O ohydnych prezentach od naszych bliskich, czyli kiedy miłości towarzyszy brak gustu

Czy wiesz, że od patrzenia na brzydkie przedmioty można dostać raka? Jak radzić sobie z koszmarkami, które dostajemy w prezencie od mamy, babci, cioci i brata?

rys. Magda Danajrys. Magda Danaj

Za nami Święto Zmarłych, podczas którego mogliśmy kupić balony, pańską skórkę i grające znicze. Jak ktoś chciał to i kiełbaskę albo karkówkę mógł zakupić na cmentarzu. To było preludium zakupów na Mikołajki i na Gwiazdkę. Widziałam na Youtube, że ciężarówka T-mobile już wyjechała. Zaraz pewnie śledzie i karpie będą skakać na bannerach, radośnie pokrzykując - kup mnie! Jak mnie nie kupisz to umrzesz!

No cóż, nasza potrzeba wydawania pieniędzy jest skutecznie łechtana przez reklamy, od których, chociaż bardzo chcemy, to nie da się całkowicie uciec. No, chyba że mieszkasz w Bieszczadach, czytasz tylko książki, chodzisz po górach, a do sklepu wysyłasz posłannika. Tak, to wtedy może się udać, inaczej nie ma szans. Czy to może tłumaczyć tych, którzy wręczają ci prezenty prosto z piekła? Mam tutaj na myśli ludzi, którzy:

- są pozbawieni gustu - przykre, ale nie do przejścia,

- trollują nas - odwdzięczamy się jeszcze brzydszym prezentem,

- są niewidomi i głusi na sugestie, że od tego można dostać raka - jak w pierwszym wypadku.

Ci z was, którzy są odważni, albo mają pewne zaburzenia osobowości, powiedzą wprost co o tym myślą. Nie będą się przejmować uczuciami wręczającego. Mógł się postarać, a nie jakieś badziewie z fabryki z Tajwanu wciska. Zakładam, że takich osób jest jednak mało, a większość stanowią ofiary złego gustu, które kłamią prosto w oczy, że dana rzecz się im podoba. Z pewnych źródeł wiem, że istnieją specjalne miejsca, głęboko w szafach do których chowane są potworki. W listach, które do mnie piszecie, zadajecie pytanie, ale po co to trzymać? Wywalmy, spalmy i popioły rozrzućmy nad kałużą. Niestety, nie polecam tej metody. Może się bowiem okazać, że pewnego dnia do naszych uszu dotrą następujące słowa:

- A gdzie postawiłaś tego ślicznego zielono-żółto-różowego prosiaczka z ceramiki, którego przywiozłam ci z wycieczki do Brzydowa?

- Założyłabyś tę śliczną sukienkę z białej koronki, którą kupiłam ci sześć lat temu na bazarku. Nigdy cię w niej nie widziałam.

- Narzekasz, że nie masz w czym podać herbaty, a głuptasku zapomniałaś o zastawie od nas.

I to jest właśnie moment, w którym sięgasz do owego tajnego miejsca w szafie. Kochasz przecież tych ludzi, co dali prezenty, więc raz na pewien czas możesz się poświęcić.

- Mówisz, że prosiak ma specjalne miejsce w sypialni i szybko wyjmujesz i stawiasz na półce.

- Zakładasz sukienkę na Wigilię, na której będą tylko niedowidzący starsi przedstawiciele twojego rodu. Nikt nie zrobi zdjęcia - jesteś uratowana.

- Wyciągasz zastawę, robisz herbatkę. No co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Okazuje się nawet, że ten earl grey smakuje całkiem tak samo, jak z twojego dizajnerskiego kubka z wyprzedaży.

Z tymi prezentami to zazwyczaj jest tak, że one naprawdę są dawane z dobrego serca i chociaż nam więdną powieki, a nasze pociechy i zwierzęta uciekają w popłochu, to warto je trzymać. Takie jest moje zdanie. Może się okazać, że za jakiś czas zabraknie osoby, która nam to dała i będziemy mieć pamiątkę. Nawet jeżeli będzie to najbrzydsza pamiątka, to zobaczycie, będziecie ją uwielbiać.

Gabi, więź z wronamiPrezenty od ukochanej... Wrony!

Taka się jakaś sentymentalna zrobiłam, bo kupiłam sobie nowe buty i w końcu mogę pożegnać się ze starymi. Bez żalu, nie był to prezent.

Więcej o: