Bardzo proste obiady dla bardzo leniwych pań domu: placuszki z cukinii, z soczewicy i na słodko

Nie przepadam za spędzaniem w kuchni długich godzin, ale lubię, gdy to, co w kuchni zmajstrowałam jest smaczne i aromatyczne. Dzielę się z wami bardzo prostymi przepisami na różne placuszki. Szybko, łatwo i smacznie.

Nigdy nie lubiłam gotować. Żyłam sobie zawsze w przekonaniu, że aby przygotować coś naprawdę smacznego, trzeba się nieźle narobić. I nie chodzi o samo realne przygotowanie dania, ale i logistykę poprzedzającą kucharzenie. No bo trzeba przecież mieć w domu te wszystkie kurkumy, trawy cytrynowe i inne wanilie. Przepisy z tych, co to max 30 minut w kuchni (w bonusie uśmiech przystojniaka na okładce książki kucharskiej), może i wymagają spędzenie pół godziny przy garze, ale wcześniej muszę tydzień guglować, by trafić na chociażby ślad informacji, gdzie zdobędę taką, a nie inną komosę, batata czy innego topinambura. A potem czekać na jeden konkretny dzień w tygodniu i jechać na drugi koniec miasta, bo akurat tam, na eko bazarze serwują to czy tamto. Po co mi to?

Brytole mają jakieś inne poczucie czasu... / fot. GT Brytole mają jakieś inne poczucie czasu... / fot. GT

Moja mama zawsze mówiła z przekąsem, że nauczyła się gotować po ślubie. Ja się odgrażałam, że to się nie wydarzy. A tu proszę. Wzięłam ślub i natychmiast wskoczyłam w gary. I jeszcze mam z tego przyjemność! A tak serio: zamążpójście w moim wypadku pociągnęło za sobą przeprowadzkę do innego kraju, gdzie zyskałam pierwszą w moim życiu (poza domem rodzinnym) prawdziwą kuchnię. Czyli taką, w której nie musisz się bać, że stanie się katastrofa, gdy chcesz się obrócić. (Pozdrawiam z tego miejsca kawalerkę i mikromieszkanie z mikrokuchnią, w których mieszkałam w ostatnich latach.) W tej kuchni zrobiłam sobie miejsce na przyprawy - także takie bardziej egzotyczne i postanowiłam spróbować.

Jest tylko jedno założenie w tym wszystkim - uwzględniające moje lewe do gotowania ręce - danie, które zamierzam upichcić ma być proste, ma się składać z kilku raptem składników i jego wykonanie nie może trwać więcej niż te całe 30 minut. Po trzech miesiącach prób i błędów (błędy też były dość smaczne) - udało mi się wyćwiczyć kilka prostych, a bardzo smakowitych dań. Podzielę się z wami moją kulinarną wiedzą tajemną - bo może i wśród was znajdą się takie leniwe panie domu, które potrzebują się przeprosić z garnkami.

Jego pyszność - placuszek z cukinii / fot. GT Jego pyszność - placuszek z cukinii / fot. GT

Placuszki z cukinii (dla 3-4 osób)

Składniki:

2 średnie cukinie;

2-3 małe cebulki;

2 jajka;

Pół szklanki mąki;

Dodatkowo: 200 g łososia i jogurt naturalny;

Przyprawy: pieprz, oregano lub kolendra (jak ktoś lubi, bo to intensywny smak - ja uwielbiam, więc sypię sproszkowaną i dodaję świeżej).

Cukinię zetrzeć na tarce (duże oczka), cebulki posiekać dość drobno. Zmieszać ze sobą, dodać jaja, sypnąć mąki i przypraw. Wyznam wam, że nie da się tego popsuć. Jeśli jest za rzadkie, czujecie, że po pacnięciu tą masą na patelnię - rozleje się, to dodajcie więcej mąki. Jeśli wyszło wam zbyt zbite, trzeba dodać jeszcze jedno jajko (widać mieliście wieeeeelkie cukinie!). Smażymy placuszki na oliwie. Ja lubię takie dobrze przysmażone, aż czarniawe. Podaję z kawałkiem wędzonego łososia i kleksem z jogurtu. Gdy zapomnę o łososiu, ratuję się sosem jogurtowo-musztardowym (z musztardy ziarnistej - bo lepiej wygląda).

Placuszki z cukinii serwowane z łososiem i śmietaną / fot. GT Placuszki z cukinii serwowane z łososiem i śmietaną / fot. GT

Placuszki z mascarpone (dla 4-5 osób lub 2 BARDZO głodnych)

Opakowanie serka mascarpone (500g);

2 jajka;

3-4 łyżki mąki;

Cukier waniliowy (2 łyżeczki);

Proszek do pieczenia (łyżeczka);

Opcjonalnie: ja dodaję trochę mleka sojowego o smaku wanilii - wówczas placuszki są jeszcze bardziej waniliowe, co lubię.

Tu robociznę należy rozłożyć na dwa etapy: wcześniej przygotowujemy masę, a smażyć dobrze jest dopiero po kilku godzinach (a nawet następnego dnia). Mascarpone wrzucamy do miski, dodajemy całą resztę i miksujemy. Odstawiamy do lodówki na co najmniej godzinę. Smażymy na oleju. Serwujemy z powidłami lub konfiturą - najlepiej taką zrobioną samodzielnie, co jest także dziecinnie proste (nie wierzę, że to napisałam, ale jeszcze bardziej nie dowierzam, gdy patrzę na kilkanaście słoików konfitur, które przygotowałam ostatnio WŁASNYMI RĘCAMI). Dobra rada: można zrobić tej masy sporo, trzymać kilka dni w lodówce i w razie potrzeby smażyć kilka placuszków dziennie, nie wszystkie od razu na raz.

Before i after - placuszki z mascarpone / fot. GT Before i after - placuszki z mascarpone / fot. GT

Placuszki z soczewicy

Tu wchodzimy znów na trochę wyższym poziom trudności - bo trzeba rozłożyć pracę kulinarną na aż trzy etapy. Ale efekt końcowy jest tego wart!

Składniki:

Soczewica;

Marchewka średniej wielkości;

2 jajka;

Natka (opcjonalnie: kolendra, mniam mniam);

Bułka tarta (kilka łyżek);

Sól, pieprz, curry czy co tam lubicie do smaku - soczewica cierpliwie przyjmie różne przyprawy.

Paćka z soczewicy i etap smażenia / fot. GT Paćka z soczewicy i etap smażenia / fot. GT

O kotlecikach należy pomyśleć dzień wcześniej, bo soczewica musi się moczyć całą noc w wodzie. W tej samej wodzie następnego dnia należy ją ugotować, dodając soli. Gotujemy, aż będzie miękka. Następnie soczewicę trzeba odcedzić i taką gorącą ugnieść narzędziem do ugniatania ziemniaków (gorąca lepiej się gniecie, gdy się ochładza - twardnieje). Dodać startą marchewkę (albo nie, jeśli ktoś nie lubi), jajka, natkę posiekaną dość drobno, przyprawy i 2-3 łyżki bułki tartej do środka. Mokrymi (moczonymi co chwila) rękami urabiać placuszko-kotleciki i smażyć na rozgrzanej oliwie. Można też, przygotowawszy uprzednio naleśniki wykorzystać masę placuszkową jako nadzienie do pasztecików. Trzeba najpierw trochę podsmażyć farsz na patelni (można od razu w formie zbliżonej do kotletów), a następnie zawinąć go w naleśnik. Potem obtaczamy powstały pasztecik w jajku i bułce - i hyc na patelnie. Cudowne jest to, że może to być wciąż ta sama patelnia, mniej zmywania.

W wersji zdrowszej - jako placuszki i w wersji smaczniejszej - w niezdrowej panierce w formie fasztecika / fot. GT W wersji zdrowszej - jako placuszki i w wersji smaczniejszej - w niezdrowej panierce w formie pasztecika / fot. GT

Jeśli macie jakieś sprawdzone, prościutkie metody na placuszki w innych wydaniach - chętnie poznam. Jakoś się rozmiłowałam w placuszkach, jak widać.

Więcej o: