Pirelli 2016: Mózgi zamiast cycków, czyli nowy pomysł na zawartość kontrowersyjnego kalendarza [NSFW]

Skandal, szok, niedowierzanie. Gdzie nagość i młodość, gdzie gładkie ciała, zmysłowe pozy i seksowne skrawki szmatek podkreślające kobiece kształty? Kalendarz Pirelli na 2016 rok pokazuje alternatywę (albo konieczność) posiadania czegoś więcej.

Na planie zdjęciowym, Kalendarz Pirelli 2016, Annie LeibovitzNa planie zdjęciowym, Kalendarz Pirelli 2016, Annie Leibovitz (kolaż: Foch)

W ciągu pięciu dekad - z przerwą na kryzys w na przełomie lat 70. i 80. - fotografowie obu płci sprawili, że typowy, szowinistyczny produkt, "kalendarz z cyckami" (nie tylko) dla miłośników czterech kółek, zmienił się w dzieło sztuki. Oczywiście mimo wielu zmian obyczajowych premiera każdego kolejnego wydania Kalendarza Pirelli budzi kontrowersje, Wszystko wskazuje jednak na to, że edycja na przyszły rok będzie dyskusyjna z zupełnie innych powodów.

Annie Leibovitz nie dość, że nie postawiła na epatowanie nagością, a nawet cielesnością, nie dość, że poubierała wszystkie pozujące, to jeszcze wybrała sobie bardzo ciekawe modelki - kobiety, które przede wszystkim pokazują kobieca siłę, wrażliwość i kreatywność. Wśród zaproszonych znalazła się na przykład Patti Smith, Yoko Ono, Amy Schumer i Serena Williams.

Sama Leibovitz przyznała, że wszystko zaczęło się od rozważania nad rolą kobiet, które stały się wpływowymi postaciami - "Chciałam przygotować zestaw klasycznych portretów. Uznałam, że kobiety powinny wyglądać silnie, ale jednocześnie naturalnie". Fotograficzka zastanawia się, jak jej pomysł zostanie odebrany przez typowych fanów "cycków w tropikach". Czy docenią "wewnętrzne piękno" tkwiące w ascetycznych portretach?

Jak to jest z tym Pirellim?

Najprostsze skojarzenie związane z kalendarzem tej firmy odsyła właśnie do świata aktów, pewnie dlatego większość osób, którym chciałoby się dokopać do archiwalnych wydań słynnego "The Cal" z lat sześćdziesiątych, bardzo by się zdziwiła. Przygotowany z myślą o wąskim gronie odbiorców przez brytyjska filię producenta opon terminarz zawierał przede wszystkim duże zdjęcia nieznanych modelek w ubraniach. Owszem, niekiedy wystarczało spojrzenie, drobny, zmysłowy gest dotykania językiem loda albo nonszalanckie pozowanie z papierosem muskanym przez usta, by już wywołać w obserwatorze erotyczne napięcie, ale pierwsza dosłowna nagość i pierwsze wyeksponowane biusty na fotografiach z tej publikacji pojawiły się dopiero w latach siedemdziesiątych. Piersi królowały w każdej kolejnej edycji (po wspominanej już wyżej kryzysowej przerwie), dopasowując się do tematu przewodniego wybranego na dany rok.

Pierwsze lata słynnego kalendarza, kolaż: foch.plPierwsze lata słynnego kalendarza (kolaż: Foch)

I tak w 83. roku mieliśmy cycki plażowo-błękitne, w 84. cycki wodewilowe, w 86. cycki malarskie, w 87. czarne cycki, w 88. cycki baletowe, rok później mityczne cycki, a następnie cycki olimpijskie, walczące cycki, zwierzo-cycki.

Wreszcie w 1995 roku jeden z najsłynniejszych fotografów wyspecjalizowanych w sesjach dla magazynów lifestyle`owych, Richard Avedon pokazał - niejako na deser - poczwórny portret dolnej części ciała swych modelek z łonem skromnie przesłoniętym elementami symbolizującymi kolejne cztery pory roku. Ten sam fotograf na potrzeby innej edycji "The Cal" jedną ze swych azjatyckich modelek ubrał w wojskowy mundur, trzy inne dziewczyny ubrał od stóp do głów w grube wełniane swetry. Możliwe też, że wszyscy, którym się wydaje, że Pirelli serwuje ucztę wyłącznie dla pożeraczy kobiecych ciał prężących się na złotych piaskach nie pamiętają, iż w 1998 roku na fotografiach oprócz modelek pojawili się (ubrani - ale sugeruję nie drzeć o to szat) BB King, Robert Mitchum, John Malkovich, Bono i Kriss Kristofferson.

Kalendarz Pirelli z okresu Kalendarz Pirelli z okresu "cyckowego", czyli lata osiemdziesiąte  (kolaż: Foch)

Daj mi ciało i móóóóóóóóózg

Jeszcze ciekawiej robi się, jeśli z nie tak dalekiej przeszłości wydobędziemy "The Cal" z fotografiami wykonanymi przez Steve'a McCurry'ego, jednego z najlepszych fotoreporterów. Specjalista od relacjonowania konfliktów zbrojnych, człowiek, który z dużą wrażliwością dokumentował życie mniejszości etnicznych, facet, który wykonał jeden z najbardziej rozpoznawalnych okładkowych portretów - podobizny afgańskiej dziewczynki - cóż, ktoś taki nie pozwoliłby sobie na zwykłe akty. Do współpracy zaprosił modelki i aktorki, które są zaangażowane w działalność filantropijną, na plener wybrał już nie plaże, a slumsy w Rio - po to, by zwrócić uwagę na problemy żyjących tam ludzi (co oczywiście można równie dobrze uznać za genialny zabieg marketingowy). Przy okazji zaskoczył odbiorców po raz pierwszy pokazując w kalendarzu Pirelli modelkę w widocznej ciąży. W ubiegłym roku Steven Meisel wywołał burzę komentarzy po tym, jak zdecydował się, by gwiazdą kwietnia została Candince Huffine, pierwsza w historii kalendarza modelka plus-size.

Przysłowiowe cycki były, są i będą. Taki ruch ze strony twórców kalendarza Pirelli jest tylko dodaniem alternatywy i myślę też, że kolejnego wzorca dla dziewczyn. Nie trzeba być już "tylko" pięknie wyglądająca księżniczką, warto mieć inne walory. Oczywiście zaczną się dyskusje nad wyborem kobiet do nowego kalendarza, bo ktoś chciałby tu jeszcze mieć Glorię Steinem, kto inny widziałby Lenę Dunham. Przyznam jednak, że wolę takie dyskusje, niż opinie, że Pirelli znów skupia się na pięknie zewnętrznym. Nie mam pojęcia, czy to dobry ruch dla samej marki, warto jednak zdać sobie sprawę, że uciekając od konwencji, z którą kalendarz jest kojarzony właśnie w taki radykalny sposób, firma przykuwa uwagę tych, którzy dotychczas w ogóle nie interesowali się kalendarzem.

Zauważa Joanna Kurkowska, fotografka, miłośniczka twórczości Annie Leibovitz, ekspertka od nowych mediów. Dodaje też, że przyszłoroczną edycją Pirelli daje prztyczka w nos zwłaszcza odwiecznym wrogom, którzy gardzili kalendarzem Pirelli z powodu hegemonii cycków.

Może to ukłon w stronę kiełkującej od kilku lat mody na bycie sapioseksualnym - trendu, który ma swoje korzenie w półświatku nerdów zakochujących się przede wszystkim w tym, jak ktoś pięknie myśli, a dopiero potem w oczach /cyckach/dupie/ klacie/seksie* (niepotrzebne skreślić, jeśli jest taka konieczność).

Powiem szczerze, że nawet mnie pomysł na przyszłoroczny kalendarz zaskoczył. O trwałej zmianie pewnie nie ma mowy, ale ponieważ obecnie coraz trudniej zaskakiwać seksem i łamać tabu nagością, czas więc - choćby na chwilę - sięgnąć po mózgi.