Gdzie zagubić się w nieprzebranym tłumie, a gdzie zaznać ciszy? 10 wymarzonych kierunków podróży

Choć właśnie wróciłam z wakacji, nie przeszkadza mi to planować następnych. Bo coraz częściej przekonuję się, że z dystansu więcej widać. Oto 10 miejsc, które chciałabym odwiedzić. Najchętniej w ciągu najbliższych pięciu lat. A co tam, przecież można marzyć!

Przestrzenie jak z filmów, ale ja chcę je zobaczyć na żywo (fot. Unsplash.com CC0) Przestrzenie jak z filmów, ale ja chcę je zobaczyć na żywo (fot. Unsplash.com CC0)

Nowa Zelandia, bo chcę zobaczyć plan filmowy na żywo

Nie tylko "Władcy pierścieni". Na górach, jeziorach i polach Nowej Zelandii nakręcono kilkaset (co najmniej!) filmów, w tym "Avatara", "Fortepian" i "Niebiańskie istoty". Podobno najwięksi bogacze świata w strachu przed kryzysem, zmianami klimatu i nadchodzącą rewolucją, wykupują nieruchomości na tym pięknym końcu świata. Ja na razie sprawdziłam cenę biletów z Warszawy: cztery tysiące złotych. Za znalezienie się w miejscu (prawie) nietkniętym ręką człowieka to całkiem godziwa zapłata.

Chiny, bo chcę poczuć się sama pośród miliarda

W każdym mieście tłum jest inny. W Berlinie, Londynie i Nowym Jorku ludzie wylewają się z metra wielotysięczną falą, ale każdy jest inny, osobny, swoisty. Na wschodzie podobno jest inaczej. Ludzie zbijają się w masę dla poczucia bezpieczeństwa i przynależności. A że samotność najbardziej dojmująco poczuć można właśnie tam, gdzie nie jest się samemu, na listę życzeń wpisuję też Chiny. Z Pekinem, gdzie w co drugiej restauracji za oknem wiszą kaczki (przyrządzone oczywiście po pekińsku), Szanghajem, który wygląda jak Nowy Jork i Wielkim Murem, którego wcale nie widać z kosmosu. Ale czy będąc w Chinach można nie myśleć o majaczących na horyzoncie gigantycznych fabrykach, smogu, który zatyka gardło i czerwonej książeczce Mao?

Brazylia, bo chcę potańczyć

Tu ukrył się kiedyś Arkadius, a po krachu marki dołączył Zień. Ale ja w Brazylii nie szukałabym ukojenia, a raczej niepokoju. Tętniących sambą ulic Rio, buchających od buntu faweli, plaż, gdzie opalają się najdoskonalsze (choć podobno rzadko naturalne - operacje plastyczne funduje się tu na 16. urodziny) kobiety świata, z których co najmniej połowa należy do Aniołków Victoria's Secret. Piękno kontra brzydota, obrzydliwe bogactwo kontra dramatyczna bieda, miejski tłum kontra dzika dżungla. Czy mówiłam już, że kocham kontrasty?