Jesienne frustracje rodzicielskie: warzywa. Dwa przepisy dla warzywnych "niedojadków"

Dzieci z niewyjaśnionych powodów odmawiają jedzenia warzyw. Sposobów, by przemycać je w potrawach jest wiele. Plusy są takie, że w poszukiwaniu sprawdzonego sposobu, przyrządzam pyszności smakujące bardzo nam - dorosłym.

Powinniśmy jeść warzywa - to moc witamin, błonnik, mikroelementy, a do tego kolory, ciekawe faktury i w ogóle samo dobro. I dzieciom, i dorosłym przyda się taki zastrzyk warzywny na przełomie pór roku. Choć, jak mówi Wujek Dżi z tą sałatą to nie tak do końca pięknie i zdrowo... A teraz zaczyna się jesień i warzyw w bród. A wszystkie świeże i z pobliskich pól.

No zjedz! / fot. Agata UhleNo zjedz! / fot. Agata Uhle

Zdarza się jednak - z wyjątkowo dużą częstotliwością - że dzieci warzyw w ogóle nie chcą jeść. U nas do drugiego roku życia, wszystko do jedzenia było ciekawe i godne posmakowania, a potem znowu przyszła faza na jedzenie bardzo wybiórcze. Przede wszystkim bez "wstrętnych" warzyw i niektórych owoców. Dlaczego? Bo nie.

Sposoby na wykreowanie warzywożercy

Zatem zaczęłam szukać sposobu - co by tutaj zrobić, żeby jednak jakoś do tych warzyw zachęcić, gdzieś je przemycić (marchewka i natka pietruszki w pieczonym klopsie to już standard), ale niestety te rady, które znalazłam, za bardzo się nie przydały. Wyjątkowo rozśmieszyła mnie amerykańska porada, aby do warzyw dodać boczku. Jestem pewna, że u nas zniknąłby tylko boczek. Niewiele więc by się zmieniło.

Co robię, by zachęcić dziecko do warzyw? Razem wybieramy warzywa na bazarku i w sklepie, wąchamy, dotykamy, układamy kolorami, jeździmy raz na jakiś czas do gospodarstwa rolnego i patrzymy jak rosną pomidory, nawet mamy kilka balkonowych okazów. Czytamy "Na straganie", bawimy się warzywami, a dziecko przynosi je we własnej siatce do domu - i co? I nic!

Co ciekawe, poszukując porad, nigdzie nie znalazłam najprostszego sposobu, a mianowicie przekonywania ustnego z uzasadnieniem rozumowym. Na niektóre dzieci to działa, szczególnie jak powie im to lubiany lekarz albo jakiś autorytet (ich autorytet, oczywiście). Dziwię się, że superbohaterowie z kreskówek nie wcinają na potęgę fasolki szparagowej i awokado, a potem nie popijają koktajlem z jarmużem i pietruszką, bo kilkoro dzieci na pewno poszłoby ich tropem. Widocznie producenci warzyw słabo lobbują u producentów filmów animowanych.

Warzywa? Nie(które)!

I tak stoimy sobie w takim punkcie, gdzie te lubiane warzywa są lubiane - pomidor, ogórek, papryka, czasem kalafior i brokuły, surowa marchewka samemu starta na tarce - wszystko oczywiście saute, a te nielubiane, cóż - nawet patrzenie w ich stronę, gdy lekko parują na talerzu, może powodować sprzeciw. No po prostu foch!

Dzięki temu jednak my - dorośli zjadamy ich sporo, bo jak już nakupujemy tych dyń makaronowych, bakłażanów, buraków, kalarepek i innych patisonów, to przecież naturalnie - jemy. I w ten oto sposób znalazłam moc przepisów na nowe odsłony warzyw. Zupełnie inaczej przyrządzone smakują jeszcze lepiej. I chętnie się z wami podzielę dwoma - moim zdaniem - najlepszymi z wypróbowanych dań.

Kalafior duszony w warzywach (według Jamiego Olivera)

Kalafior (1 duży, w całości);

1 czerwona cebula (obrana i pokrojona w krążki);

5 ząbków czosnku (obrane i posiekane);

1 garść czarnych oliwek;

4 fileciki anchois;

1 garść natki pietruszki (posiekana);

2 puszki pomidorów (każda po 400 g);

ocet winny (2 łyżki);

oliwa z oliwek (2-3 łyżki);

sól i pieprz do smaku;

garnek takiej wielkości, aby po włożeniu kalafiora zostało w nim około 2,5 cm wolnego miejsca od ścianek.

W odpowiedniej wielkości garnku na oliwie szklimy cebulę, dodajemy fileciki anchois i chwilę razem dusimy, dodajemy dwie łyżki octu winnego, czarne oliwki, posiekane pędy natki pietruszki i czosnek, dusimy razem około 5 minut (na niewielkim ogniu). Potem wlewamy pomidory, rozdrabniamy je widelcem wewnątrz garnka. Dolewamy około 150 ml wody. W tak przygotowany sosu wtykamy kalafiora aż do dna garnka - tak, aby częściowo wystawał. Przykrywamy pokrywką i dusimy na wolnym ogniu 50 minut. Podajemy posypanego natką pietruszki. Można jeść jako danie jarskie, jako jarzynkę oraz na zimno, maczając świeżą bagietkę w sosie. Mmmm...

Taki kalafior, że ach! / fot. Agata UhleTaki kalafior, że ach! / fot. Agata Uhle

Marchewka zapiekana w tymianku (wariacja domowa)

6 marchewek

szklanka soku pomarańczowego

miód gryczany (1 łyżka)

masło (2 łyżki)

tymianek suszony (1 łyżka)

Marchewkę kroimy w bardzo cienkie plasterki, opcjonalnie trzemy ją na małej szatkownicy. Przekładamy do naczynia żaroodpornego, zalewamy sokiem (nie żeby pływała, tylko tak, żeby sok zajmował około 1/3 wysokości marchewki), na wierzch kładziemy masło w wiórkach, posypujemy tymiankiem, polewamy miodem i wkładamy do piekarnika na jakieś 30-40 minut. Pyszna jarzynka, w sam raz do jakiegoś pieczystego.

Czego to matka nie wymyśli, by kawałek marchewki przemycić / fot. Agata UhleCzego to matka nie wymyśli, by kawałek marchewki przemycić / fot. Agata Uhle

A teraz tak zupełnie uspokoję rodziców dzieci takich, jak moje - warzywnych niedojadków (bo przecież kalafiory, pomidory, ogórki, paprykę i oliwki zjada). Pediatra zapytany o tę niechęć pocieszył mnie słowami: "To mija", a WHO w tym roku opublikowało takie oto zalecenia żywienia dzieci: "do niczego nie zmuszamy, to rodzic decyduje o tym kiedy i co poda dziecku, a dziecko decyduje, ile zje i czy w ogóle".

Zatem warto stawiać te warzywne frykasy przed dziećmi, nie zaspokajać ich głodu między posiłkami przekąskami, a może wreszcie kiedyś usłyszycie to magiczne piękne zdanie "Zjem dziś faszerowaną cukinię! Polubiłem!". Ja słyszę w kółko - "Daj mi całą górę papryki! I kilka pomidorków!" - i chyba też powinnam się cieszyć. Stres bowiem bardzo źle wpływa na zdrowie!