Boczek, kiełbasa i parówki też powodują raka. Co w takim razie można jeść?

Po wiadomości, że czerwone i przetworzone mięso zwiększa ryzyko zachorowania na raka zawrzało w mediach. Bo co to dokładnie oznacza? Może najlepiej by było, gdyby wszyscy przeszli na wegetarianizm? I czy w dzisiejszej rzeczywistości mamy szansę uchronić się przed tym, co jest rakotwórcze?

Parówkowi skrytobójcy? rys. Magda DanajParówkowi skrytobójcy? rys. Magda Danaj

Na liście Międzynarodowej Agencji Badania Nowotworów, będącej częścią Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), znajduje się ponad tysiąc różnych substancji, które zostały zaklasyfikowane jako rakotwórcze. Są czynniki środowiskowe, jest jedzenie, styl życia oraz zanieczyszczone powietrze. Wszystkie czynniki zostały podzielone na kilka grup, w zależności od tego, jak bardzo są kancerogenne. Dokładniej rzecz ujmując: na ile ich kancerogenność została udowodniona.

Najistotniejsze są dwie pierwsze grupy, w których znajdują się czynniki na pewno zwiększające ryzyko zachorowania na raka oraz najprawdopodobniej je zwiększającej. Przetworzone produkty mięsne znalazły się na liście numer jeden obok azbestu, dymu papierosowego i etanolu (czyli tego alkoholu, który tak dobrze smakuje w postaci wina). Bekon, kiełbaski, szynki, mielonki i parówki są szkodliwe - wiadomo. Nie zawierają zbyt wielu składników odżywczych, a do tego są często wędzone, smażone lub grillowane. Jakby tego było mało są nafaszerowane chemią, czyli konserwantami, barwnikami, polepszaczami smaku i spulchniaczami. Niezłe kombo. Ale czy faktycznie ich jedzenie skraca nam drogę do grobu?

Badania prowadzone w ostatnich latach przez WHO pokazały, że jedzenie dzień w dzień 50 gramów przetworzonego mięsa zwiększa ryzyko wystąpienia raka jelita grubego o 18 procent. Czyli jeśli dzień w dzień jesz dwa plasterki sprasowanej szynki, która po dwóch dobach w lodówce pokrywa się śluzem, dzień zaczynasz od parówki, a jajecznica bez bekonu się dla ciebie nie liczy - zastanów się. Może czas na zmiany? Osiemnaście procent to niemało. Jednak mam wrażenie, że w tym całym zamieszaniu warto też zwrócić uwagę na coś innego.

Co? Mięsko!Co? Mięsko!

Ludzie odżywiają się źle. Rośnie liczba osób otyłych. Otyłość jest przyczyną coraz większej liczby chorób i zgonów. Dzieje się tak pomimo tego, że debata społeczna na temat znaczenia zdrowego odżywiania się trwa nieprzerwanie. Zastanówmy się zatem, jak może wyglądać dieta osoby, która ma w swoim menu stałe miejsce dla przetworów mięsnych. Może się mylę, ale intuicja podpowiada mi, że raczej nie zagryza parówki kaszą jaglaną z warzywami. Na deser po hot dogu lub bułce z bekonem raczej nie ma w zwyczaju zjadać świeżych owoców ani awokado.

Przetworzone mięso szkodzi, nie ma co z tym dyskutować, jednak moim zdaniem problem jest znacznie bardziej złożony. Zła dieta, brak ruchu, dużo alkoholu i do tego raz na jakiś czas dymek. Wciąż mało ludzi tak naprawdę dba o higienę swojego życia. Większość, nawet jeśli na chwilę porzuci nie najzdrowsze przyzwyczajenia, szybko traci zapał i wraca do szynek, kiełbasek i porządnych kebabów po zakrapianej imprezie. Dla wielu osób kiełbaska i parówki to pierwszy wybór. Tak zostali wychowani, tym ich karmiono kiedy byli dziećmi, oni więc tak karmią swoje dzieci, które, o ile nic się nie zmieni, tak będą karmić swoje dzieci.

Czy publikacja nowych wyników, nagłaśnianie ich w mediach może odwrócić sytuację? Mam nadzieję, ale wiem także, że to bardzo długa droga. Dowodzą tego wyniki sprzedaży przetworzonych produktów w Stanach (tak wiem, to specyficzny kraj, ale Europie coraz bliżej do tamtejszego stylu życia). Już w 2002 roku pojawił się w USA raport dotyczący szkodliwości czerwonego mięsa i jego przetworów. Podkreślano znaczną rolę obu grup produktów w powstawaniu nowotworów. Pojawiła się także informacja, że zła dieta jest jedną z przyczyn jednej trzeciej zachorowań na raka. Wieść rozeszła się szybko, w mediach wrzało, a na stołach - nic się nie zmieniło. Dlaczego? Moim zdaniem między innymi dlatego, że efekty złej diety są odroczone w czasie. Przecież nic nie boli, człowiek się jakoś fatalnie nie czuje, czyli nie dzieje się nic złego. Dlaczego zatem ktoś miałby rezygnować z kolejnego steka, hamburgera czy parówki?

Czytałam ostatnio książkę Swietłany Aleksjejewicz o Czarnobylu (serdecznie polecam lekturę). Wiem, że to skrajny przykład, ale w tamtych czasach działał podobny mechanizm. Mówiono ludziom zamieszkującym strefę skażoną promieniowaniem - nie jedz tego mięsa, zmieniaj wodę, w której gotujesz ziemniaki, nie pij surowego mleka i nie zbieraj owoców, w które obrodziło przydomowe drzewo. A oni patrzyli na to ładnie wyglądające jedzenie i jedli. Na pierwszy rzut oka nic nie było nie tak. Byłam za mała, żeby zapamiętać co się wtedy działo, ale z rozmów wiem, że w Polsce po wybuchu była cała masa grzybów. Wielkich, dorodnych, nierobaczywych. Podobno wszyscy je jedli. Choć mówiono, żeby nie jeść. Tylko, że wyglądały w porządku, pachniały w porządku - czy zatem mogły zaszkodzić?

Myślę, że w świetle tego, co już wiemy o żywieniu, naprawdę warto przyjrzeć się temu co nakładamy sobie na talerz. Nie jesteśmy nieśmiertelni, a zdrowy tryb życia nie oznacza, że umrzemy zdrowsi, ale że może uda nam się dłużej pożyć. Lepiej dmuchać na zimne, niż później w popłochu gasić pożar.

Zatem, zachęcam wszystkich mięsożerców do wykluczenia z diety przetworzonych produktów mięsnych. Niewiele do niej wnoszą. Parówki, szynki, mielonki, bekon, kiełbaski, kupne pasztety to źródło głównie kalorii, tłuszczów nasyconych i substancji chemicznych. Śmiało można je zastąpić znacznie zdrowszymi, równie smacznymi produktami. Zmniejszymy nie tylko ryzyko zachorowania na nowotwór, ale także obwód pasa.

Czym to zastąpić?Czym to zastąpić?

Czerwone mięso jest, według WHO, mniej niebezpieczne. Zostało zaklasyfikowane do drugiej grupy, co oznacza, że najprawdopodobniej zwiększa ryzyko zachorowania na raka. Sama organizacja podkreśliła jednak, że czerwone mięso to źródło białka, żelaza i witamin z grupy B. Dobrej jakości mięso, duszone, gotowane lub krótko smażone, jedzone raz na jakiś czas z całą pewnością nie wpędzi was do grobu. Nie trzeba z niego rezygnować, wystarczy je ograniczyć. Skoro powietrze jest tak zanieczyszczone, że może powodować raka, raczej wszystkich czynników nie uda nam się wyeliminować. Tam gdzie możemy, moim zdaniem, warto jednak wprowadzić zmiany.

Dla wszystkich, którzy szukają inspiracji - czym można zastąpić czerwone mięso - przepis na bezbłędne burgery z buraków.

Składniki: cztery buraki, jedna cebula, natka pietruszki, ćwierć szklanki mąki gryczanej, dwie szklanki ugotowanej kaszy jaglanej, 2 ząbki czosnku, pół szklanki nasion słonecznika, ćwierć szklanki oliwy, sól i pieprz.

Przygotowanie: buraki ścieramy na tarce (polecam włożyć rękawiczki), siekamy pietruszkę, cebulę i wyciskamy czosnek. Mieszamy z pozostałymi składnikami, a następnie formujemy burgery (powinny być dość ścisłe, inaczej się rozlecą). Pieczemy je przez dwadzieścia minut w temperaturze dwustu stopni. Można? Można!

Wszystkiego zdrowego!