Mój pierwszy chłopak - prośby o chodzenie, podrzucane karteczki i bolesne zerwania

Z okazji Dnia Chłopaka (najlepszego, chłopaki!) mamy dla Was prezent. Wzięło nas na sentymentalne wspominki i postanowiłyśmy ujawnić CAŁĄ PRAWDĘ o pierwszych chłopakach, których kochałyśmy!

Pexels.com CC0

Pexels.com CC0

OLGA OLCZAK

Mój pierwszy chłopak podarował mi Walentynkę, w której wyznał mi miłość i zaprosił do chodzenia. Nie wiedziałam, kto to jest, bo był z innej klasy, no ale po takim wyznaniu miłości to nie mogłam pozostać obojętna. Chodziliśmy ze sobą z 2-3 tygodnie (jak na tamte czasy, klasy 5 szkoły podstawowej = małżeństwo). Zdradził mnie jednak z inną na wycieczce do Disneylandu.

DOMINIKA WĘCŁAWEK

Mój pierwszy chłopak - to była typowo nerdowska znajomość. Poznaliśmy się, bo był kuzynem mojej najlepszej przyjaciółki i uznała, że skoro obydwoje interesujemy się komputerami, to może warto nas skumać. Może słusznie. To były czasy pierwszych e-maili na polboxie, wysyłania sobie obrazków w ASCII, spotkań w kafejkach internetowych. Przynosiliśmy sobie listy na dyskietkach, nazywał mnie swoją księżniczką, chodziliśmy do kina na filmy s-f... I tylko wieczór, kiedy odprowadził mnie do domu, a ja go przytuliłam zmienił wszystko, bo się strasznie speszył i jakoś potem już nie rozmawiało nam się tak dobrze. Dziś jest księdzem.

KASIA NOWAKOWSKA

Mój pierwszy chłopak był rudy, co na zawsze skrzywiło moją psychikę - rudzi podobają mi się szalenie do dzisiaj. Chodził do równoległej klasy, a zakochałam się w nim niespodziewanie na lekcji fizyki, którą z jakiegoś powodu mieliśmy łączoną (a może polazłam samowolnie z jego klasą? robiłam takie rzeczy). Po prostu jakoś tak na niego spojrzałam, gdy pisał pochylony nad swoim zeszytem, światło, które padało nań z okna uwydatniło jego subtelne rysy, włosy błysnęły miedzianym blaskiem i już - byłam zakochana. Oczywiście, gdy podzieliłam się, z którąś z (lojalnych i nieplotkujących) koleżanek tą romantyczną, ulotną chwilą, tym nagłym zachwytem przeszywającym jak strzała Amora, to nie zostałam zrozumiana i według plotki, która (oczywiście) dotarła do uszu Maciusia zakochałam się w jego charakterze pisma. Doprawdy, nie byłoby w czym.

GOSIA TCHORZEWSKA

Mój pierwszy chłopak był wysokim (przewyższającym kolegów o głowę) blondynem - i zdaje się też mnie uwarunkowało, jak rednacz, bo po kilku próbach z brunetami, wydałam się za bardzo wysokiego blondyna. Pierwszy chłopak chodził ze mną do tej samej klasy, ale to był ten moment dojrzewania (wczesnego), kiedy dziewczyny i chłopaki się nie lubiły za bardzo. Nasze uczucie rozwijało się więc bardzo ukradkiem, czyli w zasadzie wcale - domyślałam się tylko, że coś jest na rzeczy, aż nagle powiedział: jutro dam ci prezent. I następnego dnia dał mi pierścionek - metalowe kółeczko z listkiem, wówczas: najpiękniejsze, co me oczy widziały. Miłość trwała krótko, bo parę dni później rzucił do mnie/we mnie piłkę/ą do nogi - tak niefortunnie, że dostałam w twarz. Wybiło mi to go z głowy. I prawie złamało nos.

OLGA WRÓBEL

Bardzo długo nie miałam chłopaka i boję się momentu, kiedy córka zapyta mnie o doświadczenia, a ja wtedy zabłysnę jako żelazna dziewica. W każdym razie mój pierwszy chłopak miał na imię Hervé, był Francuzem (co nieco wynagradza gorycz czekania) i dowodził ekipą wolontariuszy, w której pracowałam latem w pewnej bretońskiej wiosce remontując zabytkowe mury zamku. Było bardzo fajnie, potem przez rok pisaliśmy do siebie listy (!), a kiedy spotkaliśmy się w następne wakacje odkryłam, że nic do niego nie czuję, a cała romantyczna korespondencja wynikała bardziej z potrzeby ducha niż zafascynowania konkretnym panem. On natomiast żywił autentyczne tęsknoty i było to dość niezręczne, ale ostatecznie udało mi się jakoś wywinąć z tej wielkiej miłości i zostaliśmy na stopie przyjacielskiej na kolejne trzy lata. Potem Hervé postanowił wyjechać do Mongolii i żyć w jurcie (Francuzi tacy dziwni) i straciłam go z oczu.

AGNIESZKA DURSKA

Pierwsze chłopaki nie wryły się w moją pamięć w żaden sposób. Prawdopodobnie nie wzbudzały we mnie większych emocji. Była na pewno jedna banda i w ramach tej podwórkowej bandy dochodziło do damsko-męskich kontaktów wykraczających poza standardowe relacje na trzepaku. Wiem, że były, ale - nic takiego. Pierwszy chłopak, a właściwie facet, który wrył się w mózg, to czasy znacznie, znacznie późniejsze.

AGATA UHLE

Mój pierwszy chłopak chyba nie wiedział, że nim jest. Miał na imię Jacek, miał piegi, odstające uszy i czerwone oprawki od okularów. Chodził do równoległej grupy w przedszkolu i widywaliśmy się głównie na placu zabaw. Tańczyłam z nim na rytmice w parze i na balu przebierańców. Potem poszedł do innej podstawówki, a mnie pozostała miłość do piegów. Ostatecznie miłość prysła, gdy gdzieś w 5. klasie pojechałyśmy na rowerach z dziewczynami nad Wisłę i na plaży zbudowałyśmy zamek. A ON (nadal miał piegi, a twarzy pierwszej miłości się nie zapomina), podszedł do nas, zburzył nasz zamek i na niego napluł. Po tym zdarzeniu moje wspomnienia o nim już nie były tak pięknie piegowate i czerwone jak serduszko i jego oprawki.

OLASZKA

Miałam 14 lat. Na tym etapie zwykle dzieją się superrzeczy, a u mnie była toksyna i bierna agresja, jak u trzydziestolatków. Zerwał ze mną po tygodniu, bo ortopeda powiedział mi, że ze sportu zostało mi tylko pływanie, więc chłopak spanikował i zamknął sprawę tekstem: "moja wymarzona dziewczyna musi ze mną jeździć na rowerze". Pierwszy chuj w moim życiu.

ANNA RĄCZKOWSKA

Ponieważ kiedyś podrywałam chłopców na "niezdobytą twierdzę", pierwszego chłopaka miałam bardzo późno, bo chyba dopiero w liceum. Po latach koledzy "z pracy" uzmysłowili mi, że ten sposób za dobrze nie działa. Mnie wydawał się doskonały, bo, według mnie, odsiewał ziarno od plew. A że tych ziaren specjalnie nie zostawało? Cóż. W podstawówce znajdowałam w kieszeniach kurtek kartki z hasłem "czy chcesz ze mną chodzić?", ale ponieważ na ogół były niepodpisane, niewiele mogłam z nimi zrobić. W każdym razie mój pierwszy chłopak był harcerzem, jeździliśmy razem na obozy, a reszta jest wspomnieniem.

PAULINA GORZKOWSKA

Pierwszy chłopak, który oficjalnie poprosił mnie o chodzenie był największym przystojniakiem w mojej 5A. Rzadko spotykany zestaw jasnych włosów i brązowych oczu, dołeczek w brodzie i do tego jeszcze jeden - w policzku. Mistrzowsko kopał w piłkę i wspaniale się wykłócał o nieistniejące spalone. Durzyłam się w nim wieki wcześniej, czyli w czwartej klasie, więc czułam, że jednak powinnam się zgodzić, bo kurde, niby po czasie, ale cel w końcu zdobyty, co nie? Przybiłam wewnętrzną piąteczkę, a i serduszko, przyznaję, lekko zadrżało, choć mniej, niż gdybym tę propozycję usłyszała rok wcześniej. Następny miesiąc spędziliśmy trzymając się za ręce w drodze do szkolnego sklepiku po ciastka w kształcie papierosów i do kina na "Rodzinę Addamsów". Pewnego dnia dzwoni domofon: "Wyjdziesz?" Wychodzę, pod klatką stoi mój chłopak ze swoim najlepszym przyjacielem Maćkiem. Radośnie się uśmiechając, mój chłopak rzuca niezobowiązująco "Cześć, zrywam z tobą" i bez pauzy, na jednym oddechu: "ale za to Maciek prosi cię o chodzenie". Szok i szkarłat na twarzy Maćka wskazywały na to, że nie uzgodniono z nim drugiej części komunikatu. Pośmialiśmy się i poszliśmy we trójkę na lody. Przy następnych rozstaniach już nie byłam tak wyluzowana.

Pexels.com CC0 Pexels.com CC0

ANNA KONIECZYŃSKA

Pierwszego prawdziwego chłopaka miałam dopiero w liceum. Podstawówka była czasem burzliwych, ale niespełnionych miłości. Największą z nich był kolega z klasy. Niższy ode mnie o pół głowy, z kędzierzawymi włosami, błękitnymi oczami i brytyjskim akcentem. Miłość skończyła się wtedy, gdy powinna była się zacząć, czyli w momencie wyznania wzajemności. Gdy on dał mi walentynkę w szóstej klasie, stwierdziłam, że widocznie nie jest mnie wart, jeśli zwrócił na mnie uwagę. Pokrętna logika trzynastolatki. Od tego czasu zmądrzałam i nieszczęśliwą miłością darzę tylko bardzo duże kawałki ciasta czekoladowego.

ANIA OKA

Nie wiem czy można uznać Piotrka za mojego pierwszego chłopaka, ale dla mnie to był zdecydowanie ważny związek. Mieliśmy po 8 lat, spotkaliśmy się przypadkiem, ja byłam z koleżankami, on zbaraniał, a potem jechał za mną rowerem do samego domu, pięknie się uśmiechał i szczerze zachwycony wołał: "Ale jesteś ładna, powiesz mi jak masz na imię?". Mieszkaliśmy niedaleko siebie, więc widywaliśmy się jeszcze kilka lat. Chyba nawet udało nam się zamienić kilka zdań, co było oszałamiającym przeżyciem dla obu stron - co się na siebie spojrzeliśmy to zaczynaliśmy się śmiać.

W tym roku zaczęłam spotykać go w szkole podstawowej do której odprowadzamy nasze dzieci. Ma brodę, ale wygląda przesympatycznie i nadal się pięknie śmieje.

***

No właśnie - wszyscy trochę dorośliśmy, a my pierwszych chłopaków zamieniłyśmy na AKTUALNYCH: jedynych, najlepszych i najważniejszych. Weźcie więc dziś dziewczyny swoich chłopaków, mężów, partnerów czy konkubentów (jak zwał, tak zwał) na randkę z okazji Dnia Chłopaka. Polecamy film "Sypiając z innymi" , nad którym nasza redakcja ma patronat. Sypiania z innymi nie polecamy - przynajmniej nie dziś.