma - autorka przepięknych ilustracji (fot. materiały promocyjne)

Niestety, nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie było też odrobinkę źle. We "Wstydliwej historii majtek" notorycznie powtarza się błędna forma "ubrać" - ubrać szatę, ubrać majteczki. Zgroza, szczególnie w książce kierowanej do dzieci. Natknęłam się też na "bród", ale nie chodziło o ten na rzece. Rozumiem, że autorka nie może uważać na wszystko - ale pod tym wszystkim podpisana jest też korektorka, Marta Wolniewicz. Wzdrygnęłam się też lekko czytając o o "purytańskim średniowieczu" czy francuskich rokokowych elegantkach, które, zdaniem autorki, powinny częściej się myć zamiast nadużywać pudru i perfum. Cóż, regularne mycie nie leżało w obyczaju tej epoki z różnych względów (polecam "Czystość i brud" Georgesa Vigarella) i nie do dam dworu należała zmiana obowiązującego dyskursu czystości i brudu oraz powiązanych z nim kwestii zdrowia i choroby.

Warto jednak przymknąć oko na te drobne mankamenty i sięgnąć po tę pięknie wydaną i ciekawą książkę (polecam także jako prezent. Gwiazdka niby jeszcze daleko, ale ani się obejrzycie i już trzeba będzie odgrywać Mikołaja).

Więcej o: