10 rzeczy, na które nie warto tracić czasu i energii. Nigdy!

Nie mam czasu - zdaje się być jedną z najczęściej powtarzanych fraz. A przecież można inaczej. Spróbuj wyobrazić sobie, że przestajesz tracić energię na czynności, które wykonujesz tylko dlatego, że czujesz się winna, zobowiązana lub zmuszona. Zyskasz i czas, i energię.

Zawsze po urlopie patrzę na życie bardziej trzeźwo. Tracę złudzenia odnośnie ludzi, o których jeszcze niedawno zabiegałam. Obiecuję sobie, że nie będę poświęcać czasu na gadanie po próżnicy, marudzenie, plotkowanie. Urządzam detoks: w kuchni, w pracy, w weekend. Ograniczam, żeby zyskać. Rezygnuję, żeby wybrać.

A gdyby tak przestać tracić energię na to, co nie sprawia przyjemności? (fot. AK)A gdyby tak przestać tracić energię na to, co nie sprawia przyjemności? (fot. AK)

Oto subiektywna lista 10 rzeczy, na które nie warto tracić energii. Zwłaszcza teraz, gdy mamy jej mniej, ale jeśli wejdą nam w krew dobre nawyki, może i zawsze.

1. Chamscy, sfoszeni, wredni ludzie

Tacy, których wcale nie lubisz albo oni nie przepadają za tobą, ale z jakiegoś powodu wciąż się kumplujecie. Bo pięć lat temu spijałaś im z dzióbków, bo twój chłopak zna ich z liceum, bo przecież są dobrymi ludźmi. Co z tego, jeśli traktują ciebie jak popychadło, wroga, zło konieczne? Nie zadowolisz wszystkich i basta. I choć możesz mieć do przepracowania lekko toksyczne relacje z rodzicami, dla których nigdy nie jesteś dość dobra (od nich też należy ci się odwyk). Choć możesz wierzyć, że po latach chudych znów przyjdą grube i choć ufasz, że oni są tacy złośliwi dla twojego dobra, zrób dobrze sobie.

Kilka ostrych cięć, które w życiu przeprowadziłam (z długim przygotowaniem do zabiegu i ze znieczuleniem), wyszły mi na dobre. Okazało się, że ci "trudni przyjaciele" zajmowali tyle miejsca, że brakowało go w moim życiu na ludzi, którzy akceptują mnie bezwarunkowo i, co ważniejsze, przy których czuję się w stu procentach sobą.

2. Kompleksy na punkcie za dużego brzucha, braku podwyżki i niezbyt wysprzątanego mieszkania

Pomyśl, ile minut dziennie tracisz na zastanawianie się, czy w tej sukience widać ci fałdki, kiedy szef wreszcie uzna twoje wybitne zasługi, a mama doceni, że nauczyłaś się robić kluski śląskie. Chwile "zasłużonego" zadowolenia z siebie mogą nigdy nie nadejść, dlatego jesienią postuluję przymknięcie oka na drobne niedociągnięcia. Chętnie wybaczam innym całkiem grube grzeszki, dlaczego miałabym nie pokochać swoich grubszych części ciała?

3. Imprezy do rana, zwłaszcza te, na które "wypada" wpaść

Sekcja "wydarzeń" na Facebooku puchnie już od poniedziałku, a w okolicach piątku wypluwa z siebie pięć zaproszeń na minutę. Do tego dochodzą premiery w kinie, spektakle, które warto zobaczyć, wernisaże znajomych znajomych. Tym sposobem liczba wieczorów pod kołdrą z mężem, serialem i winem kurczy się do zera. Dlatego postanowiłam dokonywać ścisłej selekcji.

Będę chodzić tylko do osób, na których mi zależy i którym zależy na mnie, i tylko w miejsca, które mnie kręcą. Wiem, że to łatwo powiedzieć, bo gdy to ja organizuję imprezę, chcę, by wszyscy stawili się w komplecie. Może "zluzuję" także w tej kwestii. A na razie będę stosować się do prostej reguły: jeśli na pół godziny przed wyjściem bardziej niż wyjść z domu chce mi się umyć szczoteczką do zębów fugi w łazience, zostaję.

4. Udawanie, że coś ci się podoba, jeśli uważasz, że jest głupie, niepotrzebne i złe

Twoim zdaniem głupie, niepotrzebne i złe. Niezależnie, czy chodzi o piosenkę One Direction, ukochanego zespołu twojej dorastającej siostrzenicy, sukienkę, którą wybrała dla ciebie twoja najlepsza przyjaciółka, która właśnie bierze ślub, czy poglądy twojego dziadka na uchodźców, tych bezbożnych dzikusów i złodziei.

Myślisz, że udaje ci się ukryć szyderczy uśmiech, nieszczery zachwyt i ogólną niezgodę na świat? Ja wiem, że po mnie widać wszystko, dlatego dezaprobatę wyrażam teraz głośno. Albo w ogóle się nie odzywam. Bo moje opinie nie są najważniejsze - ani te pozytywne ani negatywne. I na Boga, nie na każdy temat muszę mieć wyrobione zdanie.

5. Praca bez przyszłości, która nie spełnia twoich oczekiwań

Na zmianę pracy każdy moment jest dobry, ale jesień najlepsza. Zmuszenie się do biurowej rutyny po tych wszystkich wakacyjnych olśnieniach to wyzwanie nawet dla pracoholików. Zdecydowanie łatwiej zacząć od nowa, bo na spełnianie marzeń energii nigdy za wiele, a na mozolne odhaczanie kolejnych punktów planu nie warto tracić życia.

6. Drobne słabostki

Nie znoszę dzwonić, płacić rachunków i chodzić po urzędach, więc ograniczyłam te czynności do minimum. Kiedyś wstydziłam się przyznać do mojej niepełnosprytności. Na szczęście dojrzałość polega na tym, że wiem, w czym jestem dobra, a czego chwytać się nie powinnam. Radzę ci to samo.

Nie staraj się być jednocześnie perfekcyjną panią domu, koleżanką z pracy i ikoną stylu. Jeśli jedno z tych życiowych zadań ci nie wychodzi, zainwestuj w to, co umiesz lepiej.

7. Złe związki

Powtarzania, że bez sensu wikłać się w toksyczne relacje, nigdy za dużo. Ale może podejdź do tego bardziej pragmatycznie: latem zrywać nie warto, bo fajnie wyrwać się z kimś na weekend, napić drinka na plaży albo przejechać na rowerze. Jesienią każda minuta jest cenniejsza, więc warto spędzać czas tylko z osobami bardziej zajmującymi niż nowy odcinek "Skandalu". I takimi, z którymi chcesz przytulać się tak długo, aż zapadniecie w sen zimowy. Albo złapać razem chandrę, depresję, melancholię. A na wiosnę można wyjrzeć z norki i jeszcze raz się rozejrzeć.

8. Okłamywanie siebie

Że w przyszłym tygodniu zapiszesz się na crossfit, że szef cię lubi, że czeka cię świetlana przyszłość z koszmarnym kolesiem. Postulat zaprzestania samooszukiwania się to właściwie wypadkowa wszystkich innych punktów programu.

Detoks, czyli oczyszczenie, oznacza rezygnację z nadmiaru. A nic tak nie zajmuje miejsca w naszym mentalnym magazynie jak pokłady ściemy, które trzeba wciąż na nowo opakowywać, odkurzać i obłaskawiać, żeby nie ujrzały światła dziennego. Stawienie czoła samej sobie jest łatwe. Kilka przepłakanych nocy i po krzyku.

9. Niedobre jedzenie, brzydkie miejsca, nudne wydarzenia

Z tego, co poślednie warto zrezygnować nie tylko ze względu na podrasowany zmysł estetyczny, ale przede wszystkim dla zdrowia, fizycznego i psychicznego. Kebab, bo tanio i szybko, tani hotel, bo przecież trzeba oszczędzać, koszmarny film, bo ma dobre recenzje. Po co:

a) sugerować się zdaniem innych w każdej sferze życia,

b) wybierać mniejsze zło,

c) przestać się starać.

Im bardziej precyzyjnie wybierasz rzeczy, które sprawiają ci przyjemność i im mniej zmuszasz się do tego, co "praktyczne", czas wolny wydaje się pełniejszy. Bo co z tego jeśli oszczędzisz pół godziny zamiast domowego obiadu jedząc kebsa? Ból brzucha trwa znacznie dłużej.

Nie każdy nowy smak musi okazać się smakołykiem, ale każdy poszerza horyzonty (fot. AK)Nie każdy nowy smak musi okazać się smakołykiem, ale każdy poszerza horyzonty (fot. AK)

10. Życie przeszłością

Na zdjęciach byłych, w przebrzmiałych przyjaźniach i miejscach, w których znasz każdy kąt, nie odnajdziesz siebie. Stalkowanie nowej dziewczyny licealnej miłości to strata czasu. Spotykanie się z ludźmi, z którymi nie masz już nic wspólnego oprócz wspólnego zdjęcia spod namiotu to strata czasu. Wracanie do domku w górach, w którym siedem lat temu spędziłaś upojny weekend to strata czasu.

Mogę ci obiecać, że im więcej rzeczy uznasz za stratę czasu, tym więcej, dla przeciwwagi, wyda ci się godnych uwagi, wspaniałych, znaczących.

Dobrej jesieni życzę, tobie i sobie.