Ludzie, którzy... (budzą we mnie złość)

Są tacy ludzie. Zawsze wiedzą lepiej. Wszystko. Nie ominą najdrobniejszej okazji, by wytknąć ci twoje błędy i wyrazić radość, że sami są lepsi i mądrzejsi. Wiecie, o kim mówię? Znacie ich?

Gdyby niektórych można było oznaczać jako spamGdyby niektórych ludzi można było oznaczać jako spam...

Jako w gorącej wodzie kąpana choleryczka, od lat pracuję nad tym, by panować nad złością. Wyciszać w sobie irytację drobiazgami, nie reagować zbyt emocjonalnie, zachowywać dystans i spokój w obliczu sytuacji budzących negatywne uczucia. Powiedzieć, że nie zawsze mi się udaje, to zbyt okrągły eufemizm, ale - wierzcie mi - bardzo się staram.

A czas nie sprzyja, niestety. Uchodźcy, wybory, polityczne dyskusje, które podnoszą ciśnienie z samej swej natury. Spory, w których wcale nie chce się uczestniczyć, ale wpada się w nie zupełnie mimochodem. I wychodzi niekiedy z głębokimi ranami. Do tego jesień, ten mroczny czas, gdy ludziom w Polsce kończy się cierpliwość i warczą na siebie jeszcze bardziej wrogo niż zwykle, bo kurde jest ciemno, zimno i paskudnie, więc nie ma powodu, by być przesadnie miłym dla innych. Nagle wszystko urasta do rangi wyjątkowej złośliwości losu: autobus, który nie przyjeżdża o czasie albo jest tak zatłoczony, że trudno do niego wsiąść, kolejki do lekarza, awaria kasy w supermarkecie, przepełniony śmietnik, rozsypane klocki LEGO i zgubione awizo.

Ulegam tym irytacyjkom, jak wszyscy, daleko mi do promiennego słoneczka. Pomagam sobie, słuchając energetycznej muzyki, która wymusza dziarski krok i wyprostowanie pleców (to działa, serio). Staram się spać dłużej i więcej wypoczywać. Mieć czas dla siebie i dzieci. Cieszyć się dobrymi chwilami, choćby było to tylko piętnaście minut z tymi, których kocham, spędzone na gadaniu głupot i jedzeniu ciastka na zmianę z pizzą. Celebruję rzeczy miłe. Okazuję czułość. Robię drobne uprzejmości ludziom z mojego otoczenia. Uśmiecham się. Jestem życzliwa. Lubię żartować.

A jednak, mimo tych wszystkich starań, zabiegów i pudrowania tej czerwonej, pulsującej wściekłym blaskiem wewnętrznej lampki - wybucham. Regularnie i z całą mocą. Są bowiem ludzie, którzy naprawdę bardzo, bardzo mnie wkurwiają. Tak do utraty tchu, czerwonej mgły przed oczami i chęci zaciśnięcie rąk na ich wątłych szyjkach tudzież byczych karkach. Tak do tupania nogami i wrzeszczenia wniebogłosy. Rzucania przedmiotami i miotania obelg. Oczywiście nie robię tego wszystkiego (no dobrze: przeklinam strasznie), ale moja złość nie jest przez to mniejsza. Rozrywa mnie od środka i powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu. Zaraz odwiozą mnie do Tworek.

Co to za ludzie? Kim są i co mi robią, że wpadam w berserkerski szał? Personaliów podawać nie będę (ale korci, korci), poprzestając na syntetycznym uogólnieniu.

Ludzie, którzy nie wiedzą. Nie potrafią, nie umieją, zapomnieli, zaspali, spóźnili się, nie wiedzieli, nie słyszeli, a to już teraz miało być? Wyuczona bezradność, dwie lewe rączki opuszczone po bokach, spojrzenie zranionej sarenki. A w podtekście: zrób za mnie, pomóż, popraw, poświęć swój czas i energię na to, czego mi się nie chce.

Ludzie, którzy wiedzą. Lepiej. Wiedzą, potrafią, robią. Lepiej niż ty. Lepiej karmią piersią, lepiej gotują obiad, lepiej lepią pierogi. Znają się na prawie i fizyce kwantowej, średniowiecznym malarstwie tablicowym i najnowszych typach silników rakietowych. Chętnie też udzielą ci nieproszonych porad, okraszonych pełnym samozadowolenia: "Bo to trzeba być idiotą, żeby. JA natomiast..."

Ludzie, którzy się cieszą, gdy inni mają gorzej. Och nie, nie! Oni współczują tym mniej zdolnym, mniej ogarniętym, mniej zamożnym, mniej zdrowym i ładnym. Ale kurde w sumie to ci ONI sami sobie winni, heheheh - mogliby się wziąć w garść i być lepsi. Zyg-zyg, marcheweczka. Coś ci w życiu nie wyszło? Popełniłeś błąd? No wiesz: to twoja wina. Umrzyj.

Ludzie, którzy się nie cieszą. Nigdy. Z niczego. Bo z czego tu się cieszyć? Radość jest taka miałka. I banalna. I głupia. Naiwna. Pozbawiona głębi i znaczenia. A i tak zaraz się okaże, że wszystko dół i gnój - zobaczycie.

Są jeszcze ci, którzy po prostu lubią ranić i zawsze znajdą sposób i okazję. Was nie lubię najbardziej. A kysz.

Więcej o: