Papier czy e-book? Oba poproszę!

Elektroniczne czytniki książek są wygodne. Praktyczne. Użyteczne. Potrzebne. W wielu sytuacjach - niezastąpione. Dlaczego więc ciągle rośnie moja papierowa biblioteka?

Każdy miłośnik książek zna to dobrze: książki niemieszczące się na półkach, leżące w stosach na podłodze, piętrzące się na nocnych szafkach i wypadające z lodówki. Książki, których jest za dużo, dla których brakuje miejsc na regałach i mieszkania, w których nie ma już gdzie robić nowych półek. Książki z żalem, bólem i płaczem pakowane do kartonów i ekspediowane do piwnicy. Oddawane do biblioteki. Sprzedawane do antykwariatu. Rozdawane znajomym. Książki zawłaszczające przestrzeń i biorące nas w posiadanie. Bo najpierw ma się książki, a potem książki mają nas, jak mawiał mój wuj, bibliofil, będący w posiadaniu kilkunastu tysięcy tomów (tak, tak, specjalnie tak dobrałam formę, by nie było jasne, kto kogo posiadał).

Czytniki elektroniczne miały nas przed tym wszystkim uratować. Sprawić, że ujarzmimy te rozrastające się i pokrywające kurzem biblioteki. Że upchniemy setki i tysiące woluminów do tych małych plastikowych pudełek i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Nie uratowały. Nie ujarzmiły. Co poszło nie tak?

Zacznijmy od tego, że nie wyobrażam już sobie życia bez czytnika. Lista jego zalet jest długa: mały, lekki, poręczny. Mogę mieć na nim kilkaset książek (i o wiele więcej w chmurze). Mogę czytać przy słabym świetle, w kompletnych ciemnościach i ostrym słońcu na plaży. Mogę załadować nową książkę kilkoma kliknięciami. Cudownie sprawdza się w wielu sytuacjach: w podróży (nawet tej codziennej - zbiorkomem do pracy), w poczekalni u lekarza, przy jedzeniu (tak, czytam przy jedzeniu. Zawsze), na placu zabaw, gdy pociechy hasają wesoło, w łóżku przed snem i na kanapie, gdy twój ukochany ogląda mecz, a ty dyskretnie sobie podczytujesz, udając zainteresowanie panami biegającymi po zielonej łące. Czytnik jest idealny. Nie ma żadnych wad. Szczerze polecę każdemu (sama używam Kindle'a, ale zwracam dyskretnie uwagę na dostępny od niedawna na naszym rynku InkBOOK z abonamentem Legimi - chyba najtańsza opcja dostępu do dużej ilości wygodnie czytanych książek).

Ale choć od dwóch lat czytam głównie e-booki, to wiem już, że nie ma szans na to, bym miała mniej książek w domu.

Bo nie wyobrażam sobie, że w moim domu mogłoby zabraknąć niektórych pozycji w tej materialnej, papierowej formie. Takiej kurzącej się na półce, którą mogę wziąć i przewertować w dowolnej chwili - dla samej przyjemności wertowania.

Bo dzieciom nie kupuję e-booków - chcę, by najpierw pokochały czytanie w papierze. No i książki dla dzieci są coraz piękniejsze, głupio byłoby je pozbawiać obcowania z tym całym światem estetycznych doznań.

Bo nie umiem czytać poezji na czytniku. Więc ulubieni poeci pozostaną papierowi.

Bo bez przerwy dostaję, kupuję i pożyczam papierowe książki. I czytam je przy jedzeniu, w toalecie, w metrze, na kanapie i w kolejce u lekarza. I noszę w torbie razem z czytnikiem.

Bo czasem, gdy coś przeczytam w formie elektronicznej, to potem chcę mieć to jeszcze w papierze. Żeby było, żeby stało, żebym mogła po to sięgnąć, gdy bateria się wyczerpie i gdy cały cyfrowy świat zniknie. Bo nie ufam mu tak do końca.

Najlepszym rozwiązaniem dla mnie (i podobnych mi zboczeńców) byłyby pakiety złożone z książki elektronicznej i papierowej w ramach jednej opłaty. Zauważyłam taką ofertę w Wydawnictwie Literackim, które sprzedaje tzw. dublety. Mam nadzieję, że inni wydawcy i dystrybutorzy wezmą przykład. I że zaczną dokładać też opcję audio dla osób kompletnie szalonych, takich jak mój ojciec, który praktycznie każdy tytuł kupuje obecnie w trzech postaciach (jeśli się da oczywiście), by móc obcować z nim nieprzerwanie, także gdy prowadzi auto.

Książki zajmują dużo miejsca - nie tylko na półkach, także w sercu. I to jest z nimi największy problem - nie da się ich pozbyć. I chyba nawet nie trzeba.

P.S. Na deser taka pyszna reklama księgarni. Na zachętę. Ogólną.

"You Never Know Who You'll Meet at Barnes & Noble"

Watch a festive duet between beloved icons Tony Bennett & Lady Gaga at B&N in our NEW holiday TV ad!

Posted by Barnes & Noble on Friday, November 13, 2015

 

OD REDAKCJI: Nasze ulubione Publio tak się ucieszyło z tego tekstu, że przygotowało prezent dla Czytelników Focha: kod na 25% zniżki na dowolny e-book z oferty (niełączący się z promocjami) dla pierwszych 100 osób. Przy zakupie należy podać kod: meuyi608. Można go wykorzystać do 4 grudnia.

Więcej o: