Chcesz urazić mężczyznę? Podejmij próbę wyjaśnienia, czym jest zgoda na seks

Pewien brytyjski student poczuł się dotknięty do żywego zaproszeniem na zajęcia, podczas których dyskutowano o (nieraz niestety bardzo płynnej, co pokazują statystyki gwałtów) granicy między zgodą na seks a wymuszeniem stosunku.

Wydaje się to dość absurdalne, że komuś trzeba to tłumaczyć - ale statystki dotyczące gwałtów pokazują, że wcale takie nie jest. Jak podkreśla jedna z edukatorek kursu, który tak uraził studenta: 80% ofiar gwałtu znało swojego gwałciciela. Może więc pytanie - czy zawsze zgoda czy odmowa są czytelne i jednoznaczne - ma sens?

Student University of Warwick George Lawlor, młody i sympatyczny (sądząc po zdjęciu) mężczyzna poczuł się jednak bardzo źle, że ktoś uznał, że trzeba mu to tłumaczyć. Świetnie. Nie bardzo co prawda rozumiemy, co jest tak bardzo miażdżącego w tym zaproszeniu, że aż można je uznać za "największą zniewagę od paru ładnych lat" - jak raczył to ująć George. (Swoją drogą chętnie byśmy poznały tę, która została teraz zdeklasowana, nasza wyobraźnia podsuwa nam ciekawe scenariusze...). Cieszymy się, że George jest w tej zacnej grupie osób, która nigdy nie dopuściłaby się wymuszenia seksu. Jesteśmy przekonane, że gdyby cofnąć się w czasie i zapytać każdego gwałciciela, czy za pięć lat zamierza zrobić komuś krzywdę - to on by się przecież przyznał, wszak gwałcicielem się człowiek rodzi, dojrzewa, dorasta i pielęgnuje w sobie te wszystkie cechy, które sprawiają, że w którymś momencie przestaje się kontrolować.

Gdyby jeszcze George Lawlor wspomniał o swoich urażonych uczuciach na piwie ze znajomymi, skończyłoby się może na jakiejś mniej lub bardziej zabawnej wymianie poglądów. Ale urażony student napisał o tym całą rozprawkę do internetowego wydania studenckiej gazety. Z dość pokrętną logiką wyjaśnia tam, że takie lekcje uczące, jak nie być gwałcicielem nie są potrzebne, bo przecież żaden gwałciciel się na taką lekcję nie wybierze. A dla miłych, rozsądnych chłopców nie ma sensu takich zajęć organizować, bo oni przecież nigdy by muchy nie skrzywdzili. No. To wszystko jasne.

fot. screen ze strony www.independent.co.uk fot. screen ze strony www.independent.co.uk

Tak dobrze ci z oczu patrzy na tym zdjęciu, George, a tak nas zaskoczyłeś, że nie kumasz czaczy / nie czaisz bazy (nie wiemy, jak mówią dziś studenci, jesteśmy za stare). Może, kurczę, coś w tym jest - że nie zawsze można człowiek oceniać po wyglądzie czy po deklaracji wypisanej na kartce. Tak samo jak zapewne większość ofiar gwałtów dała się zaskoczyć, że miły i sympatyczny kolega okazał się głuchy na słowo "nie". Zaręczamy ci, że większość osób, które piszą ci teraz w internecie bardzo niemiłe słowa, nigdy w życiu nie poszłaby na zajęcia z mowy nienawiści i kurs "Jak nie być hejterem w sieci" - bo zupełnie zwyczajnie nie wyglądają oni na hejterów. Ha ha!

A tak zupełnie serio. Takie zajęcia są bardzo pomocne - nie tylko dla mężczyzn, którzy częściej są stroną atakującą, ale i dla kobiet, które mogą sobie nawet nie zdawać sprawy, w którym momencie zaczyna się dziać coś niewłaściwego. Bardzo mądrze na ten temat ostatnio pisały Wysokie Obcasy . Poczytaj, George, może do ciebie dotrze, że różnie w życiu bywa, a ocenianie po pozorach to jedno z gorszych rozwiązań. Język jakby obcy? Skorzystaj z translatora.

A tymczasem, jako stare i zgorzkniałe feminazistki - odbieramy manifest Georga jako apel miłego chłopca, którego nie zauważają dziewczyny. "Halo, tu jestem! Ja, miły chłopiec! I nie wyglądam na gwałciciela!"

Więcej o: