Dlaczego warto choć raz w życiu być z dupkiem?

"Boże, co to był za dupek!" - wykrzykuje każda kobieta przynajmniej raz w życiu, mając na myśli swojego byłego. A ja proponuję dodać do tego: "I super, że z nim byłam!". Bo naprawdę warto przeżyć jednego palanta w roli partnera. Dlaczego?

Definicja dupka jest pojemna. Zasadniczo chodzi jednak o nosiciela takich cech i zachowań jak: egoizm i "jego zawsze na wierzchu", lekceważący stosunek do ciebie i twoich spraw, postawa w stylu "dostosuj się do mnie i rób, co ci mówię" i szeregu innych, które świadczą o tym, że bycie z dupkiem więcej ci odbiera niż daje. Na pewno odbiera radość życia. Partnerki dupków z reguły są smutne i sfrustrowane, bo po mistrzowsku szukają winy w sobie i, jako bardzo skrupulatne w poszukiwaniach, zawsze potrafią coś znaleźć. Usprawiedliwiają więc dupka, odsuwają się nieraz od bliskich - bo nie chcą słyszeć słów, które często padają: jesteś zbyt wyrozumiała, on cię źle traktuje.

Bycie dupkiem jest prostsze... Bycie dupkiem jest prostsze...

Traktuje cię fatalnie, bo prawdopodobnie inaczej nie potrafi. Wujek Freud by się tu mógł wypowiedzieć na temat jego kontaktów z mamą i braku wzorca ojca. Nie o to jednak chodzi, by grzebać dupkowi w przeszłości i go usprawiedliwiać. Skupiając się na "tu i teraz" - dupek sprawia, że czujesz się w relacji z nim źle traktowana, nieważna, niepotrzebnie uległa i dostosowana do jego humorów i potrzeb. Dupek sobie żyje, a ty się możesz dostosować, jeśli zaś ci się nie podoba - to dupek cię przecież nie trzyma (to skuteczny lep, co tu kryć).

Jako nastolatki mamy tendencje do utożsamiania męskości z niedostępnością. Im bardziej jakiś Michał ze starszej klasy nas ignoruje, tym bardziej wydaje nam się męski i wspaniały. Im bardziej wodzimy za nim oczami, tym bardziej ma nas w nosie, a my wzdychamy i chlipiemy, bo czujemy, że oto właśnie przechodzi nam koło nosa miłość naszego życia. Nie jest wówczas żadnym pocieszeniem to, co powie nam kochająca mama - że Michał to kawał dupka (niektóre mamy ujmują to subtelniej) i jeszcze kiedyś będzie się do nas ślinił, ale wtedy będziemy mieć na to wylane.

Wraz z wiekiem nabywamy mądrość życiową (tak, wiem - nie wszyscy) i zaczyna nam się klarować, że są tacy ludzie, z którymi nie warto się zadawać. Jednak skłonność do ulegania czarowi dupka to nie jest sukienka z dzieciństwa - z tego się często wcale nie wyrasta. Jeśli jednak dupki nam się podobają, ale nigdy nie uda nam się z żadnym spędzić chociażby kilku upojnych miesięcy - moim zdaniem nie zmądrzejemy nigdy do końca. Dopiero bowiem, gdy dupek da nam porządnie w kość, przeczołga i porzuci - jesteśmy w stanie zrozumieć, że warto docenić kogoś, kto w zestawieniu z dupkiem jawi się jako mniej atrakcyjny wizualnie.

Młodzieńcze miłości do dupków - koniecznie! / fot. pexels.com CC0 Młodzieńcze miłości do dupków - koniecznie! / fot. pexels.com CC0

Tak już niestety jest świat skonstruowany, że nastoletnia czy dwudziestoletnia Kowalska wybierając królewicza z bajki, wybierze tego w czarnych szatach. Ten w białych - miły, sympatyczny i niekoniecznie oszałamiająco przystojny (chooooociaż, gdyby mu zmienić te okulary?) - jawi jej się jako nudziarz. Co innego ten w czarnym... Ogniste spojrzenie, na które, ot tak, dla sportu, wyrywa cyklicznie kolejne panienki i dewiza "jak będę, to będę". Nie tłumaczy, gdzie był, nie wyjawia, o której można się go spodziewać. Przychodzi, kiedy chce i bierze jak swoje. A Kowalskiej trzęsą się nogi.

Ważne jest, by Kowalska miała szansę wejść w taki związek - przede wszystkim po to, by wyjść poza fazę zauroczenia. Póki dupek jest niedostępny, zwodzi i uwodzi, można do niego wzdychać z oddali i płakać w poduszkę z miłości. Gdy jednak przyjdzie się związać z dupkiem i po paru miesiącach odkryć, że jego atrakcyjność polegała głównie na niedostępności - można zacząć proces dochodzenia do prawdy: to dupek i nie ma co tracić na niego życia. To może skutecznie wpłynąć na nasze kolejne życiowe wybory. Oczywiście jest niebezpieczeństwo, że związek z dupkiem zamieni się w wieloletnią, toksyczną relację. Dlatego, gdybym mogła rekomendować, co i kiedy - wypisałabym receptę do zrealizowania możliwie szybko każdej młodej dziewczynie: zalecany jest jeden związek z dupkiem, dawkowanie - kilka miesięcy. Bo wydaje mi się, że w nastoletnich czy wczesno dwudziestoletnich czasach łatwiej się wyplątać z takiej relacji i wyciągnąć lekcję na przyszłość.

Cieszę się bardzo, że i ja trafiłam przed laty na pewnego czarującego, ale jednak dupka. Dzięki temu nauczyłam się sporo (w większości była to nauka po fakcie, nie ma co się czarować) o sobie w relacji z drugim człowiekiem, o moich granicach tolerancji na kiepskie traktowanie, o związkach i ich niekoniecznie ujmujących aspektach. Nie były to przyjemne lekcje, wówczas moje kanaliki łzowe ulegały nieustającemu przepłukaniu. Ale myślę, że gdyby nie to, nie potrafiłabym w późniejszych relacjach być tak świadoma swoich potrzeb. I gdy słucham czasem koleżanek, które nie trafiły nigdy na dupka, albo które dość szybko, z pominięciem etapu porażek związkowych weszły w fajne relacje - mam wrażenie, że trudniej im docenić swoich fajnych partnerów, bo nie mają tego porównania.

Dupka nie interesuje, co myślisz, tylko że go podziwiasz / fot. pexels.com CC0 Dupka nie interesuje, co myślisz, tylko że go podziwiasz / fot. pexels.com CC0

Dziękuję więc mojego dupkowi, że się w nim zakochałam i tkwiłam w przekonaniu, że będzie pięknie, choć każdy dzień potwierdzał, że kierunek naszej wielkiej miłości jest zgoła inny. I choć wówczas wydawało mi się, że go zmienię i będziemy żyli długo i szczęśliwie - szybko się nauczyłam także tego, że nie o to chodzi, by człowieka w związku z uporem zmieniać. Za to, co pocieszające, niektóre dupki potrafią zmienić się same, wyrosnąć z tej fazy. Trzeba tylko paru kobiet po drodze, które kategorycznie się przeciwstawią takiej dupnej filozofii.

Pomyślcie ciepło o dupkach, na których trafiłyście w życiu. Niewykluczone, że mają swój udział w tym, że dziś jesteście w udanych związkach z fajnymi facetami!