Rodzina Dzikowskich w internecie na żywo - to nie może skończyć się dobrze

Polska rodzina z Poznania transmituje swoje życie za pośrednictwem internetowych kamer - dostępnych na żywo przez całą dobę. Na razie internet świetnie się bawi ich kosztem, ale może być gorzej.

Screen z logopol.plScreen z logopol.pl

OD REDAKCJI: Na obraz z kamer zareagował dziś Rzecznik Praw Dziecka oraz sąd opiekuńczy, który ma rozpatrzeć możliwość ograniczenia Dzikowskim praw rodzicielskich. Na razie część kamer ma zostać wyłączona, nie będzie można obserwować dzieci w ich pokojach.

Co trzeba mieć w głowie, żeby rzucić całe swoje życie na żer internetowym przyjemniaczkom? Tym, co tak kochają hejtować, niszczyć, dopieprzać i wyśmiewać? Państwo Dzikowscy - Mietek i Basia - chyba nie przemyśleli kwestii choćby minimalnej ochrony swojej prywatności, zanim umieścili kamery we wszystkich pomieszczeniach swojego domu (oprócz łazienki) - w tym w pokojach czwórki dzieci w wieku od dwóch do 13 lat. Podgląd dostępny całą dobę umieszczony jest na stronie logopol.pl, na której można znaleźć również dokładny adres oraz telefon państwa Dzikowskich.

Jak ktoś aż tak się wystawia na strzał, to obrywa - i Dzikowscy obrywają. Internetowi dowcipnisie zamawiają na ich adres rozmaite rzeczy - od pizzy po armaturę łazienkową. Dzwonią i obrzucają obelgami. Wysyłają nienawistne lub prześmiewcze maile. Nękają. Straszą. Miejmy nadzieję, że na tym poprzestaną i że policja, której Dzikowscy zgłosili powyższe zdarzenia będzie reagować. I że nie znajdzie się ktoś gorszy od karaluchów z 4chana, kto chciałby wyrządzić im jakąś krzywdę także w tzw. realu.

Wszystko na sprzedaż - to nic nowego. Na sprzedawaniu swojej prywatności można nieźle zarabiać, jak uczą przykłady karier rozmaitych celebrytów typu Kardashianki czy innych jutuberów. Na to też liczą Dzikowscy, którzy - jak głosi strona - są gotowi na współpracę z reklamodawcami, sponsorami, inwestorami. Celem, jaki sobie postawili jest zorganizowanie biegu na milion osób. Udostępniając swoją prywatność chcą zgromadzić fundusze potrzebne na tej dość nierealnie brzmiący projekt. No i super, bo skoro szafiarki mogą zarabiać na pokazywaniu swoich szmat, to czemu Dzikowscy mieliby być gorsi? Poza tym media społecznościowe przyzwyczaiły nas, że sfera prywatności może być udostępniana publicznie. Tylko od nas zależy, czy chcemy się nią dzielić oraz w jakim stopniu.

Tu jednak jest pies pogrzebany. Bo czym innym jest taki totalny Big Brother, a czym innym kontrolowane, umiejętne sprzedawanie niby to niewyretuszowanej, prawdziwej wersji swojego rodzinnego życia, jak czynią to na przykład słynni Bratayleyowie. Kanał na YouTube'ie, który prowadzi ta amerykańska rodzina cieszy się gigantyczną popularnością, choć od zawsze budzi też rozmaite kontrowersje - także te dotyczące prywatności, choć wrzucane na YT filmiki to nie to samo co streaming live. Ostatnio kontrowersje są jednak coraz większe po tym jak w październiku nagle zmarło jedno z trójki dzieci - 13-letni Caleb. Transmitowanie na żywo uroczystości pogrzebowych nie jest może najsmaczniejszym pomysłem, ale jak to mówią - każdemu jego porno.

Jakie "porno" oferują Dzikowscy? Oprócz budzących największe wątpliwości kwestii związanych z nagością i intymnością dzieci, podglądający poznańską rodzinę mają okazję do obserwacji na temat tego, jak mama mówi do dzieci ("dostaniesz ode mnie wpierdol", "o co ci, kurwa, chodzi"), jak tata zwraca się do bawiącej się w swoim łóżeczku papierami dwulatki ("śmieciaro jedna"), jak starsze pociechy przeklinają i powarkują, jak rodzina się odżywia (niezdrowo) i jak spędza czas (telewizor włączony non-stop). Nie chcę, naprawdę nie chcę, wchodzić obcym ludziom z buciorami w życie, ale przecież sami mnie zaprosili, więc chyba mogę sobie pozwolić na krytyczną opinię. Bo nie podoba mi się to, co widzę. Ani to, że na to w ogóle patrzę.

Sygnały o rodzinie Dzikowskich pojawiają się od kilku dni - nam napisała o nich jedna z Czytelniczek, przerażona zarówno tym, co zobaczyła dzięki kamerom, jak i tym, ze CHCIAŁA to oglądać. Podglądactwo wciąga. Okazja, by kogoś zmieszać z błotem kusi. Oby to była najgorsza rzecz jakiej doświadczy ta poznańska rodzina. Mnie jednak do tzw. toczenia beki wystarczy Rodzinka Stokowskich. Tu przynajmniej wiem, że nic nie dzieje się naprawdę.

Więcej o: