Rzeczy, których NIE WOLNO robić przy swoim facecie (i w zatłoczonym autobusie)

Wpadł mi w oko tytuł artykuły na zagranicznym serwisie: czego nie robić przy swoim facecie, bo to obrzydliwe. Pomyślałam: o ciekawe jakie to rzeczy, wszak też uważam, że są rzeczy, które należy zachować dla siebie i schować się z nimi przed światem. Zbadałam temat i się zadumałam. Czy jestem jakaś niepostępowa?

To miał być ironiczny tekst, odwołujący się do pewnego artykułu wiralującego się w internetach - o tym, czego nie powinnaś, kobieto, robić przy swoim facecie, bo jesteś obrzydliwa. Wspomniany artykuł (czy raczej zabawne obrazki okraszone minikomentarzem) rozpoczyna się od stwierdzenia, że nie powinnaś kobieto wyrywać sobie przy swoim facecie brwi, bo spostrzeże, żeś nie taka idealna od nowości i jeszcze da dyla. Potem jest mocniej: nie pozbywaj się przy nim wąsika, jeśliś posiadaczką takowego, bo "faceci są zbyt delikatni, by coś takiego znieść". No tak, racja. A potem zaczyna być refleksyjnie (czytaj: skłaniająco do refleksji). Nie afiszuj się przed nim, że masz okres. Nie drap się, gdy jakiś owad cię użre, bo to nie jest sexy. Nie jedz, bo zdradzisz się, że nie liczysz kalorii i, co gorsza, że robisz kupę - bo przecież coś z tym jedzeniem potem musi się stać. Wyliczanka kończy się radą, by nie mrugać, nie myśleć i nie oddychać. To wszystko może mieć wywrzeć z jakiegoś powodu negatywne wrażenie.

Fryzura jest ważna Fryzura jest ważna

Ha ha ha. Kumam przekaz. Tego typu listy "czego przy facecie nie robić" należy wyśmiać, wszak to bzdura. Masz być sobą, a nie jakiś facet ci będzie samym swym istnieniem narzucał, co masz robić, gdzie czy kiedy. Teoretycznie słuszne. Ale są też takie rzeczy, które niektóre - nazwijmy je na potrzeby tego tekstu - naturalistki robią przy swoich facetach, bo uważają, że nie ma żadnych barier i ograniczeń. Chcesz mnie, to z całym dobrodziejstwem inwentarza. Tak, co do zasady - racja. Nie ma co udawać przed facetem (i przed kimkolwiek innym), że jest się osobą, która w życiu się nie spociła, nie robiła siku, kupy, a włosy - na nogach, pod pachami czy na głowie - same się pielęgnują lub znikają.

Odwieczny problem w związku: być sobą, taką prawdziwą, stuprocentową, czy może jednak pokazywać mu swoją lepszą odsłonę? A nie można być sobą, ale zachowywać pewne rzeczy dla siebie? Nie rozumiem głosów oburzenia, które podnoszą się czasem, gdy ktoś powie, że czegoś przy facecie nie należy robić. Że on ma cię przecież akceptować. Że sama się musisz akceptować, bo jak nie, to co to za związek. A co to ma wspólnego z akceptacją? Czy ja muszę widzieć, że ktoś robi siku, by mieć stuprocentową gwarancję, że jestem z tą osobą blisko?

Ja wiem, że znacie się świetnie, że się kochacie, nie macie przed sobą tajemnic. I nie chodzi mi tu o to, że trzeba udawać kogoś innego. Nie mówię o tym, by budzić się, nim on się obudzi - biec do łazienki, nakładać sobie szpachlą twarz (niektórzy nazywają to makijażem), układać włosy na lokówkę, a potem wracać do łóżka, kłaść się obok, udając, że wciąż się śpi. A gdy on się obudzi, przeciągnąć się rozkosznie i udać, że oto właśnie królowa się obudziła, taka piękna i gotowa do podboju świata.

Są jednak takie rzeczy, których nie robimy przy ludziach. Bo są intymne, obrzydliwe, wstydliwe, nasze. I choć z partnerem dzielimy intymność i mamy "nasz" świat, to jednak nie należy go wpuszczać tak zupełnie wszędzie. Bo się obudzisz któregoś dnia, pierdniesz, bekniesz, wydłubiesz z nosa gluta i nie zdziwi cię wcale to, że ten gość obok też beknie, pierdnie i nie będzie miał ochoty na seks.

Nie chcę się tu wdawać w dyskusję, kto jest zły i kto "nam, biednym kobietom" narzucił takie, a nie inne wzorce. Tak już jest, że pewne rzeczy są obyczajne, inne nie. Artyści i inne waleczne dusze są po to, by przesuwać granice, zwykłe małe człowieczki - by dzięki obyczajom, wzorcom i utartym schematom sprawnie funkcjonować. Nie bardzo rozumiem, jak niegolenie pach ma sprawić, że poczuję się bardziej równouprawiona - nie tędy droga, uważam, że to zbędne mecyje walczyć pod takim hasłem. Ale wszystko dla ludzi. Jeśli ktoś w ten sposób ma ochotę się wyrażać, proszę. Ja, przyznam - niekoniecznie chcę to z bliska widzieć. Taka już jestem staromodna (a może nie? Bo przecież to nie takie znowu stare to niegolenie pach?).

Co zrobić, gdy tak wyglądasz po przebudzeniu? Nic tylko się przejść / fot. pexels.com Co zrobić, gdy tak wyglądasz po przebudzeniu? Nic tylko się przejść / fot. pexels.com

Zanim więc stoczymy kolejną batalię o niegolenie pach i inne naturalne symbole bycia tylko sobą - może po prostu ustalmy, że niektórych rzeczy nie robimy przy ludziach w ogóle, nawet przy tych, przy których czujemy się najswobodniej na świecie. A to znaczy, że przy partnerze też nie. Gdybym miała doradzić, lista byłaby następująca:

CZEGO NIE ROBIĆ W ZATŁOCZONYM AUTOBUSIE I PRZY SWOIM CHŁOPAKU TEŻ

Nie wyciskaj pryszczy. Nie chodzi o to, że "ojeju, co mam udawać, że nie mam pryszczy?!". Nie, jeśli masz, nie udawaj, że nie masz, spoko. Ale załatwiaj sprawy z pryszczami sama, w końcu jest to dość obrzydliwe. Po co się obrzydliwością z kimkolwiek dzielić?

Nie wyrywaj sobie brwi i wąsika, jeśli posiadasz. Bo i po co robić to przy kimkolwiek? Twoje kłaki, spędź z nimi ten czas - w końcu to wasze ostatnie wspólne chwile.

Nie depiluj pach, nóg, bikini. Nie dlatego, by utrzymywać go w błogiej nieświadomości, że rosną ci kłaki tam, gdzie ogólnie udajesz, że ich nie ma. Po prostu dlatego, że do czynność dość intymna, twoja.

Nie dłub w nosie. Boś nie prosię. Bo to brzydkie. I fujkowe.

Nie siusiaj (że nie wspomnę o cięższym kalibrze toaletowym). Generalnie trzymanie się zasady, że nie opróżniasz jelit czy pęcherza przy ludziach wydaje mi się dość zdrowe.

Nie pokazuj zużytych materiałów higienicznych, które potrzebne ci są na trudy menstruacji.

Nie czyść sobie zębów. Chociażby dlatego, że robisz wtedy takie głupie miny. Niech robienie głupich min kojarzy się wam z jakimś śmiesznym przekomarzaniem się, nie z higieną jamy ustnej.

Nie obgryzaj paznokci i skórek. Z wyżej wymienionego powodu. (O, nie wiesz nawet jak bardzo widać, gdy DYSKRETNIE próbujesz to zrobić w miejscu publicznym!).

Nie bekaj, nie pierdź. Nie zrobiłabyś tego w pokoju pełnym ludzi, prawda? Więc dlaczego swojego faceta zamierzasz tym zaszczycić? (Dyskretniaki, których nie da się powstrzymać się nie liczą).

Żadnych barier? Żadnej tajemnicy?! Żadnych barier? Żadnej tajemnicy?!

Czy naprawdę konieczna jest taka lista? Mam nadzieję, że nie. Choć odnoszę wrażenie, że w bitwie pod sztandarem wyzwolenia kobiet trochę się pomyliły sprawy priorytetowe. I że niedługo powstaną grupy na fejsie nawołujące do takich aktywności w imię walki z nierównością płci.