Zabójcza sałata i zdrowa golonka? Intrygująca teoria dietetyczna!

Sałata to samo zdrowie? Och - znam takich, którzy na tę sentencję reagują wręcz alergicznie. Jednym z nich jest mój serdeczny kolega. Miłośnik jedzenia - z wyjątkiem sałaty (i paru innych warzyw). Czy udało mu się mnie przekonać, że sałata wpędzi mnie do grobu? Raczej nie. Czy mnie zaintrygował swoimi teoriami - zdecydowanie!

Moje rozmowy ze "znanym w środowisku restauratorów smakoszem" często skupiają się na tematach związanych z odżywianiem. Oboje jesteśmy żywo zainteresowani jedzeniem, choć mój rozmówca, zwany przez przyjaciół Wujkiem Dżi (pozwólmy mu pozostać pod pseudonimem), jest zdecydowanie bardziej zainteresowany praktyczną częścią, czyli konsumpcją. Najlepiej konsumpcją mięsa. A ze wszystkich rodzajów mięsa, najlepiej golonki. A jak golonkę - to najlepiej z zimnym piwem. Taki zestaw to pełnia szczęścia i doskonały podkład do rozmowy, na przykład o tym, jak zabójczy wpływ na organizm człowieka ma... sałata.

Piękna lecz pusta? / fot. ShutterstockPiękna lecz pusta? / fot. Shutterstock

"Bo wiesz, organizm wchłania składniki pokarmowe na zasadzie dyfuzji, czyli jeśli jesz coś o wysokim nasyceniu, odżywiasz ciało, jeśli jesz coś, co nie ma w sobie prawie nic - pozwalasz wysysać z siebie cenne substancje odżywcze" - rzekł mój rozmówca pomiędzy jednym a drugim kęsem wysokonasyconej golonki. "Sałata zatem jest po prostu niezdrowa. Podobnie jak woda w zbyt dużych ilościach. Sześć litrów wody może człowieka zaprowadzić do grobu, a wyobraź sobie, że mnie i moim kolegom wielokrotnie zdarzało się wypić sześć litrów piwa i żyjemy, do tego w całkiem dobrym zdrowiu".

Patrząc, jak znika pokaźnych rozmiarów golonka, wyjaśniałam, że mięso i piwo na dłuższą metę mogą okazać się co najmniej tak niebezpieczne dla zdrowia jak sałata. Jednak Wujek miał silne kontrargumenty. "Sałata jest tak samo zabójcza jak duże ilości wody. Jedzona bez umiaru, może na drodze dyfuzji wyciągnąć z ciebie dużo zdrowia. Nie to co, na przykład stek z angusa. Kilka kilogramów sałaty może doprowadzić do zapaści. Wiadomo, że nie jeden listek, ale po co ryzykować?!". Tu jest miejsce na uśmiech, uszanowanie za żelazną logikę i umiejętność wytłumaczenia się z niechęci do warzyw - czyż może być lepszy powód niż dbanie o zdrowie? Raczej nikt nie zjada na raz kilku kilogramów sałaty, szanse na przedawkowanie są nikłe, ale to nie koniec argumentów smakosza przeciw dodawaniu do posiłków sałat. Mieszkająca jakiś czas w Chinach znajoma Wujka powiedziała mu, że Chińczycy sałaty nie jedzą wcale, lub - jeśli już - to bardzo niewielkie ilości. Nie robią tego z prostego powodu: jej trawienie kosztuje organizm więcej energii niż to zielone warzywo dostarcza. Dla wszystkich, którzy chudnąć nie chcą, może to być cenna informacja. Dla tych którzy chcą - również.

Przytoczona wyżej wymiana poglądów zainspirowała mnie do napisania tego tekstu. Bo - o ile sałata raczej nie jest śmiercionośnym pokarmem, to czy aby na pewno jest zdrowa? Czy przydaje się nam i - a może nawet przede wszystkim - jaki wpływ mają uprawy różnych odmian sałat na naszą planetę? Sprawa jest dyskusyjna (ku uciesze Wujka Dżi).

Bez rukoli? Można, ale po co!? / fot. Foch.plBez rukoli? Można, ale po co!? / fot. Foch.pl

Po pierwsze, sałata faktycznie nie jest specjalnie bogata w składniki odżywcze, co jeszcze nie czyni jej złą - po prostu, poza ładnym wyglądem i przyjemną teksturą, niewiele wnosi do przygotowanego z jej udziałem posiłku. Po drugie, jeśli nie macie farmy, albo nie znacie kogoś kto farmę ma lub nie macie dostępu do sałat z ekologicznych upraw, prawdopodobnie jesteście konsumentami sałaty z supermarketu i spożywacie zamienioną w zieloną główkę wodę pełną różnych polepszaczy. Nie mówiąc już o wszystkich sałatach z torebek, które Wujek Dżi zwykł nazywać pociętym papierem i wcale nie mijał się zbytnio z prawdą. W krajach zachodnich czy w Stanach właśnie torby wypełnione zielonymi paskami to najbardziej popularna forma dystrybucji sałat. Opatrzone hasłami "fit, healthy, diet" i tak dalej wprowadzają konsumenta w błąd i stwarzają iluzję tego, że dba on o zdrowie.

W ogóle jedzenie szeroko pojętych sałatek często stwarza iluzję bycia bardzo fit - jedzenia zdrowo i mało. No bo przecież jeśli jesz na obiad sałatkę, to musisz być zdrowa i szczupła, prawda?! Czasami mam wrażenie, że jedzenie sałatek to usprawiedliwienie dla jedzenia wielkich ilości serów, grzanek i tłustych dressingów. Najbardziej kaloryczna sałatka w McDonaldzie ma prawie tyle samo kilokalorii i tłuszczu co hamburger. Wiem, że to przerysowany przykład. Chodzi mi o to, że zdarza się, że sałatki, sprzedawane jako fit, są od tego bardzo daleko. Kawałek ryby z warzywami może okazać się znacznie bardziej odżywczy i znacznie bezpieczniejszy dla figury. Nie chcę nikogo zniechęcać do jedzenia sałatek, sama jestem ich wielką fanką. Po prostu nie podchodźmy do tematu zupełnie bezkrytycznie, nie zakładajmy, że sałatka = potęga zdrowia.

Jest jeszcze jedna sprawa - uprawy sałaty zajmują sporo miejsca, podczas gdy warzywo to średnio się człowiekowi przydaje. Dwóch badaczy z Harvardu - Charles Benbrook i Donald Davis - opracowało tak zwany food quality index, czyli indeks jakości produktów spożywczych. Sałaty wpadają w nim marnie, bo mają niską gęstość energetyczną i odżywczą. Zatem biorąc pod uwagę głód na świecie, można by wykorzystać lepiej powierzchnię przeznaczoną na uprawy sałaty. Do tego dochodzą koszty transportu, zanieczyszczenia wynikające ze znacznych ilości zużytego paliwa i bilans robi się niekorzystny dla matki natury.

Też zielone, a zdrowsze / fot. pexels.comTeż zielone, a zdrowsze / fot. pexels.com

Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę was zniechęcić do jedzenia sałatek. Warzywa to samo zdrowie, sama żywię się głównie nimi. Jednak znakomita większość warzyw jest znacznie bardziej odżywcza niż sałata, dzięki czemu jest dla nas po prostu bardziej przydatna. Zgodnie z tą teorią, lepiej zjeść sobie brokuła - pomożecie światu i uszczęśliwicie Wujka Dżi! Ja z rukoli rezygnować jednak nie zamierzam, pomimo szczerej chęci do dbania o matkę naturę oraz nieskrywanej sympatii do cytowanego dziś wielokrotnie eksperta od jedzenia - szczególnie podanego na dużym talerzu w towarzystwie kufla z piwem.

Na koniec filmik podsumowujący to, jakie ilości czego mogą nas wykończyć. Zgadnijcie kto mi go wysłał? 70 kaw, 6 litów wody, kilogramy marihuany i 85 tabliczek czekolady - dawki zabójcze, lepiej nie próbować tego w domu.