"Grubasy nie są dyskryminowaną mniejszością" - odezwa kanadyjskiej youtuberki: hejt czy bolesna prawda?

"Nie ma czegoś takiego jak fat shaming (piętnowanie otyłych). To wymysł grubasów, którzy uważają, że należy im się ochrona tak jak dyskryminowanym mniejszościom. A 35 procent otyłych Amerykanów to nie mniejszość" - mówi Nicole Arbour w swojej odezwie do "Drogich Grubasów".

Filmik „Dear Fat People” obejrzało już ponad 20 milionów osób. Jego autorka Nicole Arbour to 30-letna kanadyjska youtuberka, tancerka i aktorka, straciła przez tę produkcję pracę, ale brnie dalej.

Chciałam rozpocząć dyskusję o tym, jak widzimy swoje ciała. Bo przecież każdy ma kompleksy”, tłumaczyła się Nicole ze swojego, delikatnie mówiąc faux pas. Wcześniej publikowała filmiki o tym „Dlaczego naprawdę się rozwiodłaś”, „Czy jesteś świruską” i czy warto jeździć Uberem.

Jej najnowsze dzieło to ostry "pojazd" na temat tego, że grubi są grubi, bo chcą być grubi, a trzeba ich przestrzec, bo bycie grubym jest nie tylko niezdrowe, ale generalnie niefajne. „W tych żartach jest po prostu za dużo prawdy. Każdy może śmiać się z każdego i nikt nie powinien być pod ochroną”, odpiera głosy oburzonych Arbour. Racja, wolność słowa polega na tym, że żartować można ze wszystkich. Ale jest cienka granica między satyrą, a piętnowaniem, a jeszcze cieńsza między leciutką pogardą, a szkodliwym hejtem. Arbour wymachując tipsami, zarzucając blond czupryną i eksponując głęboki dekolt, zachowuje się jak cheerleaderka, która w szkolnej toalecie plotkuje o swoich koleżankach, że mają tyłki tak grube, że mogłyby służyć za lądowiska dla helikopterów. „Przestańcie mi wmawiać, że grubi ludzie są niepełnosprawni. Nie ma czegoś takiego jak grube kości. Otyłość może wynikać z choroby. Ale większość po prostu się obżera”, nawija Arbour.

Wydaje mi się, że nikt nie chce być tak „gruby”, żeby nie móc się poruszać, ryzykować cukrzycę i choroby krążenia i zajmować dwa miejsca w samolocie. Otyłość rzadko bywa wyborem. A nawet jeśli „wybiera” się „obżeranie”, to zazwyczaj wynika to z depresji, kompleksów i problemów ze sobą . Tyjemy, bo jemy dużo i niezdrowo, a więc często także niedrogo. Tyjemy, bo nie ćwiczymy. Tyjemy, bo nam źle. Tyjemy, bo nikt nam nie powiedział, jak zdrowo żyć. Tyjemy, bo to równia pochyła. Nie chcę używać argumentu, że Arbour nie rozumie, jak to jest być dyskryminowanym ze względu na wagę, wygląd i wytrzymałość, bo jest blond, białą i szczupłą kobietą z Zachodu. To argument poniżej pasa.

Bo przecież jest jeszcze empatia, czyli umiejętność wczucia się w sytuację innych, nawet jeśli sami jesteśmy w sytuacji zupełnie innej, nie rozumiemy motywacji ani nie pochwalamy wyborów. Empatii nie było w historii Arbour o rodzinie grubasów na lotnisku, którzy śmierdzieli kiełbasą. I nawet jeśli stanęła mi wtedy przed oczami rodzina Honey Boo Boo, zawstydziłam się. Bo waga bywa kwestią klasy. Bywa kwestią wychowania. Bywa kwestią tak indywidualną, że żadne tłumaczenia na nic się nie zdają.

Arbour chyba nie słyszała o tym, że nie można kogoś wyszydzać tylko dlatego, że wygląda inaczej. I że nienawistne wyszydzanie to nie motywacja, satyra ani nawet zdrowa krytyka. Cóż, upokarzanie i hejt w jednym stały domku. Chyba że Arbour jest zwykłym trollem, który świadomie podpuszcza, żeby wywołać dyskusję. Mogę uszanować umiejętność włożenia kija w mrowisko. I granie na siebie, bo dla 20 milionów odsłon można się „poświęcić”. A Arbour dorobiła się już nie tylko tysięcy komentarzy, dziesiątek odpowiedzi i parodii.

Argument „Jeśli zawstydzę was tak, że schudniecie, to dobrze dla was”, skontrowała m.in. Whitney Way Thorez z programu TLC „My Big Fat Fabulous Life”: „Ludzie upokarzani ze względu na wagę tyją jeszcze bardziej”, powiedziała w swoim filmiku.

„Chcę dla was dobrze, chcę, żebyście dłużej żyli, bo chcę się nacieszyć waszą obecnością. Plus size oznacza plus cukrzyca, plus choroba serca, plus fałdy tłuszczu”, podsumowuje Arbour.

Chyba warto jej posłuchać, żeby wkurzyć się do tego stopnia, żeby już nigdy nie powiedzieć, że gruby to leniwy, gruby sam sobie winny, gruby jest brzydki. Gruby najczęściej ma problem, a wtedy należy mu pomóc. A jeśli nie ma, i kocha swoje ciało, pokochajmy je razem z nim.