Jak ujarzmić plączące się włosy? Tragifarsa z kołtunem w tle

Umiłowane właścicielki włosów kołtuniących się bez pamięci. To wam dedykuję opis mojej walki z kołtunem. I choć jeszcze totalnego zwycięstwa odtrąbić nie mogę, to klnę się na Boga - wróg u bram pojawia się rzadziej.

Czyż nie jest to prawda?

Większość znanych mi kobiet marzy o włosach pięknych i niewymagających uporczywej pielęgnacji. Należę do tego grona, oczywiście. Zwłaszcza odkąd zafundowałam sobie ombre (tak, wiem, że było modne kilka lat temu, wtedy TEŻ je nosiłam).

Jak podziałało ombre na moje włosy, jest łatwe do przewidzenia. Dramatycznie rozjaśnione, wypowiedziały mi wojnę. Nie dość, że początkowo miały lekko zielonkawy odcień, to w ramach zemsty zajadle stłoczyły się w plugawe kołtuny. Część natomiast najzupełniej bez honoru odeszła, łamiąc się w pół. Czy muszę dodawać, że za te wszystkie przyjemności wystawiono mi w salonie taki rachunek, że przez chwilę rozpatrywałam wzięcie kredytu?

O przygodach u fryzjera w niepowtarzalnym stylu pisała już red. Wróbel. Do jej listy fryzjerskich porażek chcę dodać jeszcze swoją - na szczęście z pozytywnym zakończeniem. Włosy odratowane (no, w miarę), a kołtun "rozpracowany".

Mądra, a przynajmniej mądrzejsza, ale po szkodzie (fot. AM)Mądrzejsza, ale dopiero po szkodzie. Po podcięciu włosów i wyrwaniu kilkunastu kołtunów (fot. AM)

Co mogę powiedzieć o kołtunach na podstawie własnych doświadczeń? Przede wszystkim to, że kołtuny powstają na włosach zniszczonych, przesuszonych, źle mytych, źle czesanych oraz z powodów irracjonalnych (najczęściej). Najlepiej zacząć od zlikwidowania powodu podstawowego. U mnie pierwotną przyczyną było katastrofalne spalenie włosów. Dodałam, że dekoloryzacja odbywała się na folii aluminiowej? Możliwe, że wyparłam to z pamięci, bo za takie grzechy na włosach powinno się w trybie natychmiastowym deportować do piekła.

Intensywna dekoloryzacja połączona ze zbyt częstym stosowaniem środków do stylizacji zawierających alkohol zamieniła mi włosy w kaczy puch. Przy kręconych włosach, które i tak w większości przypadków mają tendencję do przesuszania się, stanowiło to zabójczą kombinację. O stopniu zniszczeń niech zaświadczy to, że mój fryzjer (nowy, nie ten od ombre) zapytał mnie, dlaczego tak często korzystam z prostownicy. Tymczasem ja NIGDY nie sięgam po prostownicę (mimo uroczego fallicznego kształtu).

Co radzą eksperci od włosów ofiarom innych ekspertów od włosów?

Nie spodziewajcie się rewolucyjnych nowości, raczej uważnie przyjrzyjcie się swoim codziennym zwyczajom pielęgnacyjnym. Ja mam na sumieniu kilka pielęgnacyjnych grzeszków.

1. Zrezygnuj ze środków do stylizacji włosów zawierających alkohol. Wyrzuć wszystkie pianki do włosów, lakiery czy inne półpłynne usztywniacze. Ewentualnie podaruj komuś kogo nie lubisz. Dlaczego? Alkohol nakładany na włosy działa jak aceton, niszczy łuski włosa. Reasumując - alkohol pijemy, owszem, ale nie aplikujemy na włosy.

2. Intensywnie nawilżaj. Niekoniecznie gotowymi specyfikami, choć te oczywiście też są niczego sobie. Z ręką na sercu mogę polecić intensywnie odżywiający cement do włosów (Ciment Thermique) marki Kerastase. Jedyny minus to cena, nawet 100 zł za 150 ml.

Na szczęście niezgorsze rezultaty daje też nakładanie dobrej jakości oleju. Mnie uratował olej sezamowy, który kosztuje niecałe 20 zł. Olejowanie spalonych włosów ma jedynie ten minus, że jest niewygodne, a sezam pachnie specyficznie za to intensywnie.

3. Myj głowę w wodzie letniej, a nawet chłodnej, gorąca rozszerza łuski włosów i czyni je wrażliwymi na mechaniczne uszkodzenia. Nie myj włosów jakbyś prała skarpety w górskim potoku. Im delikatniej je umyjesz, tym mniej kołtunów możesz się spodziewać. Bo o tym, że właściwie powinno się myć skórę głowy, spłukując jedynie wodą włosy, nie ma sensu wspominać. Jeśli możesz, myj głowę w pozycji stojącej. Na włosy nakładaj już spieniony szampon.

Unikaj szamponów o zbyt kwaśnym pH oraz tych z silikonami - one co prawda początkowo ułatwiają rozczesywanie włosów, ale z czasem zaczynają się na włosach odkładać, potęgując problem. Od pewnego czasu używam szamponu z Rosmanna - Alterry, bez silikonów. Nawilża mniej niż szampon nawilżający Tołpy (spróbujcie kiedyś szamponu z klonem, lipą i pszenicą - bajka), ale i cenę ma niższą.

Niektóre tutoriale rozpowszechniają modę na mycie włosów kwaśnymi preparatami - choćby emulsjami do higieny intymnej. Cóż, nie utożsamiałabym głowy ze sromem. Przynajmniej swojej.

4. Nigdy, przenigdy nie stylizuj włosów mokrych! Poszarpiesz jedynie rozszerzone łuski włosów i poplączesz włosy jeszcze bardziej. Poczekaj, aż wyschną. Najlepiej naturalnie. Chyba że na twojej głowie pojawił się już kołtun monstrum. Wtedy jedynym rozwiązaniem jest płukanie włosów w zimnej wodzie i płynie do płukania tkanin. Obecna w nim lanolina dodaje włosom gładkości, a to znacząco ułatwia pozbycie się kołtuna bez sięgania po nożyczki.

5. Czesząc uzbrój się w cierpliwość, zaczynaj od końcówek i powoli rozczesuj wyższe partie. Raz dane mi było odwiedzić salon fryzjerski, w którym dziewczyna wbiła mi szczotkę w czubek głowy i niemal zapierając się nogą o fotel, ciągnęła ją w dół. Do dziś przechodząc obok mamroczę pod nosem przekleństwa.

Jak z kołtunami radzą sobie dziewczyny?

Zdania i doświadczenia są podzielone, niektóre rady nawzajem się wykluczają. Część zachwala bowiem upinanie włosów(zwłaszcza do snu), część stanowczo odradza. Jesienią i zimą wygrywają jednak entuzjastki wiązania włosów i to nie tylko nocą. Dlaczego? Winne temu są szaliki, które przy rozpuszczonych włosach mogą intensyfikować powstawanie kołtunów.

Redaktor Marta Lewin pominęła kwestię fryzury, ale doradziła mi wymianę pościeli na jedwabną. A przynajmniej korzystanie z takiej poduszeczki. Niestety, koszty pralni chemicznej odwiodły mnie od skorzystania z tego rozwiązania. Jeżeli jednak czyjaś kieszeń lepiej wypełniona jest niż moja - sugestię przekazuję. Z całą pewnością odżałuję za to niewiele ponad 30 złotych na niezbyt ładne, za to skuteczne zgrzebło - Tangle Teezer.

Zgrzebło uważam za obrzydliwe, ale kolor je ratuje (fot. mat. promocyjne)Zgrzebło uważam za skrajnie obrzydliwe, ale kolor je nieco ratuje (fot. mat. promocyjne)

Na liście zakupów, które mają mi pomów w walczeniu z kołtunem widnieje jednak nie tylko ta szczotka. Ponieważ włosy są nadal przesuszone będę posiłkować się naftą kosmetyczną i odżywkami z siemienia lnianego. Z powodu pięknego zapachu z pewnością powtórnie kupię maskę nawilżającą Tołpy z gardenią tahitańską i szampon z serii. Najważniejszym punktem na liście jest jednak: NIGDY WIĘCEJ OMBRE!

Więcej o: