Jak być nieszczęśliwym człowiekiem na własne życzenie? Oto 7 sposobów, które zawsze działają!

Będąc nieco znużoną ckliwą apoteozą dobroci, zdrowego odżywiana się i szeroko pojętej życzliwości wobec świata - przygotowałam kroplę otrzeźwiającej goryczy. Przegląd sposobów na bycie nieszczęśliwym. Ach, niektóre wydają się znajome? Doprawdy, nie sądziłam.

c

1. Zakochaj się nieszczęśliwie! Wyłącznie w kimś, kto tego uczucia nie odwzajemnia lub już po pierwszym "cześć", mówi, że nie jest gotowy na związek lub jest w związku (z żoną, alkoholem, narkotykami lub innym chłopakiem). Z własnych doświadczeń, ale i obserwacji innych kobiet wiem, że poczucie odrzucenia i bycia "niechcianą" może podziałać jak najsilniejszy afrodyzjak. Im bardziej wybranek kobietę odpycha, tym bardziej reaktywuje się chęć walki. "Myślałam, że go w sobie rozkocham" - powinny tatuować sobie te panie, które w imię wyimaginowanej miłości poświęciły dumę, rozsądek, a niekiedy także i godność. Najlepiej gdzieś na wierzchu dłoni, aby mogły codziennie na to patrzeć.

Jeszcze lepszym sposobem na bycie nieszczęśliwą kobietą jest próba przyspawania do siebie mężczyzny "przypadkową" ciążą! Ihaaa! Brawo! Bonusem jest możliwość zniszczenia życia także i dziecku przez wieloletnie sączenie mu w uszko jadu: tatuśśśś nasss nie kooochał i zostawił!

2. Zacznij się odchudzać! Oczywiście, rób to równie entuzjastycznie, co niemądrze. Niech zatem odchudzaniu towarzyszy kompulsywne obżarstwo, miłość do coca-coli i "superzdrowych" batonów z karmelem ewentualnie chlebusia z masełkiem - najlepiej przed snem (choć to chyba oczywistość). Codziennie podsumowuj, ile kalorii pochłonęłaś. Koniecznie informuj o tym wszystkich znajomych na fejsie. Pisz dramatyczne statusy: Boże, Boziuniu, chowajcie przede mną słodycze. Ojejku, jejku, po cóż ja nieszczęsna chleb upiekłam. Teraz go zjem nim wystygnie! Nie jem do siedemdziesiątki nic prócz kurzu!

Bardziej jednak unieszczęśliwi cię rzeczywiste odmawianie sobie wszystkich łakoci. Co tam łakoci, odmawiaj sobie wszystkiego. Nic nie irytuje przecież bardziej jak poczucie, że twoje życie już zawsze będzie miało smak kaszy i sałaty z sałatą. Myśl o tym często. Najlepiej codziennie. Obserwuj jak inni sobie dogadzają. Prenumeruj magazyny o gotowaniu, spaceruj w pobliżu cukierni, oglądaj zdjęcia Naomi Campbell albo Gigi Hadid. Postanów sobie, że zaczniesz żyć normalnie dopiero gdy upodobnisz się do Kate Moss - ignoruj fakt, że jedyne co cię z nią łączy to fakt, że zamieszkujecie tę samą planetę. I najważniejsze - nie ćwicz. Subtelnie flaczej.

3. Ustaw siebie w centrum świata i uwierz, że wszyscy przeciwko tobie knują! Bo nie ma to jak dobra teoria spiskowa. Ktoś mówi "dzień dobry"? Ty wiesz, że robi to złośliwie i ma najgorsze na świecie intencje. Ktoś cię chwali? Ani chybi drwi! Ktoś prosi o radę w rozwiązaniu jakiegoś problemu dajmy na  to w pracy? Na pewno potem sprzeda twój pomysł jako swój, uprzednio wykorzystując go - TAK, TAK - przeciwko tobie. Współpracownik mówi, że w zasadzie możesz już iść do domu? Ha, nie daj się nabrać! Gdy tylko przestąpisz próg biura, NA PEWNO wyśle maila do ciebie i szefa, żeby wyszło na jaw, że ciebie już nie ma przy biureczku. Koleżanka twierdzi, że choruje? Dobre sobie. Po prostu chce, żebyś za nią pracowała. Ale co tam praca, ten sposób myślenia doskonale też rujnuje życie osobiste z rodzinnym na czele. Wystarczy założyć, że absolutnie każdy ma intencje co najmniej złe. Słyszysz szept - wiesz, że to o tobie, najgorsze ze złych rzeczy. Śmiech? Z ciebie! Czy można żyć podlej? Oczywiście.

Kolejnym stopniem tej paranoicznej postawy jest krzywdzenie innych zanim oni skrzywdzą ciebie oraz planowanie zemsty, opracowywanie planów zniszczenia wszystkich i wszystkiego. Nie, to nie jest aluzja o podłożu politycznym.

4. Porównuj się z innymi, ale przede wszystkim zazdrość wszystkim wszystkiego (no, może prócz chorób). Ten sposób także bazuje na poczuciu krzywdy (wyimaginowanej) i braku poczucia własnej wartości. Tutaj mantrą jest przekonanie, że inni mają lżej, wszystko osiągają szybciej i bez wysiłku, ewentualnie po znajomości (w życiu nie można przyznać, że są w czymś po prostu dobrzy). Dla przykładu szczupłe i zadbane kobiety po prostu mają takie geny lub mają od tego sztab specjalistów. Z pewnością są mało mądre lub są utrzymankami. Za nic nie można przyznać, że prawdopodobnie są konsekwentne w pilnowaniu diety i ćwiczeniach.

W tym przepisie na zmarnowanie sobie życia, zakazane jest dostrzeganie swoich plusów. Sednem tego sposobu jest koncentrowanie się na tym, co jest złe lub przynajmniej nieidealne i... konsekwentne tkwienie w tym. Stupor i stagnacja potraktuj jako swoje imiona zastępcze.

5. Otaczaj się wyłącznie toksycznymi ludźmi! Gdy tylko ktoś wypowie zdania - to bez sensu, nie uda się, ludzie to podłe wilki - reaguj! To z pewnością ktoś dla ciebie. Jeśli dodatkowo jest przekonany, że osiągnąć sukces można wyłącznie po znajomości - zdobądź jego numer. Jeżeli zaś wie, że wszyscy knują przeciwko niemu - co najmniej zaproś do znajomych na fejsie. Przebywaj z narzekaczami, pieniaczami i mrukami tak często jak się tylko da (tak, tak, kto wejdzie między wrony... itd.) Przytakuj i poklepuj po pleckach, gdy tylko usłyszysz negatywną informację, osąd, punkt widzenia. Powtarzaj w duchu, bo to jedyna prawda. Z czasem tylko taki rzeczy nauczysz się zauważać. Każdy powiew optymizmu duś w zarodku. Na wszelki wypadek przygotuj sobie werbalne odstraszacze, które będziesz stosować wobec próbujących ci wmówić, że życie jest fajne: "I tak wszyscy umrzemy" potraktuj jako matrycę konwersacji. Słyszysz kaszel? Diagnozuj raka płuc. Na wieść o ślubie przyjaciółki, recytuj statystyki z rozwodów. Ktoś wyjechał na miesięczne wakacje? Co z tego, przecież i tak wróci do Polski.

c

6. Przenieś się do przeszłości i żyj tym, co ktoś kiedyś SPECJALNIE ci zrobił! Rozdrapuj każdą ranę. Nieustannie. Jeśli opuszczą cię znajomi i bliscy i nie będziesz mieć już komu tego wciąż opowiadać - przypominaj sobie o tym w samotności. Analizuj. Twórz alternatywne scenariusze. Ignoruj całą teraźniejszość. Gdy zorientujesz się, że jest tobą zainteresowany jakiś mężczyzna, natychmiast przypomnij sobie jak bardzo zranił cię poprzedni partner - zresztą, prawdopodobnie i tak myślisz o tym od lat. Dopieszczaj w pamięci wszystkie możliwe upokorzenia, zwłaszcza te z okresu podstawówki i liceum - nie powinno zabraknąć ci "materiału", bo na szczęście dzieci są tak cudownie okrutne. Najlepiej jednak kolekcjonuj każde złe wspomnienie. A jeśli nawet nie jest złe, bo ktoś ci na przykład dokuczył niechcący, to przekonaj samą siebie, że właśnie, że chcący! Z cholerną premedytacją!

Całkiem skutecznym rozwiązaniem jest też życie przyszłością i konieczne zamartwianie się na zapas. Znam to. Aż za dobrze.

7. Szukaj pracy niezgodnej ze swoimi umiejętnościami! Jesteś roztrzepana i z trudem liczysz do pięciu? Wspaniale! Aplikuj na księgową, z całą pewnością do działu finansowego! Patrzysz na dzieci i widzisz coś jakby czerwie? Doskonale! Twoje miejsce jest w przedszkolu lub szkole! Piszesz z męką, powoli i nie widzisz różnicy między "także" a "tak że"? Wal jak w dym do dziennika lub portalu informacyjnego. Każda odmowa niech cię tylko utwierdza w przekonaniu, że otaczają cię nasączeni zazdrością i niechęcią do ludzkiego gatunku czepialscy. Walcz, aż w końcu dostaniesz się tam, gdzie najzupełniej nie powinno cię być. Bo wtedy każdy dzień dostarczy ci tego, czego pragniesz najbardziej. Krystalicznie czystego nieszczęścia. Tylko nie dopuszczaj myśli do siebie, że może to jednak ty się mylisz. Że może jednak masz talent w zupełnie innej dziedzinie. Nie daj Bóg!

Wytrzymaliście? Trochę gorzko, prawda? Najbardziej niesmaczne w tym wszystkim jest to, że każdy z tych kuriozalnych przypadków znam. Dobrze lub bardzo dobrze. Kobiety notorycznie zdobywające gardzących nimi panów, ludzi żyjących w poczuciu, że świat sprzysiągł się przeciwko nim oraz "utalentowanych" bezrobotnych na własne życzenie. I nie piszę tego z poczuciem wyższości - w tonie - wy nędzne robaki, plwam na was, bo jestem ponad to. Piszę to raczej jako rodzaj memento. Również dla siebie samej.